Powiat
::: Szlak sztuki sakralnej ziemi raciborskiej – gotyk

Spośród śląskich miast tylko Wrocław może się poszczycić większą od Raciborza reprezentacją średniowiecznych świątyń gotyckich. Jest tak dzięki temu, że w XII i XIII wieku Racibórz był stolicą księstwa opolsko-raciborskiego. Na zamku stale rezydował władca ze swoim dworem. Ambicją miejscowych książąt był rozwój lokalnych instytucji Kościoła. Miasto i okolice stały się miejscem osadzania kleru świeckiego, jak i zakonnego. Sprowadzano najlepsze strzechy budowlane, które stawiały imponujące wówczas i dziś budowle.

Wśród raciborskich obiektów, znajdujemy zarówno przeznaczoną dla dworu kaplicę św. Tomasza Becketa na raciborskim zamku (przed 1293) oraz kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (1205) dla mieszczan, zwany farnym, jak i zakonne świątynie dominikanów (przed 1258) oraz dominikanek (1334). Poczet uzupełnia wzniesiona w II połowie XIII wieku świątynia cystersów w Rudach, również pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Najstarsza jest świątynia farna, zbudowana bądź konsekrowana, jak chce tradycja, już w 1205 r. W roli jej fundatora wystąpił twórca księstwa górnośląskiego, książę Mieszko zwany Plątonogim bądź Laskonogim, syn Władysława II Wygnańca, senior krakowski, dzielnicowy władca Polski. Pierwotnego kształtu świątyni nie znamy, gdyż uległa spaleniu w 1300 roku. Z ówczesnej odbudowy w pierwotnym kształcie przetrwało jednak do dziś prezbiterium z charakterystycznymi sklepieniami krzyżowo-żebrowymi. Od wschodu, w XV wieku, kiedy kościół podniesiono do rangi kolegiaty, dobudowano kapitularz ze skarbcem i biblioteką kanoników raciborskich. Z tego samego stulecia pochodzi Kaplica Polska, stanowiąca przedłużenie nawy głównej od zachodu.

Kościół dominikanów p.w. św. Jakuba wzniesiono przed 1258 r., kiedy to został wyraźnie wzmiankowany w dokumencie fundacyjnym księcia Władysława dla miejscowego konwentu dominikańskiego. Pierwszą donację na jego budowę, tuż przed swoją śmiercią w 1246 r., poczynił książę Mieszko zwany Otyłym. Funkcjonował już wówczas konwent mnichów, który rychło przystąpił do wznoszenia budowli wraz z przylegającym klasztorem. Świątynia uległa spaleniu w 1300 r. Wkrótce została odbudowana. Obecna bryła kościoła pochodzi z początku XIV wieku. Jak utrzymuje Jan Długosz, spoczywają tu dwaj ostatni władcy zjednoczonego Górnego Śląska, wspomniani Mieszko oraz jego brat Władysław. W murach klasztoru o. Wincenty z Kielczy spisał pierwsze odnotowane w źródłach polskie zdanie, a swoje kazania redagował Peregryn z Opola (Raciborza), pierwszy śląski inkwizytor.

Kaplica p.w. św. Tomasza Becketa powstała w momencie podziału księstwa opolsko-raciborskiego na cztery samodzielne władca. Świątynia jest wyrazem ambicji księcia Przemysła, który objął we władanie dział raciborski. Została wzniesiona z zamiarem ulokowania tu kolegium kanoników, co stanowiło wotum dziękczynne biskupa wrocławskiego Tomasza II za szczęśliwe zakończenie sporu z księciem wrocławskim Henrykiem IV Probusem. Nie zachował się dokument fundacyjny kaplicy. Podawane daty jej wzniesienia zamykają się w latach 1288-1293. Warto dodać, że współcześnie uznawana jest za perłę śląskiego gotyku bądź raciborską Saint Chappell (jest to nawiązanie do paryskiej gotyckiej kaplicy), a znawcy nie mają wątpliwości, że to najładniejszy tego typu obiekt w Polsce.

Konwentualna świątynia św. Ducha, stanowiąca niegdyś serce lokalnego zgromadzenia dominikanek, była budowana po 1306 r. Konsekracja kościoła odbyła się w 1334 r. Obecnie mieści Muzeum, ale w jego architekturze zachowały się cechy typowe dla świątyń klauzurowych, gdzie nawa główna została zredukowana na rzecz empory mniszek, nie mających styczności z wiernymi. Sercem kościoła jest prezbiterium, stanowiące nekropolię Piastów i Przemyślidów raciborskich.

Pocysterski kościół WNMP w Rudach został wzniesiony w II połowie XIII wieku. Oficjalny dokument fundacyjny na rzecz konwentu nosi datę 1258. Znawcy badający architekturę świątyni orzekli, iż najpóźniej na przełomie XIII i XIV wieku istniało już prezbiterium, nawa główna i nawy boczne. Kościół prezentuje skromny typ bernardyński, charakterystyczny dla fundacji cysterskich w Małopolsce, skąd też przybyli mnisi do Rud. Przetrwał do dziś wraz klauzurą zakonną, zaś po spaleniu w 1945 r. został poddany odbudowie i tzw. regotyzacji, która przywróciła dawny, gotycki wygląda wnętrza. 
 
I Kaplica zamkowa 
 
Jesienią 1108 roku, jak czytamy Kronice polskiej Galla Anonima, w warownym grodzie raciborskim stacjonowała zbrojna załoga Morawian. Ziemia raciborska oznaczała wówczas tereny plemienne Golężyców, o których wspomina piszący w połowie IX wieku anonimowy skryba z Ratyzbony, zwany Geografem Bawarskim. Znajdowała się w granicach młodego państwa czeskiego. Gall Anonim, relacjonując żywot współczesnego mu księcia Bolesława Krzywoustego, pisze: - Gdy więc Bolesław [Krzywousty] stał na straży kraju i wszelkimi siłami dbał o sławę ojczyzny, zdarzyło się właśnie, że  zjawili się Morawianie, chcąc ubiec gród Koźle w tajemnicy przed Polakami. Wówczas to Bolesław wysłał pewnych zacnych rycerzy celem zajęcia, jeśliby to było możliwe, Raciborza, sam jednak dla tej przyczyny nie zaniechał łowów i wypoczynku. Owi zaś rycerze odeszli i stoczyli walkę z Morawianami, w której kilku zacnych spośród Polaków padło w boju, jednak ich towarzysze odzierżyli pole zwycięskiej bitwy i [zdobyli] gród. Tak to wybici zostali Morawianie w walce, a owi w grodzie [Raciborzu] nie wiedząc o niczym, zostali zagarnięci.

Zdobyty przez Polaków gród drewniano-ziemny stał się siedzibą kasztelana. Kasztelan pojawia się w źródłach dopiero pod datą 1221. Załoga, którą dowodził strzegła południowej granicy państwa Bolesława Krzywoustego. W 1146 roku przynależność grodu raciborskiego do państwa Piastów nie budziła wątpliwości. Po śmierci Krzywoustego znalazł tu schronienie pokłócony ze swoimi braćmi jego syn, książę Władysław Wygnaniec. Znaczenie ośrodka musiało wzrastać skoro osiadł tu później książę Mieszko Plątonogi, syn Wygnańca i wnuk Bolesława.

Książę Mieszko był założycielem księstwa raciborskiego. Ten niesprawny fizycznie, ale za to doskonale wykształcony władca był zręcznym politykiem i dobrym gospodarzem. Szybki rozwój gospodarczy księstwa umożliwiły dochody z obfitujących w ołów i srebrny kruszec kopalń pod Bytomiem. W Raciborzu bito wówczas srebrne monety zwane brakteatami ze słowiańskim napisem MILOST. Z prosperity gospodarczej korzystał zaś przede wszystkim Racibórz, podniesiony do rangi stolicy księstwa. Tłumnie ściągali tu kupcy i rzemieślnicy wędrujący przez Bramę Morawską na północ i południe.

Mieszko rezydował głównie w Raciborzu. Nic też dziwnego, że na potrzeby jego dworu zmodernizowano obronny drewniano-ziemny gród. Nabrał ono cech książęcej rezydencji. Wtedy też na terenie obecnego zamku powstała romańska kaplica, która poprzedzała obecną, gotycką p.w. św. Tomasza Kantuaryjskiego. Wymagała tego ranga książęcego dworu. Władcy nie korzystali ze świątyń w miastach. - Chrześcijańscy księża średniowiecza mieli w swoich zamkach kaplice, w których nadworni wikariusze odprawiali nabożeństwa. Ci wikariusze nadworni stali wysoko w hierarchii, wszędzie towarzysząc swoim panom, jako nadworni notariusze piastując urząd kanclerski, a niekiedy przejmując także wychowanie młodych książąt.  Pierwsi książęta Górnego Śląska nie mieli stałych siedzib, wiele podróżowali po kraju i tylko okresowo zatrzymywali się w poszczególnych zamkach i klasztorach - objaśnia ks. Augustyn Weltzel w Kronice parafii Ostróg koło Raciborza.

Nie wiemy jak wyglądała pierwsza świątynia w książęcej siedzibie. Zbudowano ją z pewnością w stylu romańskim, który dominował w tym czasie na ziemiach polskich. Możemy także wskazać, że pierwotna kaplica znajdowała się na miejscu o sto lat młodszej kaplicy p.w. Św. Tomasza Kantuaryjskiego. W latach 60. XX wieku w trakcie badań inwentaryzacyjnych przed wejściem do obecnej kaplicy odkryto resztki wcześniejszego założenia architektonicznego, datowanego na okres od połowy XII do połowy XIII wieku. Istnienie w XII wieku świątyni romańskiej na zamku w Raciborzu potwierdziły późniejsze badania konserwatorskie z lat 80. XX wieku. Historycy i archeologowie nie mają więc wątpliwości, że za czasów Mieszka musiała istnieć w grodzie świątynia. Była to prawdopodobnie dość powszechna w XII wieku romańska rotunda lub niewielki kościół jednonawowy zbudowany w tym samym stylu.

Książę Mieszko zmarł 16 maja 1211 roku jako władca Polski i został pochowany w katedrze wawelskiej. W księstwie opolsko-raciborskim rządzili później: jego syn Kazimierz, wnuki Mieszko Otyły i Władysław oraz - po podziale księstwa - prawnuki: Mieszko, Kazimierz, Bolesław i Przemysł. Za czasów księcia Kazimierz ranga Raciborza zmalała. Gród stracił stołeczny charakter, a sam Kazimierz rezydował głównie w Opolu. Racibórz miał natomiast ważne znaczenie obronne.
Stara romańska kaplica służyła nadal. Gród był obsadzony załogą zbrojną z kasztelanem na czele. Nabożeństwa odprawiano w niej także podczas wizyt książęcego dworu.

Życie w grodzie stało się bardziej ożywione w okresie rządów synów Kazimierza, książąt Mieszka Otyłego i Władysława. Po śmierci Władysława, księstwo opolsko-raciborskie podzielone zostało na cztery samodzielne mniejsze księstwa. Księstwo opolskie otrzymał Bolesław I, bytomsko-kozielskie Kazimierz II, cieszyńskie Mieszko, zaś raciborskie przypadło najmłodszemu z braci, Przemysłowi.

W latach 1285-1287 w raciborskim grodzie przebywał poróżniony z księciem Henrykiem IV Probusem, biskup wrocławski Tomasz II. Schronienia udzielili mu książęta Mieszko i Przemysł. Ich postawa była bezpośrednią przyczyną najazdu Henryka na Racibórz. Na szczęście dla grodu i pobliskiej osady spór pomiędzy biskupem wspieranym przez książąt a Henrykiem IV Probusem nie skończył się bitwą, w której zapewne wojska Mieszka i Przemysła zostałaby pobite. Obaj hierarchowie zawarli porozumienie. Wedle legendy spotkali się na Starej Wsi i podali sobie dłonie. Kiedyś była w tym miejscu wotywna kaplica z obrazem przedstawiającym scenę pojednania. Teraz wydarzenie to upamiętnia stojąca tu (skrzyżowanie ulic Głubczyckiej i Mariańskiej) Statua Zgody. W sygnaturce znajduje się kopia figurki św. Jana Nepomucena, której oryginał przechowywany jest w Muzeum.

Opisując tamte wydarzenie Jan Długosz w swoich Kronikach… podaje: - Zgromadziwszy wielkie wojsko zarówno z własnych żołnierzy, jak i zaciężnych, najętych na kontrybucję pieniężną, którą ukarał kościół wrocławski, najeżdża [ks. Henryk] zbrojnie ziemię księcia opolskiego Kazimierza i oblega miasto Racibórz z powodu obecności w nim biskupa wrocławskiego Tomasza i jego kleru. Chociaż zamożniejsi mieszczanie raciborscy znosili oblężenie przez jakiś czas i przyrzekali, że ścierpią je jeszcze dłużej, jednak zaskoczony lud, odczuwając niedostatek i brak żywności, udręczony głodem, płakał ciągle, jęczał głośno i wzdychał rzucając przekleństwa i obelgi na biskupa Tomasza i jego kler. Poruszony tym biskup Tomasz, z wielkiej życzliwości, którą się podobno zawsze wyróżniał, rzecze: Raczej niech ja i moje duchowieństwo wpadniemy w ręce tyrana, niż żeby ci niewinni ginęli z głodu. Uwolnimy natychmiast od niebezpieczeństwa ludzi, którzy oblężeni mrą ze strachu i głodu. Naszym uwięzieniem, albo - jeżeli tak się spodoba Bogu - śmiercią odsuńmy zagładę grożącą temu miastu, które nas przez długi czas żywiło i udzieliło nam schronienia”. Następnie wkłada szaty liturgiczne i każe się w nie ubrać niektórym duchownym. I tak w infule i z insygniami biskupimi rusza z miasta z całym swoim, bawiącym z nim na wygnaniu klerem i podąża do obozu tyrana, by uśmierzać jego gniew największą pokorą.

Niezwykła odwaga biskupa zlękła wojowniczego księcia. - Tyrana, który widział z daleka jego przybycie, za łaską Bożą ogarnął tak wielki strach - pisze Długosz - że wyskoczywszy ze swojego namiotu wybiegł możliwie najszybciej na spotkanie biskupa, padł twarzą na ziemię i jakby dostrzegając w biskupie coś Boskiego i czcząc pod jego postacią Wiecznego Pasterza, prosił o wybaczenie mu jego postępków. Biskup Tomasz, podnosząc go z ziemi, ze łzami obiecuje, że daruje mu całe wiarołomstwo jakiego się dopuścił, byleby tylko wytrwał w tej skrusze i pobożności. I po wzajemnych rzewnych uściskach i pocałunkach, książę i biskup weszli bez świadków do najbliższego kościoła Św. Mikołaja.

Po zakończeniu sporu, biskup Tomasz II, wdzięczny za udzielenie schronienia, podniósł zamkową kaplicę do rangi kolegiaty. Kaplica wyłoniła się co prawda po raz pierwszy z mroków dziejów, ale z datowaniem jej budowy są, niestety, kłopoty. Możemy bowiem przypuszczać, że kolegiatą stała się nie dawna romańska rotunda z czasów Mieszka, której istnienia możemy się dużym prawdopodobieństwem domyślać, ale całkiem nowa budowla sakralna.

Pod koniec lat 80. XIII wieku, książę Przemysł przystąpił do przebudowy grodu, który stał się stałą rezydencją władcy działu raciborskiego. Konstrukcje drewniane zastąpiła budowla murowana. W trakcie wznoszenia nowej zabudowy wokół dziedzińca, starą romańską kaplicę zburzono i zbudowano na jej miejscu nową, znacznie większą świątynię, dopasowaną architektonicznie do całego kompleksu. Wzorce dał nowy styl architektoniczny - gotyk.

Zapiski z XIII i XIV wieku określają gród raciborski jako palacio. Zdaniem Mariana Kutznera, architektura zamku w Raciborzu należy do wyjątkowych na Śląsku. Nie posiadał on klasycznego elementu tego typu budowli średniowiecznych, czyli wieży obronnej zwanej donjonem. Mimo to spełniał doskonale rolę obronną. M. Kuztner podkreśla jednak przewagę elementów mieszkalno-reprezentacyjnych, do których zalicza pałac i kaplicę. Zbliża to formę architektoniczną zamku do starych cesarskich pałaców, na których wzorowano również zamki Przemyślidów w Bezděz i Zvikov w Czechach.

Ufundowanie przy nowej zamkowej świątyni kolegiaty sugeruje, że nie była ona mała. Kaplica zamkowa miała niewątpliwie większe znaczenie od kościoła farnego przy Rynku. Przy kolegiacie posługę sprawowało trzech kanoników i kilku wikariuszy. Utrzymywali się z dziesięcin pobieranych w kilku wsiach księstw raciborskiego, opolskiego i cieszyńskiego. Poza odprawianiem nabożeństw, pełnili również rolę kanclerzy i sekretarzy oraz nauczycieli i wychowawców książęcych dzieci.

Kaplicę poświęcono świętemu Tomaszowi Becketowi (1117-1170), arcybiskupowi, znanemu z dziejów Anglii męczennikowi, zamordowanemu w katedrze w Canterbury z polecenia króla Henryka II, z którym prowadził spór o przywileje Kościoła na Wyspach Brytyjskich. Analogia wydarzeń angielskich z tymi w Raciborzu była dla biskupa wrocławskiego Tomasza II aż nadto oczywista. W obu przypadkach Kościół bronił swej suwerenności wobec władzy świeckiej. Poświęcenie raciborskiej kolegiaty męczennikowi z Anglii nie było więc przypadkiem.

Pierwszym kanonikiem przy kaplicy zamkowej, występującym z tym tytułem na dokumentach wystawianych przez kancelarię książąt Mieszka i Przemysła, był Tylo (1293-1305). Po 1305 roku był nim Godin, również wzmiankowany w dokumentach, po 1306 roku na służbie księcia Leszka. Kapelanem książęcym Przemysła był Jeszko, który w 1295 roku jest tytułowany jako kanonik, potem pleban rybnicki (1299). W dokumentach spotykamy również kapelana Otto (1290). Charakterystyczne są imiona duchownych związanych z kaplicą, wskazujące na kraje Europy Zachodnie jako miejsca ich pochodzenia.

W dokumencie z 27 lutego 1359 roku biskup wrocławski Przecław postanowił iż kanonicy uposażeni przy kaplicy Św. Tomasza na zamku w Raciborzu mają podlegać władzy biskupstwa wrocławskiego. Hierarcha Kościoła ustalił obowiązujący ich strój i przypomniał o obowiązku corocznego stawiania się osobiście przed kapitułą wrocławską w okresie przypadającego święta św. Tomasza i składania rocznych sprawozdań z funkcjonowania fundacji biskupa Tomasza II. Przecław zobowiązał się także do ochrony prawnej kanoników, kaplicy a także związanych z nią dóbr. Dokument świadczy o wielkiej randze kolegiaty na raciborskim zamku.

Kaplica zamkowa straciła na znaczeniu od czasu przeniesienia, w 1416 roku, kapituły kolegiackiej do kościoła farnego. Kolegiata zamkowa liczyła wówczas dwóch prałatów, dwunastu kanoników i szereg wikariuszy. Pozbawiona rangi kaplica nie uzyskała już swojego blasku. Nie mogło być jednak inaczej. Dawno już wymarli Piastowie raciborscy, a o wiele większe znaczenie niż siedziba książęca miało miasto. - Wielka była gorliwość w ustanawianiu kanonii, aby mieć okazałe kolegium kapitulne. Kaplica zamkowa dla tego celu była już niewystarczająca; ponadto kanonicy i wikariusze mieszkający w mieście, ze względów na zamknięcie bramy miejskiej i zamkowej, mieli trudności w pilnym i punktualnym odprawianiu nabożeństw. Kiedy stworzono już czternaście kanonii, książę postanowił zwrócić się do biskupa o przeniesienie kapituły kolegialnej z kaplicy zamkowej do kościoła parafialnego - pisze Weltzel.

Dalsze fakty świadczą o malejącej randze świątyni zamkowej. Nadal wprawdzie odbywały się tu codziennie jedna lub dwie msze, a w celu zwiększenia ilości miejsc dla wiernych wydłużono kaplicę od zachodu, to jednak już pod koniec XVI wieku budowla (szczególnie dach) była w fatalnym stanie. Było to spowodowane brakiem jakichkolwiek remontów. Kaplica - pisze Weltzel - zapadła się, kościół i zakrystia miały liczne pęknięcia, ołtarze się obsunęły, bo pod kościołem znajdowało się wielkie pomieszczenie, które nie było sklepione. Belki nośne były spróchniałe. W 1594 roku komisja wizytująca zamek zaproponowała nawet, aby kaplicę całkowicie rozebrać. Później zdecydowano, że belki stropowe pod nią zostaną rozebrane, a pomieszczenie zamknięte sklepieniem.

W XVI wieku zamek, po śmierci księcia Jana Dobrego w 1532 roku, był już własnością cesarza przechodząc - na podstawie różnych układów - z rąk do rak kolejnych fanów feudalnych. Najpierw zarządzał nim fanatyczny luteranin Jerzy Pobożny Hohenzollern, później - w zamian za Siedmiogród - przypadał Izabeli Jagiellonce, następnie stanowił zastaw na rzecz Oppersdorffa, aż w końcu, w 1609 r., został sprzedany przez cesarza baronowi von Mettich. Dawna siedziba książęca była w opłakanym stanie. Nowy właściciel zobowiązał się odrestaurować kościół i nie ograniczać starych fundacji na rzecz księży. Ornaty wraz z kielichami i monstrancjami, które kiedyś należały do kolegiaty zamkowej, według odpowiedniego spisu z akt komory książęcej, miały być zwrócone Kościołowi.

Niedługo potem, niestety, wybuchła wojna trzydziestoletnia, a na zamku stacjonowała cesarska załoga. W toku kampanii na pewien czas obsadziły go wojska księcia siedmiogrodzkiego Bethlena Gábora, potem osadzili tu swoją załogę Szwedzi. W 1642 roku zamek przeszedł w ręce Jerzego Oppersdorffa z Głogówka. Urbarz z 1670 roku wzmiankuje, że kaplica w czasach wojen całkowicie podupadła i stała się nieczysta, ale ze świętej pamięci Jerzego hrabiego von Oppersdorffa została odrestaurowana ku czci wszechmocnego Boga i św. Tomasza z Canterbury.

Wykonano wtedy nowe okna, ławki, oratoria, chór i ołtarz. W 1687 roku ochrzczono w niej Turka i Turczynkę. Turek o imieniu Mohamet otrzymał imię Teofil. Jego chrzestnymi byli Bernard hrabia von Oppersdorff na Brzeziu i Pogrzebieniu, Wacław von Reiswitz na Grabówce i Tworkowie oraz jego małżonka. Turczynka, po uprzednio udzielonych naukach, w czasie chrztu otrzymała imiona Barbara Antonina Eufrazja. Chrzestnym, poza małżonkami von Reiswitz, był tym razem właściciel zamku - Jerzy hrabia von Oppersdorff. Co ciekawe, w XVII wieku kaplica zamkowa miała wieżę, której zegar wybijał kwadranse i pełne godziny.

W dobie rządów możnowładczych na zamku kaplica była cenionym miejscem udzielania ślubów, co po części pozwoliło na ożywienie jej funkcji sakralnej. Augustyn Weltzel podaje, iż 29 marca 1688 roku scholastyk Fryderyk Ferdynand Flade połączył w niej węzłem małżeńskim Karola Gabriela i Benignę Esterę hrabiankę Praschma. Świadkami byli: Jan Jerzy hrabia von Oppersdorff i Marianna de domo hrabianka Rzeszy von Hohenems, Bernard hrabia von Praschma na Ujeździe, Fryderyk von Oppersdorff i jego syn Fryderyk z Moraw. Opat Józef Bernard von Strachwitz z Rud, 12 lutego 1713 roku udzielił tu ślubu Teofilowi baronowi von Trach, staroście karniowskiemu, dziedzicowi Tworkowa, Żytnej, Kornicy, Bojanowa i Bransdorfu z Heleną hrabianką Sobeck, córką Karola Henryka hrabiego Sobeck.

W XVIII wieku okazało się, że od długiego czasu zaprzestano w kaplicy odprawiania jakichkolwiek nabożeństw, choć wcześniej polecono celebrować dwie msze święte dziennie. Spotkało się to z nieprzychylną reakcją cesarskich urzędników. Tak oto sytuację opisał Weltzel.

Pod koniec 1731 roku wyszło cesarskie rozporządzenie do wszystkich kościołów Śląska, na mocy którego wszelkie, nadane przez fundatorów, przywileje należało w ciągu pół roku przedstawić do zatwierdzenia dworowi cesarskiemu pod rygorem utraty ważności, jeżeli w ustalonym czasie nie będą przedłożone. Starosta księstwa (Landeshauptmann) doniósł zwierzchniemu urzędowi (beramt), a ten 26 czerwca 1732 roku cesarzowi, o zaniechaniu codziennych mszy świętych i corocznych procesji, jakie są ufundowane w kaplicy zamkowej dla uczczenia św. Tomasza z Canterbury, co tamtejszego proboszcza pozbawia różnych dochodów, które są przejmowane przez kapitułę. Karol VI, a właściwie najwyższy kanclerz Czech, Franciszek Ferdynand hrabia Kinsky, wezwał 25 sierpnia 1733 roku królewski zwierzchni urząd w księstwie Górnego i Dolnego Śląska do zażądania od członków kapituły odpowiedniego usprawiedliwienia, dlaczego zaniechali codziennych nabożeństw w kaplicy zamkowej wbrew dosłownej treści dokumentu fundacyjnego i przedstawienie możliwie szybko odpowiedniego sprawozdania. Zwierzchni urząd (Franciszek Antoni hrabia Schaffgotsch i Łazarz von Brunetti) zwrócił się do wikariatu generalnego, a ten (Jan baron von Redinghoven i Adam Józef baron von Keller) 12 września do kapituły w Raciborzu o złożenie w ciągu dwóch tygodni ze zwrotem załączonych dokumentów.

Przyczyn tego stanu rzeczy było kilka. 24 listopada 1733 roku kapituła raciborska poinformowała, że obie ufundowane msze święte nie są już odprawiane w kaplicy zamkowej od dwustu lat. Zadość intencjom czyniono jednak w kościele farnym p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Śledząc dlaczego tak się stało, można przy okazji zauważyć, że kaplica zamkowa była ważnym miejscem kultu dla raciborskich mieszczan, o znaczenie wręcz symbolicznym.

Odbywającym się tu uroczystościom przypisywano rangę odwiecznego zwyczaju, jak choćby corocznym procesjom ku czci świętego Marcelego, patrona Raciborza. Weltzel, z nutą nostalgii, pisze: - Po wymarciu piastowskiego rodu książęcego księstwa opolskie i raciborskie w 1532 roku przypadły domowi austriackiemu jako królom czeskim. Co prawda później na skutek sprzedaży zamek został odłączony od księstwa, jednak cesarz zawarował sobie prawa patronalne i właściciele dziedziczni otrzymywali tylko majątki komorne, ale nie przywileje fundatorów. Obie msze święte miały być odprawiane w obecności księcia, ale teraz odprawiane są z większym pożytkiem i przy liczniejszym udziale wiernych w kościele miejskim, jedna o 7.00 (matura), druga o godzinie 9.00 (suma). Wiadomo, że księstwa dziedziczne niejednokrotnie przeszły w zastaw niekatolików, jak np. Jerzy margrabia von Brandenburg, Jan Zygmunt Bathori, a w 1622 roku Bethlen Gabor. Za czasów tych książąt odprawianie mszy w kaplicy zamkowej nie było dozwolone, były nawet trudności z utrzymaniem kościoła kolegiackiego. Procesje w okresie od 1542 roku do 1629 roku w ogóle się nie odbywały, z wyjątkiem procesji Bożego Ciała, które zawsze były pod strażą uzbrojonych mieszczan i poddanych kapituły. Na pamiątkę tych czasów straż obywatelska jeszcze dzisiaj zjawia się do tej procesji w uzbrojeniu. Obecnie pierwsza procesja do kaplicy zamkowej (wcześniej ogłaszana z ambony) odbywa się 29 grudnia w dzień patrona św. Tomasza Kantuaryjskiego. Druga procesja idzie tamże we wtorek w Dni Krzyżowe, trzecia w przeddzień św. Jana Chrzciciela do Ostroga, którego kościół położony jest blisko zamku. Czwarta procesja w dzień św. Marcelego, która została prawdopodobnie wprowadzona przez naszych przodków dla uczczenia patrona miasta; ponieważ jednak przypada ona w dzień targowy, od lat już procesja odbywa się wokół Rynku do Dominikanów. Aby pamięć o fundacji biskupa Tomasza II zawsze pozostała świeża, ta procesja zapisana jest w diecezjalnym dyrektoriacie kościelnym z określeniem “na pamiątkę ustanowienia kolegiaty”. Co zaś do dochodów probostwa, to wiele z nich w XV i XVI wieku zupełnie zanikło. Gdyby jednak proboszczowie, tak jak kustosze i scholastycy wiernie tu trwali i nie oddalali się od swojej trzody, ich dochody lepiej by się przedstawiały. Karol hrabia Sobeck, zanim wyjechał zagranicę, ustanowił w testamencie z 1739 roku fundację 1000 guldenów na wikarego zamkowego, który otrzymywałby mieszkanie i wikt w zamku, działałby w kaplicy i odprawiałby coroczne rekwiem za wszystkich zmarłych poddanych księstwa oraz ustanowiono dzień św. Jana Nepomucena (16 maja) jako dzień świąteczny dla całego księstwa.

Ksiądz Augustyn Weltzel umieścił także w swojej monografii Ostroga opis kaplicy z 1852 roku zarówno zewnętrzny i wewnętrzny, zaczerpnięty z ukazującego się wówczas drugi rok berlińskiego czasopisma dla budowniczych pt. Zeitschrift für Bauwesen. Pismo zamieściło także rysunki kaplicy. Tak napisano w nim o raciborskim zabytku.

Kaplica jest częścią starego zamku piastowskiego, który, wybudowany w nieregularnym kształcie, tylko częściowo się zachował, gdyż skrzydło w kierunku Odry runęło. Ze względu na silne mury zamek służył bardziej jako twierdza, niż ku ozdobie. Kaplica, wybudowana w szlachetnym i czystym stylu germańskim gotyckim, słusznie przykuwa uwagę każdego miłośnika sztuki. Z zewnątrz budowla, wciśnięta między dwie ściany boczne, wygląda niezbyt dobrze, barokowe szczyty zamykają dach na obu końcach, jednak tym piękniejsze jest wnętrze długości 37 1/2 stopy, 20 stóp szerokości i 44 stopy wysokości. Na smukłych kolumnach i zwieńczeniach wznoszą się śmiałe sklepienia krzyżowe. Dziesięć okien i nisz okiennych, dwa duże okna w ścianie tylnej i dwa mniejsze nad drzwiami dzielą ściany wdzięcznymi liniami i nadają kaplicy otwarty, swobodny wygląd. Na lewo od wejścia znajduje się między czterema filarami (po trzy razem) obok siebie dziewięć nisz, które na wysokości 11 stóp od podłogi służą do przyjęcia figur. Zarówno profile nisz, jak i kolumn, sklepienie, opasanie i budowla szlachetnego kształtu. Prawa strona zdaje się ucierpiała na skutek pożaru. Ołtarz główny i dwa ołtarze boczne, roboty rzeźbiarskiej z częściowymi złoceniami, nie stanowią specjalnej ozdoby. Podczas pożaru zamku w styczniu 1858 roku runęła część sklepienia, zostało jednak odbudowane przez budowniczego Starcke`go, a kaplicę ozdobiono wieżyczką. Główna ozdoba, piękne roboty kamieniarskie okien, zostały wykonane kilka lat później, jednak drewniany ołtarz i organy zostały postawione w 1873 roku Odrestaurowana w 1876 roku kaplica zamkowa została poświęcona 18 października.

Powstaje pytanie, kto wykonał ołtarz, a kto namalował obraz św. Tomasza z Canterbury. Renowacja wnętrza kaplicy, finansowana przez księcia raciborskiego, zbiegła się z budową pobliskiego kościoła Św. Jana Chrzciciela. Można więc domniemywać, że autorem obrazu jest Jan Bochenek, autor Chrztu Jezusa w Jordanie, który umieszczono w głównym ołtarzu ostrowskiej świątyni, wielki malarz rodem z Raciborszczyzny. Identyczny warsztat prezentują także oba ołtarze. Ten z kaplicy wykonał więc prawdopodobnie Adalbert Siekinder z Monachium, który wyrzeźbił ołtarze do kościoła Św. Jana (książęca para dała na to 2468 talarów).

Zabiegi renowacyjne nie były bezcelowe. Kaplica była często odwiedzana przez wiernych. Pod datą 23 kwietnia 1889 roku Nowiny Raciborskie pisały, iż ostatnie dni wielkiego postu minęły wśród dosyć dobrej pogody, tłumy nabożnych podążały na zamek książęcy do kaplicy św. Tomasza, gdzie w tym roku ustrojono pięknie grób (…).

W latach 90. XX stulecia kaplica została poddana renowacji. Pieniądze na ten cel wyasygnowały władze miasta. Odrestaurowano - od zewnątrz - wszystkie ściany zabytku oraz kamieniarkę okienną. Na restaurację zrujnowanego wnętrza nie ma jednak pieniędzy. W myśl porozumienia, zawartego w 1988 roku pomiędzy władzami miasta a diecezją opolską, po zakończeniu renowacji zabytek powinien być oddany na cele kultu religijnego. Obecnie kaplica jako mienie Skarbu Państwa podlega zarządowi władz powiatu raciborskiego. Jej wyposażenie - obraz św. Tomasza Kantuaryjskiego i figury apostołów - przechowywane jest w Muzeum.

W 2001 roku władze miasta i powiatu podpisały porozumienie, na mocy którego postanowiły wspólnie ożywić zamek poprzez organizację na dziedzińcu imprez kulturalno-artystycznych, a docelowo pozyskać pieniądze na dokończenie remontu. 3 czerwca o godz. 12.00, po kilkudziesięciu latach przerwy, przed kaplicą zamkową została odprawiona msza święta. Celebrował ją proboszcz parafii Św. Jana Chrzciciela, ks. Jerzy Hetmańczyk.

II Kościół farny

Kościół pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, to najstarsza raciborska świątynia. Powstała zapewne w I połowie XIII wieku, za czasów rządów księcia Mieszka wsławionego z wielu fundacji kościelnych. Kościół stanął w Raciborzu doby lokacji, w okresie napływu osadników z Flandrii i Walonów. Pierwsza wzmianka źródłowa o nim pojawia się jednak dość późno, bo w 1285 roku (wspomina proboszcza i czterech wikarych: Jana, Bernarda, Henryka, Tomasza). Uformowana parafia musiała jednak istnieć już wcześniej skoro w latach 1238-1258 formował się nieopodal konwent dominikanów. Zakon kaznodziejski niechętnie brał na siebie sprawowanie funkcji kleru świeckiego, stąd też lokował swoje klasztory w ośrodkach o ustabilizowanej strukturze parafialnej.
Dowodem na wcześniejsze istnienie kościoła może być bulla papieża Innocentego IV dla biskupstwa wrocławskiego z 1245 roku. Jeszcze w XIX wieku, na kamiennej ramie okna prezbiterium, istniała inskrypcja Erb. 1205. Arabskie cyfry wskazują co prawda, że powstała w czasach nowożytnych, ale bardzo prawdopodobne jest, że to historyczna data powstania pierwszej, zapewne drewnianej świątyni w dzisiejszym Śródmieściu.

Prawdopodobnie drewniany jeszcze kościół spłonął w 1300 roku (niewykluczone, że pomiędzy 1205 a 1300 rokiem rozpoczęto już budowę świątyni murowanej). Na jego miejscu zbudowano obiekt w stylu gotyckim, wielokrotnie - najczęściej wskutek pożarów - przebudowywany, ale zachowujący do dziś korpus główny ukształtowany w postaci hali tworzonej z trzech naw równej wysokości, z których środkowa nakryta została sklepieniem krzyżowo-żrebrowym. Budowa była prowadzona prawdopodobnie przez strzechę budowlaną z Moraw kopiującą wzorce czeskie i austriackie. Dzięki niej kościół, w swym pierwotnym kształcie, stanowił jeden z najciekawszych zabytków architektury sakralnej tak zwanego gotyku redukcyjnego na Śląsku. Późniejsze przebudowy i dobudowy zaciemniały pierwotną formę. Miały one określone cele użytkowe, przez co nie postępowano wedle spójnego programu architektonicznego.

Od wschodu świątynię zamyka prezbiterium, zaś od zachodu kaplica zwana polską, nową lub Marcelego. W zachodniej części usytuowano dwie wieże. Jedna, bardziej południowa, spłonęła w 1574 roku. Druga, od dawna dzwonnica, istnieje do dziś. W latach 1887-1888 wieżę zwieńczono piramidą i pokryto miedzią. Ma ona teraz 68 metrów wysokości.

Ranga świątyni znacznie wzrosła w 1416 roku, kiedy to przeniesiono tutaj kolegiatę z zamkowej kaplicy p.w. św. Tomasza Kantuaryjskiego. Kapitułę kolegiacką tworzyło wówczas pięciu prałatów i dwunastu kanoników. Była trzecią co do wielkości na Śląsku, prawie tak liczną jak wrocławska. Kapituła otrzymała nadania biskupie, ale prebendy były zbyt skromne, by ściągnąć do Raciborza wielu duchownych intelektualistów.

Do dziś zachował się kapitularz, w którym zbierali się członkowie raciborskiej kapituły - prałat i kanonicy (pierwsze, poświadczone źródłowo obrady odbyły się 8 września 1418 roku). Nad kapitularzem znajdowała się biblioteka i skarbiec. W tej pierwszej zgromadzono na przestrzeni wieków wiele cennych inkunabułów i starodruków. Zbiory te, po zniesieniu kolegiaty w wyniku pruskiej sekularyzacji z 1810 roku, stopniowo zatracono. Na pamiątkę istnienia kapituły kolegiackiej, część obecnej ulicy Mickiewicza (od Rynku do Szewskiej) jeszcze do 1945 roku nosiła nazwę Kapitulna.

Świątynia farna znacznie ucierpiała w 1945 roku. Spaliło się wówczas wiele elementów wyposażenia, dwanaście ołtarzy bocznych, organy, sarkofag Ofki i cenne dzieła malarskie autorstwa Jana Bochenka z Hulczyna; obraz przedstawiający świątobliwą Eufemię i członków Bractwa Literackiego oraz obraz różańcowy. Przepadły także przepiękne stalle kanonickie wykonane w 1654 roku z fundacji kustosza Jerzego Mathaeidesa (poświęcone mu epitafium znajdowało się nad wejściem do kapitularza) przez Salomona Steinhoffa. Wzorowano je na słynnych stallach mariackich z Krakowa dłuta Fabiana Möllera. Zwieńczone były baldachimem, a reliefy zaplecków przedstawiały sceny z życia Marii Panny. Dziś zachowały się jedynie nieliczne elementy zdobień snycerskich. Uratowały się natomiast dwa obrazy pędzla słynnego malarza Michała Willmana lub też pochodzące z jego pracowni. Są to Święta Maria Magdalena i Chrystus Ukrzyżowany. Oba znajdują się teraz w Muzeum w Raciborzu.

W kościele można natomiast podziwiać piękny ołtarz główny, którego budowę, w 1656 roku, rozpoczęli Salomon Steinhoff na polecenie prałata Andrzeja Scodoniusa z fundacji jego samego i członków Bractwa Literackiego. W 1945 roku ołtarz częściowo spłonął. Odrestaurował go rzeźbiarz Masorz wykorzystując zachowane zdjęcia, uratowane detale i figury. Dziś stanowi cenne dzieło sztuki. Po środku znajduje się obraz przedstawiający Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny, po bokach - w niszach - figury świętych: Jadwigi Śląskiej, Jana Chrzciciela, Jana Ewangelisty i Elżbiety Turyńskiej, Wacława, Sebastiana, Rocha i Floriana. W 1966 roku prezbiterium, pozbawione w 1945 roku stalli, ozdobiono obrazami polskich świętych i błogosławionych, w tym wizerunkiem świętobliwej Eufemii, kandydatki na ołtarze. Figury dwunastu apostołów pomiędzy obrazami pochodzą z XVII-wiecznych stalli. Zachowane po bokach ołtarze pochodzą okresu baroku. One również zostały pieczołowicie odrestaurowane po wojnie.

Kaplica Polska pojawiła się na karcie źródeł w 1436 roku. Początkowo przeznaczona na odprawianie nabożeństw dla mniejszości niemieckojęzycznych mieszczan, a ostatecznie użytkowana była przez polskich katolików. Po 1574 roku, kiedy to cudem zachowała się podczas pożaru kościoła, służyła i Polakom i Niemcom. Co ciekawe, tuż po śmierci biskupa wrocławskiego księcia Karola Ferdynanda w 1655 roku, kapituła raciborska, przy okazji kolejnego sporu o to, kto ma korzystać z głównego kościoła, wyraźnie podkreśla, że jest to kaplica Św. Marcelego, a nie polska. Po 1945 roku budowla znacznie wewnątrz zubożała. Nie ma już w niej pięknej ambony, z której wygłaszano polskie kazania. W miejscu, gdzie dziś stoi ołtarz Matki Boskiej Częstochowskiej, znajdował się niegdyś sarkofag świątobliwej Ofki, mniszki dominikańskiej i ksieni raciborskiego konwentu. Miejsce to wspomina mała kamienna tablica i nieliczne wota dziękczynne.

III Kościół Św. Jakuba

Kościół Św. Jakuba ma ponoć stać na miejscu słowiańskiej gontyny, którą zwykło się określać świątynię pogańską składającą się z zewnętrznego ogrodzenia tworzącego ze słupami wewnętrznymi coś w rodzaju korytarza prowadzącego do sanktuarium odgrodzonego od świata zasłoną. Ta w Raciborzu miała być poświęcona bogini Żywii. Do tego pogańskiego przybytku miał kiedyś przybyć posłaniec jakiejś księżnej z Karkonoszy, gdzie zabito strasznego smoka Truta. Informację taką podaje w swojej Historii czeskiej literatury (1825) Josef Jungmann. Te baśniowe a więc czysto literackie wątki warto podać, ale należy traktować je z przymrużeniem oka. Żywia, a wedle słowiańskiej mitologii Siwa, była boginią życia stojącą w opozycji do bóstw śmierci. Wiadomości o jej kulcie, dziś często kwestionowanym przez znawców mitologii Słowian, pochodzą jeszcze z XII wieku.
Zdaniem niektórych badaczy, w północnej pierzei Rynku w 1205 roku powstał pierwszy drewniany kościół, który później zajęli dominikanie po tym, jak w pobliżu wybudowano, być może jeszcze w I połowie XIII wieku, świątynię gotycką - dzisiejszy kościół farny. Koncepcja ta odrzucana dotychczas przez większość historyków staje się dość ciekawa bacząc na odkrycie w 1997 roku, podczas badań archeologicznych na Rynku, nie wzmiankowanego w ogóle w źródłach cmentarzyska przy kościele Św. Jakuba, otoczonego niegdyś murem ceglanym. Znaleziono tu szesnaście grobów kobiet, mężczyzn i dzieci. Zmarłych chowano w trumnach, wedle obrządku chrześcijańskiego z głową na zachód. Cmentarz datowany jest wstępnie na I połowę XIII wieku.

Niewykluczone więc, że ta archeologiczna niespodzianka wskazuje na to, iż pierwsza chrześcijańska świątynia powstała w północnej pierzei Rynku. Wokół niej założono pierwszy cmentarz, ale z rozbudowy kościoła i kolejnych pochówków w tym miejscu zrezygnowano. Kościół oddano, być może w latach 30. XIV wieku, przybyłym tu dominikanom, chętnie zresztą biorącym w posiadanie już stojące świątynie. Mieszczanie zaś zdecydowali wybudować nowy kościół kilkadziesiąt metrów na południowy-wschód od Rynku. Wokół niego założyli kolejny cmentarz.

Na podstawie zachowanych wzmianek, niezależnie od prawdziwości powyższej hipotezy, możemy przyjąć, że konwent dominikanów w Raciborzu powstał w latach 1238-1246. W 1246 roku, na mocy testamentu księcia Mieszka Otyłego, otrzymał on dwieście grzywien srebra na budowę kościoła, w którym władca chciał być pochowany oraz klasztoru. Świadkiem przy spisywaniu testamentu Mieszka był przeor raciborskich dominikanów. To dowód na to, że konwent już wtedy istniał, korzystając być może z istniejącego jeszcze wtedy drewnianego kościoła i jakiegoś domu albo też posługując w kaplicy zamkowej.

Po donacji dominikanie przystąpili prawdopodobnie jedynie do budowy kościoła. W 1258 roku kolejny książę opolsko-raciborski Władysław, brat Mieszka Otyłego, wyznaczył im bowiem teren pod zabudowania klasztorne, a jednocześnie w tym samym roku biskup wrocławski konsekrował klasztorną świątynię. Jako jej patroni, obok św. Jakuba, wymienieni są także: Najświętsza Maria Panna, św. Jan Ewangelista, św. Stanisław, św. Dominik i Wszyscy Święci.

Pożar z 1300 roku strawił pierwsze zabudowania claustrum i kościół. Budowle wzniesiono więc na nowo. Powstał wówczas kościół jednonawowy, którego bryła, mimo przebudowy po pożarze z 1637 roku, zachowała się w zasadniczym kształcie do dziś. Historycy architektury dopatrują się w niej wyraźnych analogii do budowli zakonów mendykanckich w Czechach i Austrii. Może to wskazywać, że kościół zbudowała ta sama strzecha z Moraw, która wzniosła świątynię parafialną.

9 października 1371 roku poświęcono nowy kapitularz [miejsce zgromadzeń zakonników] z kaplicą Św. Urszuli oraz przyklasztorny cmentarz. W kościele powstała wówczas kaplica Św. Św. Feliksta i Adaukta oraz dziesięciu tysięcy męczenników. Z tej okazji biskup wrocławski Dzierżysław nadał wszystkim odwiedzającym to miejsce czterdziestodniowy odpust. Do tego czasu święto poświęcenia kościoła czyli odpust dominikanie obchodzili w dzień św. Wacława, potem w niedzielę po św. Michale.

W 1466 roku konwent pozwolił sobie na budowę łaźni miejskiej. Wszystkie zabudowania zostały zamknięte drewnianym ogrodzeniem. W źródłach odnotowano również, że pomieszczenia krużganków zostały pomalowane przez jakiegoś włoskiego dominikanina. Świadczy to o szerokich kontaktach konwentu z innymi domami zakonnymi zgromadzenia kaznodziejów. Przed kościołem Św. Jakuba w tym czasie istniał mur gotycki, datowany na koniec XIV wieku, a istniejący jeszcze w wieku XVI. Jego przebieg zaznaczony jest na płycie Rynku.

W 1810 roku bracia dominikanie musieli opuścić Racibórz. Król pruski zdecydował o sekularyzacji klasztorów. Przepędzono też raciborskie dominikanki, cystersów z pobliskich Rud oraz franciszkanów z Bronek. Klasztor przy Rynku został zburzony w latach 1823-1829. Niestety dziś prawie nic nie wiemy o jego wyglądzie. Nie zachowała się żadna ikonografia. Pozostał tylko fragment krużganku klasztornego zaadaptowanego na zakrystię kościoła oraz pruskie projekty adaptacji średniowiecznego claustrum na urzędy państwowe. Potem urządzono tu koszary oraz starostwo. Kościół przejęła parafia miejska choć i on pierwotnie miał ulec likwidacji.

Świątynia Św. Jakuba jest niezwykle cennym obiektem, który zaciekawi niejednego turystę. Mimo zniszczeń wojennych z 1945 roku można do niego nadal odnieść opis z przewodnika po mieście autorstwa Georga Hyckla, a wydanego w latach 30. XX wieku przez Stowarzyszenie Turystyczne Miasta Raciborza i Ziemi Raciborskiej. “Godne uwagi są: ołtarz Różańcowy z 1659 roku z drzewem genealogicznym Matki Boskiej i krypta Gaszynów z ozdobieniem około 1665 roku, z ołtarzem św. Krzyża z czarnego marmuru i pomnikami rodzin Klema von Lotha i Gaszynów”.

Jako ciekawostkę można podać fakt, że wejście do kościoła od zewnątrz wybudowano dopiero w 1897 roku z polecenia proboszcza miejskiego Hermanna Schaffera. Kościół, wedle przekazów, ma trzy krypty: pod kaplicą św. Krzyża (krypta rodowa Gaszynów), pod kaplicą różańcową i pod kaplicą Walentego. Od setek lat nikt jednak tam nie był. W jednej z krypt mają spoczywać książęta opolsko-raciborscy Mieszko Otyły i jego brat Władysław.

Z klasztorem dominikanów w Raciborzu związani byli dwa wielcy średniowieczni polscy kaznodzieje. Pierwszy to Wincenty z Kielczy. Urodził się zapewne około 1200 roku. Zmarł w latach 60. XIII wieku. W nekrologu dominikanów krakowskich występuje jako frater Vincentius de Kielcza (obiit). Wcześniej sądzono, że przytoczona tu Kielcza, to Kielce. Ostatnio przyjmuje się jednak, że chodzi o wieś o dokładnie takiej samej nazwie niedaleko Strzelec Opolskich, w województwie opolskim.
Wincenty po raz pierwszy pojawia się na dokumencie z 1222 roku stwierdzającym zawarcie pierwszej ugody o wieś Pełczyska pomiędzy biskupem Iwonem a Baranem Putysławowicem. Odbyło się to w obecności licznego grona kapelanów biskupiego dworu, spośród których tylko czterech, w tym Wincenty, posiadało święcenia kapłańskie. W 1227 roku był już kanonikiem krakowskim i jako taki występuje na dokumentach z lat: 1228, 1230, 1234 i 1235. Był nim jeszcze prawdopodobnie w 1237 roku, gdyż w tym charakterze udał się do Włoch po ciało biskupa Iwona. Studiował potem w Bolonii. W 1246 roku był już na pewno dominikaninem, gdyż w takim charakterze był obecny jako świadek przy sporządzeniu testamentu księcia opolsko-raciborskiego Mieszka Otyłego (1246).
Klasztor w Raciborzu powstał prawdopodobnie najwcześniej w 1238 roku. Wincenty spędził w nim kilkanaście lat swojego życia. Był później jego przeorem i jako taki występuje jeszcze na dokumencie księcia Władysława z 1258 roku wystawionym dla cystersów w Rudach. Nie wykluczone, że to właśnie jemu zawdzięczamy lokowanie w Raciborzu dominikańskiego konwentu. Był też dominikaninem w klasztorach w Sandomierzu i Krakowie.

Dominikanin z Kielczy ma swoje poczesne miejsce w literaturze polskiej. Jest autorem: dwóch żywotów św. Stanisława (Vita minor czyli Żywot mniejszy i Vita maior czyli Żywot większy); słynnego hymnu Gaude Mater Polonia, wchodzącego w skład oficjum brewiarzowego ku czci św. Stanisława kanonizowanego w 1253 roku oraz poświęconej biskupowi męczennikowi sekwencji mszalnej Leta mundus.

W 1241 roku w raciborskim klasztorze Wincenty miał wysłuchać relacji rycerza Jana Iwanowica, naocznego świadka klęski rycerstwa polskiego w bitwie legnickiej i jednocześnie tragicznej śmierci dowodzącego tymi wojskami, księcia wrocławskiego Henryka Pobożnego. Iwanowic ostatkiem sił dotarł ponoć do Raciborza, któremu zagrażali jeszcze Mongołowie i zrelacjonował Wincentemu to, co zaszło podczas bitwy z najeźdźcami. Przed swoją śmiercią, jak opowiadał przyboczny rycerz władcy wrocławskiego, książę Henryk Pobożny miał powiedzieć: Gorze szo nam stalo, co znaczy: przytrafiło się nam nieszczęście. Była to reakcja na ucieczkę z pola bitwy wojsk księcia opolsko-raciborskiego Mieszka Otyłego. Z początku szala zwycięstwa przechylała się bowiem na stronę wojska polskiego. Tragiczna w skutkach ucieczka rycerstwa opolsko-raciborskiego była efektem nieporozumienia, wywołanego okrzykiem jednego z wrogów: Byegaycze, bijegaycze. Książę Mieszko Otyły odebrał te słowa jako zachętę do odwrotu.

Wincenty opisał to w tzw. zaginionej kronice, która później, być może na początku XIX wieku, została bezpowrotnie utracona, aczkolwiek przypuszcza się, o czym była już mowa, że skorzystał z niej Jan Długosz pisząc swoje Roczniki Królestwa Polskiego. W XIX wieku odpis kroniki miał prawdopodobnie w ręku tworkowski wikary Karol Gromann opisując najazdy mongolskiego na Racibórz w 1241 roku. Wspomniane słowa księcia Henryka, jak chce część badaczy średniowiecznych dziejów Polski, składają się na pierwsze polskie zdanie, starsze od słynnych słów chłopa Brukały, który około 1270 roku powiedział na polu do swej żony: “Daj ut ja pobruszę a ty poziway”, co znaczy: daj ja będę mełł a ty odpocznij. W 1270 roku, a więc 29ć lat później po zapisie Wincentego, słowa Brukały znalazły się w słynnej Księdze Henrykowskiej z klasztoru cystersów w Henrykowie, przechowywanej do dziś w Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu.

Pozostaje rozstrzygnięcie kwestii, gdzie Wincenty spisał swe dzieła. Niewykluczone, że żywoty św. Stanisława oraz Gaude Mater Polonia powstały w Raciborzu, a Rocznik kapitulny krakowski, którego słynny dominikanin, jak się powszechnie sądzi, był redaktorem, już w Krakowie. Zaginioną kronikę, jeśli rzeczywiście istniała, zaczął bez wątpienia pisać w Raciborzu. I to tu na pergamin została przelana relacja Jana Iwanowica i pierwsze polskie zdanie.

Te sugestie, niestety, wywodzą się tylko z kręgu licznych hipotez stawianych przez historyków średniowiecza. Tym niemniej fakt kilkuletniego pobytu Wincentego w Raciborzu i duże prawdopodobieństwo spisania tu kroniki świadczą o dużej roli miasta, a samego zakonnika stawiają w kręgu najwybitniejszych postaci związanych z Raciborzem.

Sławnym dominikaninem związanym z raciborskim konwentem był również Peregryn z Raciborza, zwany również Peregrynem z Opola. Z Raciborzem związał znaczną część swojego życia i tu napisał sławne na całą Europę kazania. W studium generalnym przy raciborskim konwencie p.w. św. Jakuba Peregryn zdobył podstawowe wykształcenie potrzebne do rozpoczęcia kariery w zakonie dominikanów. Wybór tego zgromadzenia i jego klasztoru w Raciborzu nie był chyba przypadkowy. Nie było wówczas mnichów bardziej hołubionych na książęcych dworach. Dominikanie święcili sukcesy. Lokowali swe klasztory w dużych miastach. Piastowscy władcy śląscy wierzyli, że staną się ostoją ich władztwa. Klasztory mendykanckie stawały się rychło centrum religijnym, naukowym oraz kulturowym. Racibórz nie był wyjątkiem, na sławę miejscowego konwentu na pewno zapracował, już od jego zarania, Wincenty z Kielczy. Jeśli uwzględnimy jeszcze, że Racibórz na przełomie XIII i XIV wieku był po Wrocławiu największym i najbardziej ludnym śląskim miastem, to staje się oczywiste dlaczego Peregryn wybrał konwent raciborski na pierwszy etap zakonnej kariery.

Peregryn był równie ambitnym mnichem. Tak jak Wincenty pełnił funkcję przeora konwentu w Raciborzu. Zaskarbił sobie także zaufanie władcy, księcia Przemysła. Był jego spowiednikiem a także wygłaszał kazania w zamkowej kaplicy kolegiackiej p.w. św. Tomasza z Canterbury, młodej wówczas fundacji biskupa Tomasza II.  Jakkolwiek Wincenty skierował później swe kroki do Krakowa, to Peregryn uznał, że swoją karierę będzie kontynuował we Wrocławiu. Od 1305 roku był przeorem wrocławskiego konwentu p.w. św. Wojciecha. W tym samym roku, obejmując godność prowincjała polskiej prowincji zakonu dominikanów, osiągnął szczyt zakonnej kariery w państwie Piastów. Funkcję sprawował do 1313 roku (pod koniec kadencji przebywał w klasztorach francuskich). W 1318 roku został inkwizytorem w diecezjach wrocławskiej i krakowskiej. W 1322 roku znów obrano go prowincjałem. Był nim do 1327 roku. Po 1333 roku zmarł we Wrocławiu.

Przerwa w sprawowaniu godności prowincjała mogła być spowodowana studiami na uniwersytetach w Europie Zachodniej oraz kolejnym pobytem w Raciborzu, gdzie rozpoczął karierę i zapewne przywdział mnisze szaty. Stało się tak być może za namową księcia Leszka, syna księcia Przemysła. W latach 1313-1318 Peregryn zajmował się prawdopodobnie organizowaniem raciborskiego konwentu dominikanek i formowaniem w nich życia duchowego. W tym czasie zetknął się z młodziutką Ofką, która wedle życzenia ojca - księcia Przemysła miała przyodziać klasztorne szaty. Peregryn mógł ją umacniać w zakonnym powołaniu. Peregrynowi zawdzięcza też pośrednio Ofka swoje poczesne miejsce w dominikańskich klasztorach. Obok św. Jacka i bł. Czesława mniszka z Raciborza znalazła się w gronie najwybitniejszych dominikanów śląskich. Niestety, jako jedyna z tej trójki nie została wyniesiona na ołtarze. Gdyby jednak nie namaszczenie Raciborza obecnością Wincentego z Kielczy i Peregryna znaczenie tutejszych konwentów byłoby zapewne mniejsze.
 Do historii Kościoła Peregryn przeszedł dzięki swemu słynnemu w całej Europie zbiorowi kazań Sermones de tempore et de sanctis. Zawarte tu 64 kazania o świętych i 57 kazań na niedzielę zostały spisane, w latach 1297-1304, w raciborskim klasztorze. Kazania Peregryna miały aż do XVI wieku charakter wręcz podręcznikowy. W wielu bibliotekach klasztornych i uniwersyteckich zachowały się zawierające je XIV-wieczne inkunabuły. W 1474 roku, już po wynalezieniu przez Gutenberga czcionki, Sermones ukazały się drukiem w Kolonii. Odpisy kazań Peregryna zawierają XV-wieczne Kazania Gnieźnieńskie.

Dziś ich znaczenie ocenia się dwojako. Dla mediewistów są jednym z najważniejszych pomników kultury średniowiecznej Europy przesiąkniętej wpływami łacińskimi. Dla ludoznawców i folklorystów Sermones, ze względu na zamieszczenie w nich wątków podaniowych związanych ze Śląskiem, to najstarsza księga górnośląskich podań. Peregryn, obok mnicha Rudolfa z Rud, jawi się więc jako średniowieczny śląski ludoznawca. Te nietypowe wówczas zainteresowania wynikają zapewne ze skłonności dominikanina do egzemplifikacji czyli podawania przykładów. To dzięki nim jego kazania stały się tak popularne. Teologia i dogmatyka dostarczały Peregrynowi jedynie tezy. Przekonywał do niej przykładami z życia świętych i błogosławionych. Nie wzdrygał się od przekazywania własnych doświadczeń i obserwacji. Jego kazania były łatwymi w odbiorze opowiadaniami.

U schyłku XIV wieku w klasztorze dominikanów w Raciborzu przebywał również doktor teologii Piotr Wasserrabe, późniejszy prowincjał polskich dominikanów. W XV wieku funkcjonowało tu przyklasztorne studium konwentualne, w którym pierwsze nauki pobierało wielu słynnych dominikanów, późniejszych studentów słynnych europejskich uczelni. W 1450 roku z klasztoru w Raciborzu wyruszył do Kolonii dominikanin Grzegorz. Raciborzanin Jerzy z tutejszego konwentu wzmiankowany jest potem jako student uniwersytetu w Bolonii.

opr. Grzegorz Wawoczny


WAW,27-01-2009
Galeria: szlakiem gotyku
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazek    
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Portal www.goraciborz.pl wykorzystuje pliki cookies, czyli tzw "ciasteczka". W przypadku braku akceptacji korzystania z plików cookies prosimy o opuszczenie strony.
Zamknij