Krzyżanowice
::: Tajemnicze gniazdo sowy

Pożar zamku w Tworkowie do dziś okrywa mgła tajemnicy. Nie brak przypuszczeń, że został celowo podpalony przez żądnych odszkodowania właścicieli. Niestety, ci, którzy mogli coś na ten temat wiedzieć, zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.

W bogatym zasobie literatury poświęconej śląskim zamkom na próżno szukać pewnych informacji o początkach tworkowskiej budowli. Znajdujący się dziś w ruinie zabytek, usytuowany na lekkim wzniesieniu, otoczony parkiem, a niegdyś fosą, zachował w swojej architekturze nieliczne wątki gotyckie. Każe to przypuszczać, że już w średniowieczu stała tu dobrze umocniona rezydencja rycerska. Wieś od XIII w. była bowiem siedzibą możnego rodu Tworkowskich. Z 1525 r. posiadamy informację o jej sprzedaży wraz z zamkiem rodzinie Supów. Od nich włości te nabył Kasper Wyskota z Wodnik, któremu niektórzy badacze przypisują wzniesienie pierwszego zamku. Najprawdopodobniej jednak dokonał on gruntownej przebudowy w renesansowym rycie starej budowli. Rozbudowy prowadzili kolejni właściciele. Takowa, połączona z modernizacją wnętrz, wzmiankowana jest m.in. w latach 1621 – 1637.

Contra honorem

Spośród szlachciców, którym przyszło tu zamieszkiwać, wspomnijmy barona Gottlieba Leopolda von Eichendorffa. Panem na Tworkowie, kosztem niemałej kwoty 130 tys. guldenów wypłaconych rodzinie Curschwand, stał się w 1772 r. Zrazu ciężko doświadczyło go życie. W 1753 r. pojął za żonę piękną Karolinę Benignę, córkę barona Karola Szczerbińskiego. Niestety, już dwa lata później branka odeszła do wieczności w wieku zaledwie 22 lat. Ból serca Gottlieba pogłębiła w 1756 r. śmierć zrodzonej z tego związku 2-letniej córeczki Marii Anny. Rychło jednak znalazł ukojenie w ramionach Anny Engelberty z domu Henneberg. Związek ten przetrwał próbę czasu, a jego ukoronowaniem były narodziny dziedzica Johanna. Tenże szybko został sierotą. Mając osiem lat, w 1768 r., opłakiwał nad grobem swojego ojca. Siedem lat później zmarła matka Anna. Młody Johann, podówczas uczeń katolickiego gimnazjum we Wrocławiu, znalazł się pod kuratelą wuja Teofila von Hennenberga z Sudzic.

Ten nie objął należytą troską morale swojego podopiecznego, co znalazło odbicie w datowanym na 1783 r. liście miejscowego proboszcza ks. Petriciusa do biskupa wrocławskiego. Z treści korespondencji dowiadujemy się, że baron „przez złe towarzystwo niejakiego von Hennenberga został z bogobojnego żywota sprowadzony na złą drogę, co się też teraz okazało, gdy temuż dostarczono morawską konkubinę, z którą on już ponad dwa lata w nieuczciwości żyje, niby mąż i żona, obsługuje muzyką i szatami oraz życie spędza w samych uciechach. Ponieważ to spowodowało największe zgorszenie i odrazę ludu i domowników, spośród których kilku należy jeszcze do pobożnych, a również uznano takie życie za całkiem bezbożne, przeto jak okiem sięgnąć coraz bardziej szerzy się zła opinia contra honorem całej familii”.

Lektura każe jednak postawić pytanie, czy ks. Petricius nie był w zmowie z baronem, a grzmoty, jakich spodziewano się ze strony biskupa, nie miały być czasem pretekstem do wygnania morawskiej dziewuchy. Wyszło bowiem na jaw, że z nieślubnego związku narodzi się dziecko, a brzemienna Morawianka za żadne skarby nie chce wyjechać z Tworkowa. Baron zaś musiał poważnie myśleć o ożenku i sutym posagu. Żadne mezalianse z pewnością nie wchodziły więc w grę. Co więcej, gorszące miłosne przygody połączone z nieopatrznym płodzeniem nieprawych potomków było źle postrzegane w oczach okolicznej szlachty.

Gniazdo sowy

Nie wiemy, jak ostatecznie potoczyły się losy morawskiej konkubiny. Najpewniej baron wziął na siebie obowiązek alimentacyjny i sprawa przycichła. Zimą 1787 r. stanął na ślubnym kobiercu z piękną Marią Anną von Hoverden. Wiano branki było obfite. Jeszcze tego samego roku włości Johanna powiększyły się o pobliskie Szylerzowice, przez co Eichendorffowie z Tworkowa stali się jednymi z największych posiadaczy ziemskich na pograniczu śląsko-morawskim.

Małżeństwo utrzymywało ożywione kontakty z Adolfem von Eichendorffem na Łubowicach, ojcem poety Josepha. Znany niemiecki romantyk często więc odwiedzał z rodzeństwem wuja w Tworkowie. Na młodych Eichendorffach zamek robił jednak nienajlepsze wrażenie. Siostra Luiza tak pisała w sierpniu 1836 r. do Josepha: „Od 2 lipca wszyscy tu mieszkamy jak w starym zamku rycerskim; gdy na dworze brzydka pogoda, naszym miejscem pobytu jest ta duża sala, gdzie wiszą wiekowe obrazy olejne. Podczas burzy i wichury jest strasznie w tym starym gnieździe sowy. Wtenczas wiatr wieje i jęczy, jakby nadszedł koniec świata”.

Dodajmy, że, kiedy Luiza kreśliła list do brata poety, wuj Johann już nie żył. Z początkiem XIX w. postanowił wznieść nową rezydencję w Szylerzowicach. Przeprowadzka do nowego okazałego pałacu nie wyszła mu na dobre. Podupadły na zdrowiu nabawił się tu choroby płuc i pożegnał się ze światem doczesnym w kwietniu 1815 r. Spadkobiercy po nim uruchomili w 1839 r. w dworskim browarze w Tworkowie produkcję modnego wówczas „piwa na sposób bawarski”. Okryło się ono sławą nad całą górną Odrą, ściągając piwoszy z okolicznych miast. Kursowały tu nawet specjale pociągi z wielbicielami złocistego trunku.

Der alte Kasten

W 1841 r. zamek odkupiła rodzina Saurma-Jeltsch. W 1872 r. nowi właściciele podjęli decyzję o jego przebudowie. Zlecenie otrzymał dobrze zapowiadający się wówczas architekt Karl Heidenreich, uczeń słynnego berlińskiego architekta Karla Lüdeckiego, pioniera neorenesansu, zwanego też wirtuozem neogotyku. Przebudowana siedziba stała się tematem twórczości Ludwika Bielaczka, robotnika rolnego z Tworkowa, który po II wojnie światowej opublikował szereg pozycji pamiętnikarskich.

Na łamach „Ze studni zapomnienia” (1957) nazywa budowlę „trójskrzydłowym kolosem, istną twierdzą”, dodając, że administratorzy majątku tworkowskiego jej nie cierpieli, nazywając ją starą skrzynią („der alte Kasten”). Pisał: „Zamek posiadał trzy kondygnacje, wysoką wieżę zegarową i liczne inne wieżyczki, altanę, balkoniki, kolumnadę, a nad nią oszkloną galerię z barwnymi witrażami”. Nawiązując do relacji swojego przyjaciela dodał: „Bywał Tedór w jego podziemiach, w wysoko sklepionych piwnicach i niskich tajnych gankach, które tchnęły grozą minionych wieków. (…) Stojąc po raz pierwszy w hallu zamku, który się mieścił w wieży zegarowej, zląkł się Tedór dwóch rycerzy, którzy stali niby na warcie w pełnym rynsztunku tuż przy schodach. Pan Lampart się śmiał. Broń wojowników brzęczała za każdym krokiem idących niby broń ludzi żywych. Z wielkich obrazów, płócien, które zajmowały nieraz całą ścianę sali, patrzyły przyćmione postacie jeźdźców, siedzących na barwnie przystrojonych koniach. Wszędzie stały szafy pełne różnych kosztowności, a każda z nich była już sama w sobie dziełem sztuki; niektóre były wykładane szlachetnym drzewem, inne znowu misternie rzeźbione. Galeria zawieszona była trofeami myśliwskimi – skórami i rogami różnych zwierząt krajowych i egzotycznych, upolowanych niegdyś przez dawnych właścicieli zamku (…) Cała jedna sala położona w dolnej kondygnacji, zwana Waffensaal (zbrojownia) była zawieszona wszelkiego rodzaju starodawną bronią palną: mieczami, szablami, rapierami… Już samym sklepieniem tej sali – ostrołukami wąziutkich żeber i rozetami – mógłby się zachwycić każdy znawca. Tedór nie omieszkał także wrazić swego nosa do przytulnych małych komnat pełnych przepychu, gdzie noga grzęzła w miękkich dywanach, a oko przyciągały barwne gobeliny. Jakiż dziwny, nierzeczywisty świat! Cały zamek był zbiornicą nieocenionych skarbów. Lecz były to skarby martwe, nikomu nie dostępne”.

Tajemniczy pożar

W nocy z 8 na 9 stycznia 1931 r. w zamku z niewiadomych do dziś przyczyn wybuchł pożar. Wspomniany Bielaczek zrelacjonował, że ogień błyskawicznie objął dach i wkrótce płonął już prawie cały obiekt, łącznie z wieżą zegarową. Stanowiło to dla wszystkich nie wyjaśnioną zagadkę, bowiem fasada zamku miała prawie 120 metrów długości, a z rozprzestrzeniającym się pożarem walczyło 25 sikawek i dwie motopompy z Raciborza i Opawy. Łuna widoczna była ponoć w promieniu 60 kilometrów.

Towarzystwo ubezpieczeniowe z początku odmówiło wypłacenia odszkodowania rodzinie Saurma-Jeltsch, twierdząc, że „poprawiono pracę pożaru”, czyli celowo zniszczono zachowane od ognia partie obiektu. Dyrektor dóbr tworkowskich niejaki Bisterer pozwał ubezpieczyciela przed raciborski sąd z żądaniem wypłaty pół miliona marek. Sąd zasądził jedynie 100 tys. marek, godząc się z linią obrony towarzystwa, które wykazało, iż znaczna część zamku uszła pastwie płomieni.

Po pożarze zamek nigdy nie został już odbudowany. Dach nakryto tanią konstrukcją. Mimo iż przed sądem przyjęto, iż przyczyna pożaru pozostanie nieustalona, to w samym Tworkowie, jak czytamy dalej we wspomnieniach Bielaczka, sprawa nie była taka oczywista. Rzekomo pożar został ukartowany celem wyłudzenia odszkodowania. Ponoć dach został zaimpregnowany łatwo palnym środkiem, a ci, którzy o tym wiedzieli, zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach.

Grzegorz Wawoczny

Jak dojechać

Tworków leży w gminie Krzyżanowice przy drodze krajowej nr 45 Opole-Chałupki. Z Katowic najlepiej jechać na Żory, Rybnik, Wodzisław i Krzyżanowice. Podróż zajmie około godziny. We wsi warto zobaczyć przepiękny barokowy kościół św. Piotra i Pawła z unikalną w skali Europy ekspozycją trumien rodziny von Reiswitz. Latem przy zamku czynne jest kąpielisko, a gmina organizuje na dziedzińcu szereg imprez.


WAW,05-08-2008
Galeria: Tworków
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazekobrazek   
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Klauzula informacyjna RODO - polityka prywatności.
Ta witryna internetowa wykorzystuje technologię plików cookie (tzw. "ciasteczek") w celu: administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług, w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). W tym przypadku, cookie przechowuje informację o unikalnym identyfikatorze sesji. "Ciasteczka" nie przechowują danych prywatnych dotyczących użytkownika, takich jak: imię, nazwisko, hasło, lokalizacja lub adres IP. Zamykając poniższe okienko, automatycznie wyrażasz zgodę na wysyłanie cookies do Twojej przeglądarki. Wtedy też, okienko z tą informacją nie będzie pojawiać się ponownie. Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Przejdź do serwisu