::: Historie nieznane. Fałszerze w habitach

Fałszerstwa dokumentów nie należały do rzadkości w dyplomacji Braci Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie. W 1234 r. sfabrykowali tzw. przywilej kruszwicki. W 1253 r. papież Innocenty IV z krzyżackiego podszeptu podpisał bullę, w której przyznał zakonowi Cieszyn, Racibórz i Koźle. Jak doszło do jednego z najgłośniejszych oszustw na Śląsku?

Wykrycie współczesnych fałszerstw dokumentów nie jest rzeczą łatwą i wymaga nieraz od śledczych zastosowania całego arsenału nowoczesnych metod badań, jakie dostarcza nam nauka. W przypadku archiwaliów średniowiecznych sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Niecnej działalności fałszerza trzeba bowiem szukać nie tylko w treści dyplomu (nader często przydarzały się im pomyłki) czy podrobionej pieczęci, lecz również – co ma kolosalne znaczenie – w okolicznościach jego zredagowania (już w XIV w. znajomość dziejów starożytnych pozwoliła zakwestionować Franciszkowi Petrarce rzekome dokumenty cesarzy rzymskich dla Austrii). Współcześni wytrawni znawcy dyplomatyki sprzed wieków coraz lepiej radzą sobie z tropieniem przestępców. Wielu oszustów, jak dalej wykażemy, kryło się w murach klasztorów i biskupich siedzib.

Miano najsłynniejszego fałszerza średniowiecznego Śląska dzierży Jan de Schellendorf, właściciel ziemski i ławnik w sądzie prowincjonalnym wrocławskim, wzmiankowany po raz pierwszy w źródłach w 1337 r. Podczas sporu z rodziną Eichilborn o wieś Zieloną (1362) przedstawił w sądzie sfałszowany dokument opatrzony pieczęcią królewską. Oszustwo wyszło na jaw, kiedy okazało się, że dyplom nie był odnotowany w regestrach księstwa. W 1363 r. Schellendorf uciekł poza Śląsk. Po pierwszym niekorzystnym wyroku w sprawie Zielonej wystarał się jednak u cesarza Karola IV o wyznaczenie nowego termin rozprawy. Na niej to pojawił się Konrad, syn naszego bohatera, który okazał kolejny sfałszowany dokument, za co też został wtrącony do więzienia. Wyszedł po czterech dniach, bo uznano, że fałszerstwa dopuścił się ojciec, a syn nie był tego świadom. Spór trwał nadal. Na kolejną rozprawę Konrad dostarczył do sądu list. Wkrótce wyszło na jaw, że był to falsyfikat - a jakże! - dzieło Jana Schellendorfa. Prawdziwa afera miała jednak dopiero nadejść. Otóż w sierpniu 1363 r. w dworze Schellendorfa w Pustkowie Wilczkowskim znaleziono 27 matryc służących do wykonywania fałszywych pieczęci. Wybuchł skandal głośny na cały Śląsk, Czechy i Polskę. Dowody przestępstwa, za które w średniowieczu groziła nawet kara śmierci, wystawiono na widok publiczny. Okazało się, że Schellendorf podrabiał pieczęcie: wielką króla Czech, księcia Bolesława III legnicko-brzeskiego oraz jego synów Wacława i Ludwika a także Bolka II świdnickiego, rycerzy Macieja de Molheim, Heinczka de Swarczinhorn, Franka de Sommerfeld, Czeszka de Prittitz i Jana de Reste. Ponadto pieczęcie kilku żołnierzy, mieszczan i ławników. Od 17 do 21 maja 1364 r. w ratuszu wrocławskim trwał proces przeciwko Schellendorfowi. Oskarżony nigdy się na nim nie pojawił. Do końca życia ukrywał się poza Śląskiem.

Świętobliwi skrybowie

W I połowie XIII w. dokument na stałe zagościł już na górnośląskim dworze. Tyle że – po Mieszku raciborskim - kolejni trzej władcy księstwa Opola i Raciborza: Kazimierz oraz jego synowie Mieszko Otyły i Władysław, nie mieli własnej kancelarii. Musieli więc korzystać z pomocy kancelistów kościelnych. Ci bowiem w całej doskonałości przenosili na teren Polski wypracowane w zachodniej Europie formy papieskiego dokumentu poświadczeniowego. Mieli jednak na względzie przede wszystkim własne interesy. Biskupom i zakonom zależało na pisemnym potwierdzeniu uczynionych na ich rzecz nadań ziemskich czy przywilejów.

Na dowód tego wystarczy podać, że w latach 1211-1246 górnośląscy władcy podpisali 35 dokumentów. Aż 31 z nich adresowanych było do biskupów, zakonów lub innych instytucji ówczesnego Kościoła. Obejmowały nadania, potwierdzenia donacji, immunitety, dziesięciny lub zwolnienia ze świadczeń. Najnowsze badania, zaprezentowane ostatnio przez znakomitego wrocławskiego badacza Marka Wójcika, przekonują, iż zdecydowaną większość tych dokumentów przygotowali sami odbiorcy, a więc kancelarie m.in. biskupa wrocławskiego Tomasza I, cystersów lubiąskich czy joannitów.

Ten swoisty monopol kancelaryjny musi budzić podejrzenia, tym bardziej, że cała średniowieczna dyplomatyka dostarcza nam szeregu dowodów fałszerstw jakich dopuszczali się świętobliwi skrybowie. Podobne przykłady, jak się okazuje, znajdujemy i na Górnym Śląsku.

Mieszko działa zza grobu

Za falsyfikat wyprodukowany w klasztorze cystersów w Lubiążu i to dopiero w XIV w. uchodzi rzekomy dokument Mieszka Otyłego z 12 IV 1245 r., na mocy którego klasztor ten otrzymał od górnośląskiego władcy wsie Kazimierz, Komorniki i Łowkowice. Z kolei w kręgu benedyktynów tynieckich należy szukać fałszerza dokumentu ks. Władysława opolsko-raciborskiego, na podstawie którego niejaki ojciec Daniel - opat tegoż konwentu, otrzymał nadania od Władysława, tytułowanego tu księciem oświęcimskim. Powodem przypisywanej władcy hojności wobec cystersów miało być rzekome wstąpienie do podkrakowskiej wspólnoty jego syna imieniem Włodzimierz. Oszustwo nie budzi żadnych wątpliwości, gdyż Władysław nie miał potomka o tym imieniu i nigdy też nie tytułował się władcą Oświęcimia. Co więcej, w chwili redakcji dyplomu wspólnocie tynieckiej nie przewodził opat Daniel. Ten bowiem sprawował tę funkcję dopiero w latach 1283-1287.

Pięć lat po śmierci Mieszko Otyły wystawił dokument dla bożogrobców nyskich – taki absurd wynika z lektury dyplomu sygnowanego datą 1251. Fałszerze wywodzili się z tegoż zgromadzenia. Ich oszustwo jest dość ordynarne jeśli wziąć pod uwagę, że w 1251 r. nie żył już nie tylko Mieszko, ale i rzekomi świadkowie donacji władcy: Mikołaj kasztelan kozielski, sędzia Sędek, podstoli Jarosław i notariusz Henryk. Na pergaminie, co ciekawe, zawieszono pieczęć biskupa wrocławskiego Tomasza II, którego posługę można datować dopiero na lata 1270-1292. Jak więc widać, zuchwałość średniowiecznych oszustów nie znała granic.

Testament władcy

Wielokrotnie wzmiankowany Mieszko Otyły, zmarły przedwcześnie w 1246 r. władca Opola i Raciborza, jedyny polski książę, któremu w 1241 r. udało się pokonać Mongołów, musiał mieć jakieś kontakty z krzyżakami. Liczył zapewne, że zakon weźmie udział w kolonizacji osadnikami z Zachodu spustoszonego najazdem mongolskim księstwa. W 1239 r. poczynił na rzecz rycerzy niemieckich nadanie ziemskie wzmiankowane jako villa Cruciferorum. Przed 1239 r. wziął sobie za żonę Judytę, córkę Konrada Mazowieckiego, inicjatora sprowadzenia w 1226 r. zakonu krzyżackiego do ziemi chełmińskiej. Wraz z aspirującym do krakowskiego tronu teściem podjął się wyprawy zbrojnej do Małopolski. Ich wojska zostały co prawda pokonane pod Suchodołem (25 V 1243), ale Mieszko rozciągnął wówczas swoje władztwo aż po położony blisko Krakowa Lelów. Dodajmy, że dobroczyńcą Braci Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, jak brzmiała oficjalna nazwa zakonu, był książę wrocławski Henryk Brodaty - stryj Mieszka sprawujący nad nim opiekę w okresie małoletniości. Nie bez znaczenia był również fakt, że od 1204 r. krzyżacy byli usadowieni w położonej kilkadziesiąt kilometrów od Raciborza Opawie, wchodzącej w skład baliwatu Czech i Moraw.

Na rok przed śmiercią, być może w związku z rozwijającą się puchliną wodną , Mieszko podyktował swoją ostatnią wolę. Wyraził w testamencie nadzieję, że doczeka się z Judytą męskiego potomstwa, ale na wypadek gdyby stało się inaczej, przekazał księstwo swojemu młodszemu bratu Władysławowi. Matce Violi bułgarskiej przekazał jako dożywotnie, osobiste uposażenie zamki w Raciborzu i Cieszynie, zaś raciborskim dominikanom 200 grzywien srebra na wzniesienie klasztoru i kościoła. Na mocy tegoż samego zapisu testamentowego Krzyżacy mieli otrzymać z górnośląskiego skarbca niemałą kwotę 100 grzywien srebra lub stosowany ekwiwalent.

Fałszerstwo w Rzymie

Po śmierci Otyłego rządy w księstwie przejął Władysław, rezydując głównie na zamku w Raciborzu. Viola bułgarska dokonała żywota w 1251 r. Dominikanie wznieśli w Raciborzu klasztor i kościół Św. Jakuba, co wiemy z datowanego na 1258 r. książęcego dyplomu nadającego mnichom szeroki immunitet. Czy krzyżacy otrzymali swoje 100 grzywien srebra? Tego nie wiemy. Brakuje źródeł wskazujących na jakiekolwiek związki Władysława z zakonem niemieckim.

Koło zapisu na rzecz krzyżaków przeszlibyśmy więc obojętnie, gdyby nie treść bulli papieża Innocentego IV z 1253 r. Głowa Kościoła wymienia w niej bowiem wśród posiadłości krzyżackich zamki w Cieszynie, Raciborzu i Koźlu. Jak to wytłumaczyć? Współcześni badacze uznali zapis za przejaw uzurpacji ze strony zakonu. Mieszko przekazał bowiem grody Racibórz i Cieszyn swojej matce. Trudno też przypuszczać, by trzy znaczące górnośląskie zamki stanowiły ekwiwalent 100 grzywien srebra.

Czyżby więc kancelaria papieska została wprowadzona w błąd? Najprawdopodobniej tak właśnie się stało. Fałszerstwa krzyżackie nie były czymś wyjątkowym. Ich głośną ofiarą padł nie kto inny jak teść Otyłego, rzekomy autor słynnego, datowanego na 30 VI 1230 r., falsyfikatu kruszwickiego. Na mocy tego sfabrykowanego przywileju krzyżacy uzyskali potwierdzenie nadania im ziemi chełmińskiej oraz prawa do przyszłych zdobyczy w Prusach. W rzeczywistości dokument powstał w 1234 r., w momencie ostrego sporu, jaki z krzyżakami prowadził wówczas władca Mazowsza. W Rzymie został jednak uznany za wiarygodny. 3 VIII 1234 r. papież Grzegorz IX potwierdził nieistniejące nadania Konrada, zaspokajając tym samym roszczenia krzyżaków oraz biorąc pod jurysdykcję i na własność Stolicy Apostolskiej podbitą część Prus. Równocześnie nadał tę część i przyszłe nabytki zakonowi na wieczne posiadanie.

W przypadku raciborskiego fałszerstwa zadziałał najprawdopodobniej ten sam mechanizm, a okolicznością sprzyjającą krzyżakom były rozległe kontakty, jakie mieli w Rzymie za pontyfikatu Innocentego IV, wciągniętego w wir wydarzeń związanych z tworzeniem struktur kościelnych w Prusach. W literaturze dowiedziono, że ówczesna kancelaria papieska redagowała dokumenty, na których treść miały wpływ nie zweryfikowane podszepty Braci Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

Grzegorz Wawoczny