::: Potajemne schadzki Franciszka Liszta

Franciszek Liszt z równą wprawą komponował co podbijał kobiece serca. Do górnośląskich Krzyżanowic przyjechał na potajemne spotkanie z ukochaną Karoliną, która z miłości do niego porzuciła męża - księcia Mikołaja Sayn-Wittgensteina, znanego opija i hulakę.

W małżeństwie z księciem Mikołajem, synem carskiego feldmarszałka, Karolina de domo Iwanowska (1819-1887), córka bogatego polskiego ziemianina, przeżywała istne katusze. Miała raptem 17 lat, kiedy stanęła z nim na ślubnym kobiercu. Ze związku przyszła co prawda na świat córeczka, ale małżonek odporny był na romantyczne amory i uciechy alkowy, woląc zapijać się na umór na licznych biesiadach, które całkowicie zapełniały jego życie towarzyskie. Karolina pędziła więc mało ciekawy żywot w Woronińcach, wychowując córkę i zaczytując się w literaturze sentymentalnej.

Była wniebowzięta, kiedy w 1847 r. poznała Franciszka Liszta (1811-1886). Muzyk odbywał właśnie tournee po carskiej Rosji, romansując przy okazji z owdowiałą Eweliną Hańską. W podbijaniu damskich serc miał już spore doświadczenie. Pomagała mu sława kompozytora i nieprzeciętna uroda. Był postawny. Miał długie jasne włosy i przenikający wzrok. Karolina zaś urodą - mówiąc oględnie - nie grzeszyła. Była niska. Miała nieregularne rysy, a jedynym jej wartym uwagi atrybutem były duże czarne oczy i kruczoczarne włosy. To jednak wystarczyło, by Liszt zakochał się na zabój w polskiej szlachciance, nader szybko wyznając jej dozgonną miłość.

Mikołaj sam zresztą pośrednio przyprawił sobie rogi, bo razem z małżonką zaprosił muzyka do dworu w Woronińcach, godząc się potem, by towarzyszyła kompozytorowi w jego podróży do Lwowa i Kamieńca. Dzięki temu romans rozkwitł w najlepsze. W końcu Karolina, nie bacząc na dotychczasową rozwiązłość swojego adoratora, postanowiła porzucić Mikołaja. Pod pozorem wyjazdu na kurację do Weimaru opuściła Ukrainę. Był marzec 1848 r. Na miejsce spotkania kochanków wyznaczono pałac w Krzyżanowicach na Górnym Śląsku.

Od pasterza do Apollo
 
Liszt czuł się w Krzyżanowicach jak u siebie w domu. Pałac należał do jego przyjaciela księcia Feliksa Lichnowskiego (1814-1848), niepokornej duszy, rozpustnika, awanturnika i utracjusza. Feliks, choć dobrze urodzony, miał liczne podejrzane młodzieńcze romanse podczas służby wojskowej w Prudniku oraz spore długi z racji umiłowania uciech i życia ponad stan. Walczył w Hiszpanii na rzecz uzyskania korony dla Don Carlosa. Ścigany był francuskim listem gończym. Został ranny w brzuch podczas pojedynku o honor z hiszpańskim generałem Montenegro, którego obraził treścią wspomnień. Wreszcie osadzono go w portugalskiej twierdzy Montjuic, z której wyszedł dzięki zaangażowaniu pruskich dyplomatów. Był masonem raciborskiej Loży Fryderyka Wilhelma ku Sprawiedliwości na Wschodzie (im Orient), w której nie zagrzał jednak zbyt długo miejsca, przyjmując papieski order św. Grzegorza.

Obaj panowie poznali się w 1841 r. w Brukseli, zrazu decydując się na bardzo zażyłe stosunki, mając jedno wspólne hobby: kobiety. Odbyli podróż do Londynu i Paryża. Byli na wyspie Nonnenwerth na Renie, gdzie spod pióra Feliksa wyszedł wiersz pt. „Die Zelle in Nonnenwerth”, do którego Liszt skomponował potem muzykę. Pojechali do Królewca, gdzie Franciszek odebrał nadany mu tytuł doktora honoris causa.

Jedyne co się zmieniło, to stosunek Lichnowskich do muzyków. Przodkowie Feliksa byli bowiem mecenasami kompozytorów, m.in. Beethovena. Teraz zaś Franciszek musiał ratować z opresji szlachetnie urodzonego birbanta Feliksa. Raz pożyczył mu nawet 10 tys. franków, sygnując przelew wzmianką: „Przesyłka od pasterza dla jego Apollo”.

Fortepian Eck&Lefebre

Feliksowi zawdzięcza Śląsk liczne odwiedziny Liszta. W 1843 r. koncertował we Wrocławiu a potem w Krzyżanowicach, gdzie przyjechał specjalnej konstrukcji karetą, wzbudzając zachwyt swojego przyjaciela i to na tyle duży, że ten zaraz kazał zamówić kopię wozu. W maju 1846 r. w kościele w Grodźcu (Hradec nad Marowicą w Czechach), Liszt grał na prymicjach młodszego brata  Feliksa. Wykonał wówczas na organach improwizację na temat adagio cantabile ze „Sonaty Patetycznej” Ludwiga van Beethovena, utworu który powstał w Grodźcu i był dedykowany księciu Karolowi Lichnowskiemu, dziadkowi prymicjanta. W zachowanej księdze gości zamku w Grodźcu znajduje się wpis z 1846 r.: „F. Liszt — (nicht ganz als Fremder)”, co należy tłumaczyć jako: „F. Liszt — (niezupełnie jako obcy)”.

Z Grodźca muzyk pojechał na koncerty do Opawy, Raciborza i Cieszyna. Feliks sprowadził dla niego z Kolonii znakomitej klasy fortepian „Eck&Lefebre”. Liszt docenił walory tegoż instrumentu, prosząc przyjaciela, by zakupił go na stałe. Mimo wysokiej ceny 600 talarów, Feliks wyraził zgodę na zakup. Fortepian stanął w pałacu w Krzyżanowicach. Liszt, który wypoczywał tu przez pewien czas na przełomie maja i czerwca 1846 r., komponował na nim utwory. W Krzyżanowicach powstało m.in. dzieło pt. „Herbei, den Spat und Schaufel” (Podajcie szpadel i łopatę), oparte na motywach popularnej „Marsylianki”. Jako że Europę ogarnęła wówczas fala rewolucyjnego wrzenia zwanego Wiosną Ludów, premiera tego utworu musiała poczekać aż do 1954 r. Odegrany został w Budapeszcie jako „Hymn pracy”.

Gorący romans

Romans Liszta z Karoliną był w marcu 1848 r. bardzo głośny na salonach. Wzbudził mieszane reakcje. O wybrance mówiono źle bądź wcale, zaś najmniej oględny okazał się Stanisław Moniuszko. „Księżna Wittgensteinowa (…) jest baba złośliwa, podobna do Rywackiej, ale od niej brzydsza, choć i nieboszczka zbytkiem piękności nie grzeszyła. Co usta otworzy, to o kimś źle mówi. Nieznośna wiedźma. Istotny żal tego człowieka. Bez tej kobiety byłby i on zupełnie inny”. Głosy te docierały do Liszta, który w liście do matki napisał: „Ja, który uważam się za konesera piękności, stwierdzam, że jest piękna, a nawet bardzo piękna, gdyż odblask jej duszy czyni jej oblicze wręcz przepięknym”.
Wiosną 1848 r. Liszt pierwszy przybył do Krzyżanowic. Czekają na ukochaną nie tracił czasu i komponował. Czuł się tu dobrze, o czym zresztą zaświadczał w liście do księcia Feliksa z 10 kwietnia: „W okresie oczekiwania najszczęśliwszym człowiekiem na świecie czuję się w Krzyżanowicach, gdzie spędzam moje błogosławione dni zupełnie sam, od ranka do wieczora przy pracy”.

Karolina w końcu dotarła do górnośląskiej wioski. Po przekroczeniu rosyjskiej granicy poczuła się bezpiecznie. Przyjechała z nią córka Maria i jej szkocka wychowawczyni Miss Anderson. Para spędziła w Krzyżanowicach kilka tygodni. Potem, w drodze do Weimaru, wstąpili do Grodźca, gdzie w zamku postanowili przeżyć dwa kolejne szczęśliwe tygodnie. Liszt czuł wenę twórczą. Skomponował tu kantatę „Hungaria”, pełną rewolucyjnego patosu, która dopiero w 1912 roku w Weimarze doczekała się prapremiery. W liście do księcia Feliksa Lichnowskiego z 25 maja 1848 r. serdecznie podziękował za gościnę na zamku, który tak go zachwycił, że „pożegnanie będzie dla księżnej i niego bardzo trudne”.

Rozkochany kompozytor

Po wyjeździe z Krzyżanowic i Grodźca tak różowo już nie było. Karolina osiadła w Weimarze. Chciała wyjść za Liszta, ale nie zgodził się na to papież, a dokładnie rzecz biorąc, ślub był już umówiony, dyspensa papieska udzielona, niestety dla Karoliny nagle cofnięta. Po śmierci Mikołaja znikły co prawda przeszkody małżeńskie, ale - uznając wcześniejsze problemy za fatum - Iwanowska nie chciała już kolejny raz stawać na ślubnym kobiercu. Usunęła się z intymnego życia artysty.  Ten bowiem, choć nadal ją wielce miłował, nie stronił od nowych romansów i to mimo przyjęcia niższych święceń kapłańskich. Jeszcze w wieku 70 lat Liszt flirtował z młodziutką uczennicą Lillą Schmalhausen. Karolina, oddając się całkowicie studiowaniu teologii, mieszkała aż do śmierci w Rzymie przy Via Bebuino. Opracowała teksty do 15-częściowej „Via Crucis” Liszta, pracując z nim również przy monografii Fryderyka Chopina. Przeżyła swojego kochanka. Kompletnie zdziwaczała i schorowana nie udał się jednak na jego pogrzeb w sierpniu 1886 r. w Bayreuth. Sama zmarła rok później.

Feliks Lichnowski odszedł do wieczności w tragicznych okolicznościach 18 września 1848 r. we Frankfurcie. Podczas obrad tamtejszego parlamentu dał się poznać jako krytyk lewicy. Znienawidzony za to przez lud i demokratów, dopadnięty na jednej z frankfurckich ulic, został zakatowany kamieniami i kijami. Liszt był w nieutulonym żalu po śmierci przyjaciela. Utrzymywał nadal kontakty z Lichnowskimi, o czym świadczy list z 1876 r., jaki wystosował do Karola Lichnowskiego. „Stale nachodzą mnie - pisał - wdzięczne wspomnienia związane z waszym domem. Pana pełen entuzjazmu ojciec jak również godny podziwu brat ojca, ks. Feliks, okazali mi nie mniejszą życzliwość jak kiedyś książę Karol Lichnowski młodemu Beethovenowi”.

W 1903 r. córka Liszta Cosima Wagner, żona słynnego niemieckiego kompozytora Ryszarda, odwiedziła w Grodźcu księcia Karola Maksymiliana Lichnowskiego, od którego otrzymała 28 listów ojca, jakie wysłał do księcia Feliksa. Korespondencja ta ukazała się cztery lata później drukiem.

Grzegorz Wawoczny

Pałac w Krzyżanowicach istnieje do dziś. Umieszczono na nim tablicę upamiętniającą pobyt Liszta i Beethovena. Można zwiedzać przypałacowy park.

Na zdjęciach kolejno: kompozytor, księżna Karolina, widok na pałac w Krzyżanowicach z czasów, kiedy w nim przebywali i śmierć ks. Feliksa we Frankfurcie

Galeria: Franciszek Liszt
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek