Rudnik
::: Skowronki Eichendorffów

W najlepszych czasach mieli Eichendorffowie w swym pałacu małe obserwatorium astronomiczne, a zimą między szybami okien baraszkowały ptaki, w tym skowronki, których śpiew mile łechtał słuch pałacowych gości.

Łubowice w gminie Rudnik, to jedna z ciekawszych miejscowości w województwie śląskim z racji eksplorowanych tu przez krakowskich archeologów reliktów ogromnego pradziejowego grodu z okresu kultury łużyckiej oraz urodzenia i bytności na przełomie XVIII i XIX w. ikony niemieckiego romantyzmu w poezji - Josepha von Eichendorffa, autora słynnej noweli „Z życia nicponia”, stawianego przez wytrawnych znawców dziejów światowej literatury obok takich postaci jak chociażby wielki Goethe. Przez pryzmat biografii Eichendorffa poznajmy więc historię łubowickiego pałacu - zachowanego dziś w malowniczej ruinie otoczonej starym parkiem, stojącej na szczycie wzgórza, z którego widać piękną dolinę górnej Odry.

Beztroski Joseph i pechowy ojciec

W sierpniu 1785 r. nowym właścicielem rycerskich dóbr łubowickich, za sprawą ożenku z dobrze sytuowaną Karoliną von Kloch, został Adolf von Eichendorff, ojciec poety Josepha, przedstawiciel starej szlachty brandenburskiej, notowanej już od XIII w., z końcem XVIII w. mającej najlepsze lata za sobą. Adolf, były pruski oficer, w przeciwieństwie do wielu swoich znamienitych krewniaków, nie miał nosa do interesów. Inwestycje z reguły sprowadzały go na manowce, bo kupując co rusz jakieś dobra nie radził sobie zbytnio z gospodarowaniem, popadał w coraz to większe długi, przez co wierzyciele kładli przysłowiową łapę na dobrach rodziny.

W tej dramatycznej finansowej sytuacji rodziny, nieświadom zrazu jak się rzeczy w istocie mają, dorastał młody Joseph, pędząc żywot na: nauce; beztroskich wycieczkach do Raciborza, Szylerzowic czy Opawy; wędrówkach po okolicznych wzgórzach i lasach, w czasie których skreślał pierwsze strofy swoich wierszy; czy - już jako student - polowaniach, gdzie zwykle, miast dążyć do sukcesów w odstrzale zwierzyny, kontemplował się ponczem, dowcipami i aromatem fajkowego dymu zapełniającego jego płuca. Adolf liczył, że uzdolniony syn stanie na ślubnym kobiercu z jakąś bogatą szlachcianką, ale ten poprosił o rękę biedną jak mysz kościelna Aloysię Annę Victorię von Larisch z Pogrzebienia. Zdruzgotany ojciec zbojkotował ten związek, nie pojechał na ślub Josepha, który wędrował potem po Niemczech, najmując się jako urzędnik państwowy.

Zadłużony po uszy ojciec, który przez jakiś czas ukrywał się nawet przed wierzycielami, sprzedał Łubowice. Nabył je radca sądowy Wilhelm Zelmer, który z kolei w 1839 r. zbył je Karolowi Wichurze, a ten w 1851 r. znalazł na nie nowego kupca - zamożnego żydowskiego bankiera Salomona Meyera von Rothschilda, który jednak nie wiązał z tym dobrami przyszłości, bo już 28 kwietnia 1852 r. odstąpił je Wiktorowi von Ratibor, właścicielowi rozległych dóbr zamkowych w Raciborzu, panu na Rudach. W rękach rodziny von Ratibor Łubowice znajdowały się do 1945 r. Później majątek znacjonalizowano.

Zajęcza aleja

Nie posiadamy bliższych informacji o początkach pałacu w Łubowicach. Najprawdopodobniej już od czasów średniowiecza istniała tu budowla typu rezydencjonalnego, w XVI/XVII w. mająca charakter dworku, najpóźniej z początkiem XVIII w. przekształcona w pałac, który w 1703 r. miał kaplicę i swojego kapelana. W 1780 r. budowlę gruntownie zmodernizował Karol Wenzel von Kloch. Nie zachowały się bliższe informacje na temat tej przebudowy. W nadanym wówczas kształcie pałac przejęła rodzina von Eichendorff, ale z racji ciągłych tarapatów finansowych nie przeprowadziła żadnej przebudowy czy znaczącego doposażenia wnętrza.

Na wnętrza tej dwupiętrowej szlacheckiej siedziby, w czasie kiedy należała do rodziny von Eichendorff, składały się: pokój stołowy z parkietem, na którym wyłożono herb tego rodu (gałąź dębu z czterema żołędziami), sala balowa, zwana bawialną, biblioteka i salon muzyczny oraz szereg pokoi mieszkalnych dla domowników i gości. Na południe od pałacu znajdował się ogród w stylu angielskim, modnym wówczas wśród bogatej śląskiej szlachty, zaś na północ folwark. Z pałacu rozciągał się wspaniały widok na Odrę.

Szczególne wrażenie na łubowickim wzgórzu musiał robić ogród. Sam Eichendorff tak wspominał otoczenie rodzinnej siedziby: „Moje najwcześniejsze wspomnienia toną w wielkim, pięknym ogrodzie. Długie aleje ze ścianami równo przystrzyżonych wysokich drzew rozbiegają się we wszystkich kierunkach, pomiędzy nimi zaś rozpościerają się wielkie rabaty kwiatowe. Wśród tego szemrzą cicho fontanny, a chmury przepływają wysoko ponad cienistymi alejami”. Z pamiętników poety wiemy też, że po parku chadzały pawie. Dziś w parku rosną kilkusetletnie dęby, klony, lipy, spowite bluszczem robinie akacjowe. W dolnej części zachował się staw ze sztuczną wyspą. Ciekawostką jest dwurzędowa, licząca sobie ponad dwieście metrów aleja grabowa, zwana też Aleją Zajęczą.

Tubus - oko na gwiazdy

Na poddaszu pałacu, za czasów Eichendorffów, znajdowało się małe obserwatorium z lunetą zwaną tubusem. Poeta Joseph wielokrotnie wspomina w swoich pamiętnikach ten rzadki wówczas instrument służący do obserwacji astronomicznych i „podglądania” okolicy. Z tej atrakcji z lubością korzystali goście Eichendorffów. Spore wrażenia robiły też skowronki, na które polowano w parku. Ptaki umieszczano w zimie między oknami pałacu, zdobiąc parapety mchem i wyrzezanymi z kasztanów grzybkami. Na dworze panował mróz a państwo cieszyli się widokiem ptaków latających między właściwym oknem a dodatkowym skrzydłem zakładanym na zimę.

W 1858 r. rozpoczęła się trwająca dwa lata gruntowna przebudowa pałacu przez księcia von Ratibor. Budowli nadano cechy neogotyckie. W tej formie jej wygląd zachował się na wielu pocztówkach. Książę tu jednak nie mieszkał. Stale rezydował w Rudach, goszcząc w Łubowicach okazjonalnie.
W 1945 r. zniszczony przez wojnę pałac przejęło państwo. Brak nakładów na remont spowodował, że z czasem po budowli pozostała tylko ruina, dziś zabezpieczona, tak by jeszcze przez lata mogła cieszyć oko licznych turystów, głównie z Niemiec, odwiedzających miejsce narodzin romantycznego wieszcza.

Nad powojennym stanem świetnej niegdyś budowli ubolewał w swoich wspomnieniach pt. „Podróż w krainę dzieciństwa” Horst Bienek, pisarz urodzony w Gliwicach, zajmujący się tematyką Górnego Śląska. Pisał: „Ruina schowana jest głęboko w lesie (…). Na podstawie fragmentów muru można się jedynie domyślać pierwotnej architektury zamku. Po pożarze plądrowano, chłopi z okolicy zbierali stąd cegły, żeby naprawić swoje domy. Aleja zamkowa całkowicie zarosła. To nie jest melancholijny obraz stawania się i przemijania, nie jest to ponadczasowa aura upadku ani malownicza romantyka ruin, lecz brutalne zniszczenie przez człowieka”.

Jak dojechać?
 
Z Katowic najlepsza droga wiedze autostradą A-4 do zjazdu w Gliwicach-Sośnicy. Stąd kierujemy się na Rudy, gdzie możemy jechać do Raciborza i dalej, drogą krajową 45 do Opola, przy której na wysokości Raciborza-Miedoni znajdują się kierunkowskazy na Łubowice. Można też z Rud jechać na Kuźnię Raciborską, Nędzę i Ciechowice, gdzie znajduje się przeprawa promowa do Grzegorzowic sąsiadujących bezpośrednio w Łubowicami.

Co można zobaczyć

W Łubowicach znajduje się Górnośląskie Centrum Kultury i Spotkań im. Josepha von Eichendorffa. Placówka posiada miejsca noclegowe, izbę pamięci poety oraz małe muzeum grodu łubowickiego. Warto też zajrzeć do miejscowego kościoła parafialnego, który w przyszłym roku obchodzić będzie swoje 100-lecie.

Grzegorz Wawoczny


WAW,23-10-2008
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Portal www.goraciborz.pl wykorzystuje pliki cookies, czyli tzw "ciasteczka". W przypadku braku akceptacji korzystania z plików cookies prosimy o opuszczenie strony.
Zamknij