Krzanowice
::: O wielkopostnym kłapaniu w Borucinie

Kłapanie należy zaliczyć do archaicznych zachowań zwyczajowych pielęgnowanych do dziś w niektórych miejscowościach powiatu raciborskiego w okresie Triduum Paschalnego. Pisze o tym dr Kornelia Lach (z archiwum Ziemi Raciborskiej).

Polega ono na tym, że w tym czasie, gdy w kościele milkną dzwony, ich „pracę” zastępują drewniane kołatki czy klekotki. Chodzą z nimi chłopcy (w wieku od 4 do 10 lat) o wyznaczonych porach dnia. Można ich spotkać w takich miejscowościach, jak np. w Sudole, Bolesławiu czy Owsiszczach. Chłopcy hałasując klekotkami obchodzą główne ulice wsi. W Wielką Sobotę natomiast indywidualnie chodzą od domu do domu, klekocąc kołatkami w obrębie niemal każdej posesji, za co otrzymują od mieszkańców słodycze. I praktycznie na tym kończy się kultywowanie tego zwyczaju w wyżej wymienionych miejscowościach.

Zdecydowanie bogatszą oprawę zwyczaj ten posiada do dziś w Borucinie. Nazywany jest kłapaniem, a jego uczestników określa się mianem kłapaczy. Zgodnie z tradycją w obrzędzie mogą uczestniczyć wyłącznie chłopcy w wieku od 12 do 15 lat. Ich liczba jest ograniczona i - jak ustalono - od „zawsze” taka sama, mianowicie każdą z dzielnic wsi, tj. Dziedzinę, Zidlunki i Chabowiec, reprezentuje sześciu przedstawicieli, którzy razem tworzą osiemnastoosobowy zespół kłapaczy. Grupy te co roku zmieniają swój skład, gdyż „odejść” z nich muszą starsi chłopcy, którzy ukończyli klasę ósmą. W związku ze zmianami osobowymi alternacjom podlegają też funkcje poszczególnych osób. Nowe zadania pojmowane są jako awans społeczny. Spośród najstarszych wybierany jest herszt, bądź też hersztami chłopcy nazywają praktycznie wszystkich piętnastolatków. Gdy ci odchodzą, ich miejsce w zespole zajmują młodsi, którzy zawsze w pierwszym roku muszą podporządkować się poleceniom starszych. W ten sposób zwyczaj ten chłopcy przekazują następnym rocznikom.

Kłapacze ubrani są ciepło, w stroje codzienne, na głowach noszą kłobuki, tj. kapelusze męskie, z wetkniętymi doń pawimi piórami lub jeśli ktoś takiego nie posiada, zastępuje je piórem bażanta. Każdy kłapacz posiada własny tragaczyk. Jest to drewniany instrument samobrzmiący. Przypomina on dziecięcą taczkę-zabawkę, której „rączki” mierzą około 1 m długości, u spodu połączone są grubą (o średnicy 8 cm) osią w kształcie walca, z wyżłobionymi rowkami. W pośrodku walca mieści się drewniane koło zakończone od zewnątrz gumową otoczką. Równolegle do uchwytów przymocowane są dwie lub cztery cienkie, płaskie, giętkie listewki, które - gdy koło obraca się na skutek pchania - uderzają o oś zębatą, wydając hałaśliwy dźwięk. Hałasem tym prawdopodobnie praktykowano wcześniej magiczne odstraszanie wszelkiego zła. Używanie tego rekwizytu - jak wspomniano - zastępuje pracę dzwonów. Dlatego chłopcy spotykają się zwykle o ściśle wyznaczonym czasie: po raz pierwszy w Wielki Czwartek o godz. 20.00, w Wielki Piątek czterokrotnie o godz.: 5.00, 12.00, 15.00 i 20.00, zaś w Wielką Sobotę tylko trzykrotnie, tj. o godz. 5.00, 12.00 i 15.00, gdyż potem „klekotki” milkną. Miejsce spotkania jest również stałe - „na krzyżówce”, czyli w tym punkcie wsi, w którym łączą się ze sobą wyżej wspomniane dzielnice. W miejscu zbiórki rozpoczyna się kłapanie, a to znaczy, że każda z trzech grup chłopców wyrusza z tragaczykami na objazd swojej dzielnicy. Kłapacze wjeżdżają w każdą, nawet najmniejszą ulicę we wsi. Jeśli jest ona ślepa, nie wolno im jechać tragaczykiem tam i z powrotem. Prowadzą go tylko w jedną stronę, a dojeżdżając do końca drogi na hasło: trzy, czte- ry, zamaszystym ruchem podnoszą tragaczyk w górę, wydając przy tym charakterystyczny dźwięk „zawieszenia melodii”, który kontynuują po ustawieniu instrumentu na kółkach na następnej drodze.

Stałym elementem zwyczaju są także bitwy między poszczególnymi grupami chłopców. Dawniej, to jest do lat 70. naszego wieku, urządzano je po wykonaniu obowiązku podstawowego, czyli po objechaniu wsi tragaczykami. Obecnie chłopcy wszczynają je już w momencie spotkania się, a potem dopiero rozchodzą się w „swoich kierunkach”. Bitwy kłapaczy polegają na wzajemnym obrzucaniu się zapyrtami, czyli zgniłymi jajkami. Zbierają je już na długo przed sprawowaniem zwyczaju. Gdy tych brakuje, chłopcy używają jaj świeżych, bądź też wykazują niezwykłą pomysłowość w wykonywaniu „zastępników”. W tym celu przygotowują wydmuszki i napełniają je atramentem, farbą, tuszem lub gnojówką czy kurzyńcem (odchodami kur). Otwory wydmuszki zaklejają plastrem, taśmą klejącą, woskiem lub gipsem. Zapyrty, jak i opisywane wydmuszki, stanowią rodzaj osobliwych pocisków służących do trafiania w przeciwników. Wygrywa ta grupa, która utrzymuje się na placu boju, a przegrywa zespół zmuszony do ucieczki. Zwykle jest tak, że chłopcy z dwóch dzielnic porozumiewają się wcześniej i atakują tych z trzeciej. Bywa też, że grupą atakowaną są chłopcy, którzy ostatni przybywają na miejsce zbiórki.

Warto dodać, że kłapaczom przysługują w tych dniach szczególne przywileje. Wolno im na przykład rzucać jajkami w przypadkowych przechodniów. Gdyby ktoś z poszkodowanych wnosił jakieś pretensje, lokalna społeczność z całą stanowczością broniłaby kłapaczy, twierdząc: po co tam chodzi, jak tam nieśki (dzisiaj – objaśn. K. L.) su kłapacze! Mieszkańcy jednak nie akceptują innych wybryków chłopców, do których należy np. obrzucanie domów jajkami czy strzelanie z procy. Na przestrzeni wielu lat odnotowano we wsi kilka przykładów takiego postrzelenia z procy, którego efektem był wyłamany ząb, podbite oko czy „szyty” łuk brwiowy.

Inne figle płatają sobie chłopcy nocą. Do lat 90. naszego stulecia kłapacze nie wracali na noc do domu, ale wszyscy razem spali w stodole lub szopie jednego z gospodarzy. Zawsze ważne było, aby jedna grupa nie wiedziała o miejscu noclegowym drugiej, bo wtedy obcy mogliby włamać się, ukraść tragaczyki, wysmarować śpiących sadzami bądź pastą do butów lub do zębów. Aktualnie wzorem lat wcześniejszych chłopcy z poszczególnych grup śpią razem, by łatwiej było im zebrać się o wyznaczonych porach, ale już nie w stodołach lecz w budynkach mieszkalnych. Chociaż więc każda grupa posiada swe odrębne miejsce noclegowe, to jednak coraz rzadziej składają sobie „wizyty”. Dlatego sami smarują się nawzajem, gdy tylko któryś z chłopców pierwszy zaśnie. Ponadto mają wiele czasu na opowiadanie sobie kawałów, na grę w karty itp.

Podczas pierwszej nocy, tj. z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, o godz. 24.00, zgodnie z tradycją wszyscy kłapacze powinni umyć się w pobliskiej rzeczce Młynarskiej. Jeszcze pod koniec lat 80. zwyczaj był tak „żywy”, że nie wyobrażano sobie, by można go było zaniechać. Jednak współcześnie chłopcy nie są już chętni do nocnej wędrówki do odległej o 1 km od wsi rzeki . Nadto nie znają oni pierwotnej funkcji takiego zachowania. A według wierzeń najstarszych informatorów obmycie się wodą miało dodawać im siły, odwagi, zdrowia i urody. W niezwykłą moc wiosennej wody wierzono już w czasach pogańskich, natomiast chrześcijanie podtrzymywali ten zwyczaj na pamiątkę wydarzenia, jakie spotkało Chrystusa podczas odbywania drogi krzyżowej, kiedy to został brutalnie pobity i wrzucony do rzeki Cedron. Zakończenie zwyczaju ma miejsce w Wielką Sobotę. O godz. 15.00 kłapacze po raz ostatni wędrują z tragaczykami po wsi. Wjeżdżają wówczas do każdego podwórka i zbierają do koszyka dary. Do dziś są nimi przede wszystkim jajka, a ponadto słodycze, owoce cytrusowe lub pieniądze. Zebrane artykuły chłopcy przynoszą do swojego miejsca noclegowego. Tam dzielą między siebie wszystkie dary. Przy takim podziale dla każdego z nich przypada około 30 jajek, kilkanaście czekolad i kilkadziesiąt złotych. Z tymi „zdobyczami” każdy z chłopców wraca do rodzinnego domu.

Dzięki wielu atrakcjom towarzyszącym kłapaniu przetrwało ono i z radością pielęgnowane jest przez kolejne pokolenia dorastających chłopców. W trakcie wywiadów reprezentanci kolejnych pokoleń kłapaczy utrzymują, że zwyczaj ten najlepiej sprawowany był za „ich” czasów. Pogląd taki nasuwa badaczowi wniosek, że bezpośrednie w nim uczestnictwo jest doznaniem najsilniejszym, a poczucie dobrze spełnionego obowiązku i przeżycie wielu przygód stanowią podstawę wspomnień, do których chętnie wraca każdy „emerytowany” kłapacz.

Kornelia Lach

Na zdjęciach z 2 kwietnia 2010 r.: Patryk Machura, Patryk Bulenda, Mateusz Jakubit, Łukasz Machura, Daniel Lasak, Marcel Sobocik, Mariusz Machowski, Artur Machowski, Patryk Hasse, Mateusz Słowaki, Rafał Lasak.


WAW,02-04-2010
Galeria: O wielkopostnym kłapaniu w Borucinie
obrazekobrazekobrazek  
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Klauzula informacyjna RODO - polityka prywatności.
Ta witryna internetowa wykorzystuje technologię plików cookie (tzw. "ciasteczek") w celu: administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług, w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). W tym przypadku, cookie przechowuje informację o unikalnym identyfikatorze sesji. "Ciasteczka" nie przechowują danych prywatnych dotyczących użytkownika, takich jak: imię, nazwisko, hasło, lokalizacja lub adres IP. Zamykając poniższe okienko, automatycznie wyrażasz zgodę na wysyłanie cookies do Twojej przeglądarki. Wtedy też, okienko z tą informacją nie będzie pojawiać się ponownie. Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Przejdź do serwisu