::: Historie nieznane. Sekret Mensa Mariana

Raciborzanie, pielgrzymując przed oblicze cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, nie wie, iż na jego odwrocie znajduje się malowidło na lnianym płótnie przedstawiające... Racibórz. Rozpoczynamy cykl mało znanych historii związanych z naszym miastem.

Malowidło, od pierwszego wersu znajdującej się na nim inskrypcji nazywane jest „Mensa Mariana”. Powstało prawdopodobnie na początku XVIII w. w celu upamiętnienia 300-lecia przywiezienia cudownego obrazu na Jasną Górę, które uroczyście obchodzono w 1682 r. Jego autorem jest tajemniczy „I.K. Indignus Servus Pinxit”, najprawdopodobniej zmarły w 1706 r. prowincjał ojców paulinów O. Izydor Krasuski.

Stół z Nazaretu

Według zapisów opartych na wątkach legendarnych, cudowny obraz – z natchnienia Ducha Świętego i już po Wniebowzięciu – namalował św. Łukasz na stole cyprysowym w Nazaretu – relikwii po Chrystusie i Maryi, który podarował Najświętszej Pannie św. Jan Ewangelista. Przez 300 lat znajdował się w Jerozolimie. Potem kobiety jerozolimskie miały go przekazać św. Helenie (zm. w 327 r.), matce cesarza Konstantyna Wielkiego, która przejęła od nich także wiele innych pamiątek po Jezusie i Jego Matce. Obraz trafił do Konstantynopola. Tam znajdował się przez 500 lat, do czasu, gdy otrzymał go w darze Karol Wielki. W taki sam sposób, niedługo potem, znalazł się w rękach księcia ruskiego Lwa. Przez kolejne 500 lat malowidło było przechowywane w Bełzie na Rusi, skąd w 1382 r. przywiózł je na Jasną Górę książę Władysław Opolczyk. Już wtedy słynęło wieloma cudami.

Obraz był wielokrotnie przemalowywany, pierwszy raz po 1430 r., kiedy to został zniszczony przez husytów. Zachował cechy ikony bizantyjskiej, ale z dużą zależnością od malarstwa zachodnioeuropejskiego. Był przedmiotem licznych analiz naukowych podejmujących próbę datowania jego powstania. Wedle różnych hipotez wizerunek Maryi i Jezusa powstał w VII bądź na przestrzeni VIII-XV w.

Najprzedniejszy przedmiot

Interesująca nas najbardziej „Mensa Mariana” ma bardzo bogatą kompozycję. Cztery kartusze przedstawiają dzieje cudownego obrazu w Jerozolimie i Konstantynopolu oraz na Rusi i Jasnej Górze. Kartusz dolny np. pokazuje przekazanie go paulinom przez księcia Władysława Opolczyka, cud wskrzeszenia matki z dwójką dzieci i oblężenie klasztoru przez Szwedów w 1655 r. W dwunastu medalionach znajdują się portrety: Konstantyna Wielkiego, Pulcherii, Nicefora, Karola Wielkiego, księcia Lwa, Ludwika Węgierskiego, św. Pawła I Pustelnika, błogosławionego Stanisława Oporowskiego a także papieży: Jana XXII, Urbana VIII, Klemensa X i Innocentego XI.

Napis centralny dzieła głosi: „MENSA MARIANA POTISSIMA DOMUS NAZARAEAE SVPELLEX”, co w tłumaczeniu brzmi: „Stół Maryjny, najprzedniejszy przedmiot Domu w Nazarecie”. Zajmujący się dziejami „Mensa Mariana” ojciec Eustachy Rakoczy tłumaczy sens inskrypcji: „Przekazuje ona główne treści całego malowidła. Wszystkie pozostałe elementy nabierają pełnego znaczenia dopiero wówczas, gdy zostaną jak gdyby, prześwietlone treścią tego napisu. On jest łącznikiem między wątkiem narracyjnym „Mensa Mariana” a cudownym obrazem, na odwrociu którego malowidło zostało wykonane. Dlatego też opis ikonograficzny „Mensa Mariana” należy rozpocząć od środkowego sześciowiersza. W przeciwny przypadku zagubi się ideę przewodnią dzieła. W sześciowierszu pierwszymi i najważniejszymi są wyrazy MENSA MARIANA – STÓŁ MARYJNY. Następnie dopowiadają, że chodzi o stół Maryi, najznakomitszy przedmiot z domu nazaretańskiego. Napis ten ma wyjaśnić historię cudownego obrazu i niezwykłość zdarzeń, dokonujących się przy nim lub podczas duchowej z nim łączności. Wszystko, co przedstawione zostało w kartuszach i wedutach, stało się dlatego, że cudowny obraz jest bezcenną relikwią po Bogurodzicy i, jako taki, pozostaje szczególnym łącznikiem między mocą Wniebowziętą i ludzką doczesnością”.
Raciborska weduta

„Mensa Mariana” zawiera jeszcze cztery wspomniane już przez Rakoczego weduty. Przedstawiają one: Kraków, Toruń, Gliwice i – weduta „B” po prawej stronie bordiury – Racibórz. W przypadku Krakowa przedstawiono widok miasta z wyjaśnieniem, że za wstawiennictwem Matki Boskiej zostało ono ocalone od inwazji Turków w 1672 r. Toruń został pokazany jako odzyskany z rąk Szwedów. W przypadku Gliwic również chodzi o uwolnienie przed Szwedami, a ściślej, operującymi na Śląsku wojskami Mansfelda.

W weducie raciborskiej widać miasto otoczone murami, bramę wjazdową i wstęgę rzeki Odry. Nad całością unosi się postać Maryi z różańcami w dłoniach. Napis głosi, iż jest to Racibórz zachowany od ognia, czyli pożaru.

Powstaje pytanie, dlaczego Izydor Krasuski, domniemany twórca „Mensa Mariana”, umieścił w wedutach te cztery miasta? Na pewno miał na względzie cudowne zdarzenia, jakie w nich miały miejsce za sprawą Matki Boskiej. Sens wyboru wydaje się jednak być znacznie głębszy. Cudowne zdarzenie jest wynikiem głębokiej wiary i kultu maryjnego. Kraków, Toruń, Gliwice i Racibórz musiały się tym charakteryzować.

Miasto przeklęte?

Weduta raciborska z „Mensa Mariana” to jednocześnie jedno z najdawniejszych przedstawień miasta, w którym znajduje się najstarsze śląskie sanktuarium maryjne – kościół Matki Bożej na Starej Wsi. Niezwykle pasjonujące wydaje się zatem ukazanie dziejów tutejszego kultu maryjnego, cudownego obrazu ze wspomnianego starowiejskiego kościoła oraz poszukanie na kartach starych kronik wiadomości o pożarze, za sprawą którego Racibórz znalazł się na analizowanym dziele tajemniczego „I.K. Indignus Servus Pinxit”.

Już Jan Długosz w swoim „Liber beneficiorum” wspomina o Ślązakach pątujących na Jasną Górę. „Ze Śląska mnóstwo tu idzie ludzi” – pisał w 1568 r. o klasztorze ojców paulinów Grzegorz Sambor. Dwie najstarsze śląskie pielgrzymki wychodziły z Raciborza, właśnie w związku z pożarem miasta, oraz Gliwic, uratowanych przed Mansfeldem w 1627 r.

Bacząc na historię Raciborza, można się przekonać, że pożary, epidemie i powodzie były istotnym problemem mieszczan i to jeszcze w 1750 r., kiedy to 9 maja wyruszyła do Częstochowy pielgrzymka, podczas której błagano o ochronę przed ogniem, zarazą, głodem i wojną. Mieszczanie nieśli wielką chorągiew z czerwonego adamaszku z wizerunkami: Najświętszej Marii Panny, świętego Marcelego – patrona miasta, św. Karola Boromeusza, Floriana, Jana Nepomucena i błogosławionego Jana Sarkandra. Na środku Rynku stała już Kolumna Maryjna z 1727 r. – dzieło Melchiora Österreicha z fundacji hrabiny von Gaszyn za uratowanie miasta przed cholerą.

Pożary były szczególnie dokuczliwe. „Dnia 23 kwietnia 1574 r. w gospodzie na rynku z powodu nieuwagi pewnego studenta, który na podwórzu, gdzie leżała słoma i siano z sąsiednich stajni, odpalił puszkę (muszkiet), wybuchł pożar, który przy mocnym wietrze strawił ratusz, siedem kościołów, trzy klasztory, przytułek u św. Mikołaja, młyn miejski i urządzenia wodne. Również zamek, który ze dwadzieścia razy zaczął się palić, dosięgły płomienie, jednak szczęśliwie się uratował, ale bazylikę św. Jana spopielił; dopiero na fundamentach papierni żywioł się zatrzymał” – wzmiankuje znany historiograf Augustyn Weltzel. Pożar strawił też kościół farny przy Rynku. Do dziś po prawej stronie ołtarza Matki Boskiej Częstochowskiej wmurowana jest do ściany tablica z piaskowca upamiętniająca to wydarzenie i proces odbudowy świątyni.

Raciborzanie musieli mieć jeszcze w pamięci kataklizm z 1574 r., gdy 10 września 1637 r. pożar znów zniszczył dużą część miasta. „Kiedy ocaleni sądzili, iż są już bezpieczni, wybuchła tak silna burza, że dom Sendetiusów na rogu rynku i ulicy Odrzańskiej zajął się płomieniami i pożar niosło dalej, tak że po pół godzinie wypaliła się cała ulica Odrzańska z probostwem Bożogrobców i kościołem św. Piotra i Pawła, wielki most, zabudowania zamku, w których wypaliły się pokoje i poddasza do przechowywania ziarna, kościół św. Jana, okoliczne ogrody i chaty, ponieważ wszystko było wykonane z drewna. Zagrodnicy Ostroga i Bosacza, którzy później na piśmie przedłożyli swoje nieszczęścia, obwinili za swoje straty mieszczanina Sendetiusa, ponieważ nie zerwał dachu swojego domu i nie sprzątnął zboża ze strychu, dopiero sześć godzin po pożarze zapalił się jego dach” - wzmiankuje Weltzel.

Wydaje się bardzo prawdopodobne, że to pożar z 1637 r. miał na myśli autor „Mensa Mariana”. Z opisu wynika jasno, że Racibórz, czyli obecne śródmieście otoczone niegdyś murami, został prawie cały uchowany. Spaliła się jedynie ulica Odrzańska. Wielkie spustoszenia zanotowano natomiast na Ostrogu i Bosaczu, tworzących wówczas odrębną gminę. Kolejny pożar w Raciborzu wybuchł dopiero w 1698 r. a więc już po obchodach 300-lecia pobytu obrazu na Jasnej Górze.

Najstarsza kopia

Nie bez związku z wedutą pozostaje zapewne historia kopii cudownego obrazu jasnogórskiego, która – wedle legendy – od 1428 r. znajduje się w Raciborzu. Nie przeprowadzono wprawdzie badań raciborskiego malowidła znajdującego się w kościele Matki Bożej, ale niewykluczone, że rzeczywiście pochodzi z tego okresu, a bynajmniej z XV w. Pierwszy drewniany kościół miał stanąć bowiem w 1432 r., a pierwsza źródłowa wzmianka o nim pochodzi z 1445 r. W świątyni tej miał się już znajdować istniejący współcześnie obraz. Na początku XVII w. kościół został przebudowany, a w 1723 r. rozebrany i przeniesiony do Pawłowa. Na jego miejscu stanął nowy, zachowany do dziś barokowy kościół murowany będący zarazem sanktuarium Matki Boskiej Raciborskiej.

Wedle legendy kopię z Jasnej Góry przywiózł do Raciborza mieszczanin Szczepan, który, w 1428 r., na Starej Wsi pełnił wartę w obliczu najazdu husyckiego. Poprzysiągł sobie, że będzie pielgrzymował do klasztoru paulinów jeśli przeżyje wojenną zawieruchę. Został jednak pojmany przez husytów, którzy torturami próbowali go nakłonić do wyrzeknięcia się wiary katolickiej. Kiedy odmówił, został powieszony na dębie w tak przemyślny sposób, że pętla powoli zaciskała się na jego szyi. Nie stracił nadziei na uratowanie i modlił się do Najświętszej Panny. Wtem ukazała się mu Maryja z Jezusem na ręce i anioł-rycerz, który przeciął linę.

Szczepan uznał to za cud i udał się z żoną na Jasną Górę. Tu klęcząc przez cudownym obrazem odczuł, że Maryja każe mu wykonać kopię i zabrać ją do Raciborza. Mieszczanin szybko zlecił jej wykonanie, ale malarz potrzebował na to kilka dni. Po pierwszym dniu pracy, w środku nocy, z okien jego warsztatu rozbłysło jednak niewyobrażalnie jasne światło. Szczepan i malarz wbiegli do wnętrza warsztatu i zobaczyli gotowy obraz. Uklękli i modlili się przed nim do rana. Potem o cudownym zdarzeniu powiadomili przeora klasztoru. Ten poświęcił w kościele malowidło i kazał zabrać je do Raciborza.

Po powrocie małżeństwo powiesiło obraz z Maryją i Jezusem na dębie, na którym miał zawisnąć Szczepan i rozpoczęło zbieranie pieniędzy na wybudowanie kościoła. Świątynię ufundował ostatecznie pewien węgierski hrabia, któremu Matka Boska ukazała się we śnie i wskazał, że ozdrowieje ze śmiertelnej choroby jeśli jego żona pomodli się przed obrazem w dalekim Raciborzu. Od tego czasu obraz słynie w okolicy łaskami. Kościół stał się zaś najstarszym górnośląskim sanktuarium maryjnym.

Grzegorz Wawoczny

WAW,26-10-2010
  :::  dodaj komentarz  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
Wysyłasz link:
 
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Portal www.goraciborz.pl wykorzystuje pliki cookies, czyli tzw "ciasteczka". W przypadku braku akceptacji korzystania z plików cookies prosimy o opuszczenie strony.
Zamknij