Kuźna Raciborska
::: Magia mnicha Rudolfa

Im częściej Katalog magii mnicha Rudolfa był kreowany przez etnografów na epokowe wręcz dzieło do poznania górnośląskiej demonologii średniowiecznej, tym częściej mediewiści stawiali istotne pytanie, o właściwe pochodzenie tajemniczego manuskryptu, który w 1810 r. Prusacy znaleźli w bibliotece klasztoru cystersów w Rudach. Za klucz do rozwiązania tej pasjonującej zagadki uznano pojawiającą się na kartach cennego pergaminu boginię Holdę i leśne duszki stetewaldiu.

W 1810 r. upokorzony przez Napoleona król Prus Fryderyk Wilhelm III rozpaczliwie szukał pieniędzy na spłatę kontrybucji wojennych. Za podszeptem swoich doradców zdecydował, że źródłem pokrycia zobowiązań będą majątki kościelne: rozległe dobra ziemskie, kosztowności i – jak się spodziewano – żywa gotówka zalegająca w klasztornych i kolegiackich skarbcach. Ogłoszono więc edykt sekularyzacyjny, na mocy którego zakończyła się wielusetletnia historia śląskich klasztorów, m.in. opactwa cystersów w Rudach, którego początki sięgają 1220 r. Fiskus przejął wszystkie dobra ziemskie zakonników oraz złote precjoza – głównie kościelne paramenty, których nie zdążyli wcześniej ukryć.

W rękach pruskich urzędników znalazł się też klucz do klasztornej biblioteki. Licząca sobie około 12 tys. woluminów książnica była wówczas bodaj największa na Górnym Śląsku i najzasobniejsza w cenne średniowieczne rękopisy i inkunabuły . Los tych zabytków złożono na ręce wytrawnego bibliofila Jana Gustawa Büschinga, pełnomocnika Głównej Komisji Sekularyzacyjnej, syna słynnego berlińskiego geografa, Antoniego Fryderyka Büschinga. Büsching junior miał świetne rozeznanie w zbiorach wszystkich śląskich klasztorów. Przejrzał je bowiem dokładnie w latach 1809-1810, podczas podróży po Śląsku odbytych z ramienia Królewskiej Sekcji Oświaty Publicznej. Żalił się wówczas, że wiele bibliotek zastał w ogromnym nieładzie, a przechowywane w nich woluminy „w godnym pożałowania stanie”. Nie miał jednak wątpliwości, że za klasztornymi furtami znajdowały się prawdziwe perełki, jeśli nie powiedzieć diamenty, mogące dziś osiągać zawrotne sumy na międzynarodowych aukcjach. Tropił wytrwale najstarsze, z reguły XIII- i XIV-wieczne, bogato zdobione pergaminowe rękopisy oraz dzieła historiograficzne, głównie te do poznania dziejów Śląska. Jego uwadze nie uchodziły żadne kroniki. Nie pomijał dzieł pisarzy starożytnych, kodeksów prawa kościelnego i cywilnego, czy tytułów z zakresu medycyny. Bezsprzecznie wybitny znawca – powiedzieliby dziś o nim bibliotekarze i antykwariusze. To dzięki jego wiedzy i zapobiegliwości mogły się w późniejszym czasie ukazać drukiem takie monumentalne edycje źródeł, jak: Scriptores Rerum Silesiacarum, Monumenta Poloniae Historica czy Codex Diplomaticus Silesiae.
Tuż przed ogłoszeniem edyktu sekularyzacyjnego, 25 października 1810 r., Jan Gustaw Büsching obwieścił plan założenia Centralnej Biblioteki Śląskiej we Wrocławiu, późniejszej biblioteki uniwersyteckiej. Kiedy edykt wszedł w życie, zakasał rękawy i uzbrojony w królewskie glejty wkroczył do klasztorów. Wybrał najcenniejsze pisane zabytki, kazał je spakować do skrzyń i wysłać do Wrocławia. Akcja zwózki, już po zdymisjonowaniu Büschinga, trwała aż do 1820 r. Z Rud przywieziono w pięciu dużych skrzyniach 478 książek drukowanych i 63 rękopisy, wśród których znajdowała się słynna Summa de confessionis discretione mnicha Rudolfa.

Owa Summa to nic innego, jak Traktat o tajemnicy spowiedzi, zredagowany po łacinie przez klasztornego skrybę o imieniu Rudolf. Liczące sobie 148 pergaminowych kart dzieło zaliczane jest do gatunku teologii praktycznej. Wśród rudzkich rękopisów zostało odnotowane już w XVI w. Podzielone jest na cztery części traktujące o: godności stanu kapłańskiego i należytym sprawowaniu sakramentów świętych (księga I), trzech pierwszych przykazaniach dekalogu i grzechach przeciwko Bogu (księga II), siedmiu dalszych przykazaniach (księga III) i sakramencie pokuty (księga IV). Najcenniejsza dla nauki jest księga III, ochrzczona mianem Katalogu magii mnicha Rudolfa. Stało się tak za sprawą opisanych tu zwyczajów, wierzeń i ludowych praktyk magicznych w rozdziałach z intrygującymi tytułami: o bałwochwalstwie, które uprawiają kobiety przy czarodziejskich praktykach z dziećmi; o czarodziejskich praktykach dziewcząt i złych kobiet a także o czarodziejskich praktykach do osiągnięcia szczęścia.

Treść ta stawia średniowieczny rękopis z Rud w katalogu zupełnie wyjątkowych w skali Europy ksiąg , zaś autora w gronie najznamienitszych demonologów, do których można zaliczyć m.in.: Dionizego Małego (VI w.), Ibrahima ibn Jakuba (X w.), Thietmara z Merseburga, Burcharda z Wormacji i Adam z Bremy (XI w.), Gracjana, Helmolda, Sakso Gramatyka i Kosmasa z Pragi, czy też naszego Galla Anonima (XII w.). Etnografia polska już dawno czerpie pełnymi garściami z Summy, jako z rzekomego źródła poznania autochtonicznej śląskiej obrzędowości ludowej. Rudzkie pochodzenie rękopisu kusi co prawda do wyciągania takich wniosków, wspartych opiniami części naukowców, ale są one zbyt pochopne, co zdają się dziś potwierdzać historycy. Dlaczego?

Odnalezienie księgi w zbiorach klasztoru w Rudach nie jest wcale dowodem na to, że została spisana w jego murach, co z kolei każe również powątpiewać w to, że Rudolf był rudzkim mnichem. Ba! Nie wiadomo nawet, czy był cystersem. To zaś znakomite pole do dociekań. Faktem jest więc, że tajemniczy rękopis od przeszło stu lat ściąga uwagę naukowców niczym kwiaty pszczoły. Różny jest jednak z tych dociekań pożytek.

W 1906 r. ukazał się drukiem artykuł niemieckiego badacza Adolf Franza. Uznał on, że Rudolf to niemiecki franciszkanin, który opisał obrzędowość zachodnich kolonistów na Śląsku. W 1916 r. Joseph Klapper przekonywał, że Summa na pewno nie powstała w Rudach i jest – jak dowodził – XIII-wieczną kopią rękopisu powstałego w latach 1236-1250, który trafił do Rud za sprawą mnicha Rudolfa z Niemiec. Ta hipoteza nie jest pozbawiona podstaw, bo polskie klasztory masowo importowały z Zachodu święte księgi. Stała się też punktem wyjścia do analiz współczesnych naukowców. Poprzedziła je jednak, opublikowana w 1955 r., praca polskiego badacza Edwarda Karwota. Spod jego pióra wyszło obszerne studium na temat dzieła Rudolfa. Konkludował w nim, że rękopis został spisany w Rudach, prawdopodobnie w XIII w. i traktuje o obrzędowości polskiego chłopa na Śląsku. Napisał je mnich cysterski pochodzący prawdopodobnie z terenu obecnej Francji, osiadły w górnośląskim opactwie w początkowej fazie jego istnienia.

Od momentu wydania publikacji  E. Karwota postać Rudolfa zaczęła wypełniać karty opracowań z zakresu szeroko pojętej etnografii. Badacze tej gałęzi nauki zaczęli widzieć w zakonniku czołowego śląskiego demonologa. Rychło jednak wylano na nich kubeł zimnej wody. Odmienne ustalenia, już w 1977 r., podał bowiem Stanisław Rybandt, autor wnikliwej i jedynej do dziś monografii rudzkiego opactwa odnoszącej się do okresu średniowiecza. Precyzyjna analiza paleograficzna , szczególnie faktury pisma i sposobów kreślenia tytulików, doprowadziła go do wniosku, iż rękopis Summy powstał w XIV w. Wytrawny badacz, obeznany z problematyką cysterską, stanął na stanowisku, że tajemniczy Rudolf, to na pewno nie mnich wchodzący w skład rudzkiego konwentu w pierwszym okresie jego istnienia, co więcej nie ma żadnych dowodów na to, że skryba ten był cystersem. Wszelkie dotychczasowe tezy Rybandt nazwał „sztucznymi konstrukcjami”. W swoim wywodzie wysunął jedynie hipotezę, że Rudolfem - autorem traktatu jest w rzeczywistości wywodzący się z pogranicza szwabsko-turyngskiego, zmarły po 1326 r. niejaki Rudolf z Biberach, który długi czas spędził w Strasburgu. Miasto to znajdowało się na trasie podróży opatów śląskich klasztorów cysterskich na zebrania kapituły generalnej w Citeaux. Wracając z obrad, bardzo często nabywali rękopisy dla swych macierzystych. Tą właśnie drogą – jak sądził Rybandt – Summa trafiła do Rud.
Ostatnio wszelkie dociekania na temat pochodzenia tajemniczego rękopisu, czasu jego powstania jak i samego mnicha Rudolfa podsumował kielecki badacz, Krzysztof Bracha. Idąc tropem wspomnianego Adolfa Franza, zwrócił szczególną uwagę na fakt, iż w tekst łaciński wplecione są germańskie nazwy istot demonicznych. Wśród nich jest Holda, bogini dobrze znana z niemieckiego czy skandynawskiego piśmiennictwa średniowiecznego i nowożytnego, określana też jako Hulda czy Frau Holle, personifikująca przeznaczenie, szczęście i dobrobyt oraz - co istotne - przychylna ludziom. Wierzono w nią w Hesji i Turyngii, co odnotował Burchard z Wormacji w swoich Decretales. Z Holdą, jako członkinią germańskiego orszaku bogiń, kojarzone były drobne istoty mityczne – duchy nocne. Co ciekawe, u Rudolfa spotykamy określenie stetewaldiu. Kielecki badacz nie ma wątpliwości. Owe stetewaldiu to właśnie nawiązanie do szerokiej grupy germańskich, nocnych, opiekuńczych lub złych duchów, które bytowały w podziemnych czeluściach i gęstych zaroślach, a pokazując się ludziom przedstawiały się jako heilige holden.

Nasuwa się więc jedyny pewny jak dotychczas wniosek: Rudolf opisał w swojej Summie znane w kulturze germańskiej zwyczaje i wątki wierzeniowe, których treść sprowadzała się do wiary w demony, będącej jednocześnie przejawem kultu płodności i urodzaju. Usłyszał o tym na pewno w konfesjonale. Nierozstrzygnięto niestety, gdzie udzielał rozgrzeszenia, choć poważni badacze powątpiewają, by miejscem tym był klasztor w Rudach na Górnym Śląsku.

Grzegorz Wawoczny

Tłumaczenie tekstu katalogu

O bałwochwalstwie, które uprawiają kobiety przy czarodziejskich praktykach z dziećmi.
Już Ewa, pierwsza matka, przekazała zarazek bałwochwalstwa, wsączony jej przez diabła pod postacią węża, swoim córkom, to znaczy głupim kobietom, które chcą więcej wiedzieć niż przystoi. Ją to naśladując kobiety w szczególności chcą dużo wiedzieć, a nie znając samych siebie, uprawiają wiele próżnych praktyk, przez co popadają w bałwochwalstwo. Jeżeli byś, cherubinie, chciał je zbadać, kop przy pomocy roztropnego pytania pod ścianą, a znajdziesz wiele gadzinowego jadu i odrażających rzeczy. Pytaj, najpierw, co czynią przy porodzie dzieci, a przekonasz się, że: dzieci jeszcze bardzo delikatne wsadzają do worka aby spały; chodzą z dzieckiem dookoła ogniska, podczas gdy inna idzie z tyłu i pyta: co niesiesz? A odpowiada głupia: rysia, wilka i śpiącego zająca; kradną wiecheć słomy, którym czyści się piec i w kąpieli myją w nim dziecko; uszy zajęcy, nóżki kretów i wiele innych rzeczy kładą do kołyski, a czynią to, aby dzieci nie płakały. Pytaj też pilnie o słowa, które przy tym wymawiają, a znajdziesz wiele podziwienia godnych rzeczy. Oprócz tego, gdy je prowadzą z miejsca porodu do łóżka wymawiają jakieś niedorzeczne błogosławieństwa. Położne uderzają je w głowę siekierą. Naczynie, w którym się kąpią, obwiązują surowym sznurkiem. Układają kupki mąki i soli, które liżą, aby miały obficie mleka. Ojcu pokazują najpierw wielki palec nóżki dziecka, a nie twarz. Z błony porodowej dziecka odgryzają trzy kawałki, które zamieniwszy w proch dają ojcu do pożywienia, aby je kochał. I inne jeszcze odrażające praktyki wykonują z ową błoną porodową. Do pierwszej kąpieli dziecka wkładają jajko, które ojcu dają do spożycia. Wodę z tej kąpieli wylewają na ręce ojca. Dziecko błogosławią źdźbłem słomy, na którym zrobiły węzełek. Ognia nikomu z domu nie pożyczają i wiele innych bluźnierczych praktyk przy porodzie czynią. Podobnie po chrzcie dziecka nóżkami jego dotykają gołego ołtarza, sznur dzwonu kładą mu na usta, rączkę kładą na księgę, aby się dobrze uczyło, a prześcieradłem z ołtarza głaszczą jego twarz, aby było piękne. Niosąc dziecko [z kościoła] do domu rozdeptują na progu domu jajko pod miotłą. Do kąpieli po chrzcie wkładają dziewięć rodzajów ziarna, wszelkiego rodzaju żelastwo, a pod palenisko wsadzają czarną kurę, naprzeciw której tańczą zapaliwszy światła. Z koszulką dziecka robią czary, aby wszystko co zgubi znalazło. Wodę z kąpieli wylewają pod płot innej położnicy, aby jej dziecko płakało, ich zaś było spokojne. Tym miejscem ciała, które jest bramą naszego wyjścia na świat, pokładają się na dziecko, lecz nie tak, jak to czynił Elizeusz, aby je uzdrowić od wszelkich słabości i chorób. Wieczorem, trzymając dziecko na ręku, stoją z tyłu za drzwiami i wzywają leśną babę, którą nazywamy fauną, aby dziecko fauny płakało a ich było spokojne. I jeszcze wiele innych środków pełnych niedorzeczności stosują wobec dzieci, bądź aby były spokojne, bądź aby były mądre.

O czarodziejskich praktykach dziewcząt i złych kobiet

Oddalają się od Boga przez myśli. Symbolem ich jest owa umarła dziewczynka, którą wskrzesił Jezus z łoża śmierci. Aby się przypodobać ludziom uprawiają one wiele próżnych praktyk zapominając co jest napisane, że ci, którzy chcieli się podobać ludziom zostali okryci hańbą, gdyż Bóg wzgardził nimi. A także Augustyn powiada: kto się podoba samemu sobie, głupiemu człowiekowi się podoba. W tym celu [aby się podobać] wymawiają przy kąpieli nad wodą pewne słówka, inne znowu, gdy zakładają swoje ozdoby. Nad niektórymi ziołami, które długo byłoby wyliczać, wypowiadają nie tyle błogosławieństwa, jak mówią, ile raczej przekleństwa. Różnymi słowami zapytują księżyc i gwiazdy chcąc podobnie jak Bóg znać przyszłość. Wobec mężczyzn, którzy mają być ich mężami, uprawiają najróżnorodniejsze czarodziejskie praktyki: to paski swoje zawieszają na płotach, to w nocy te same paski podkładają pod siebie i nie żegnają się ani niczego więcej tej nocy nie mówią; przy pomocy pięciu kamieni dowiadują się, kto ma być ich przyszłym mężem; Poszczególnym kamieniom nadają poszczególne imiona mężczyzn i rozpalają je w ogniu, a gdy trochę ostygną wrzucają je do wody. I jeżeli któryś z kamieni wydaje jakiś trzask, o tym jest przekonana, że za wszelką cenę będzie jej mężem; robią także mydliny i razem z grzebieniem, owsem i kawałkiem mięsa ustawiają koło ustępu i mówią: przyjdź diable, wykąp się i uczesz. Koniowi twemu daj owsa, jastrzębiowi mięso a mnie pokaż męża mojego. Gdy wychodzą za mąż, czynią niektóre praktyki, aby zapewnić sobie miłość mężów albo żeby żyć z nimi szczęśliwie. Żeby [ich mężowie] je kochali robią im na ramionach krzyż z wydzielin wspólnego stosunku płciowego. Swoją krew menstruacyjną dają im do pokarmu albo napoju. Przygotowują dla nich ciastka, do których mieszają włosy z całego ciała swojego i nieco swojej krwi. Trzy rybki wkładają, jedną do ust, drugą do piersi, a trzecią w drogi rodne, dopóki nie zdechną. Potem zamieniają je na proch i dają mężom swoim do pokarmu albo napoju. W podobny sposób zabijają kurę w dole [ziemnym]. Następnie jej serce zamieniają na proch i dają mężom do pokarmów. Podobnie postępują z krwią albo z mięsem gołębia. I wiele innych praktyk uprawiają, od których mężowie popadają w chorobę, a często umierają. Oprócz tego pokrzywy, zamoczone we własnej urynie, kości zmarłych, drzewo z grobów i wiele innych rzeczy wrzucają do ognia, aby jak one płoną w ogniu, tak mąż ich płonął miłością ku nim. Także wiele ziół, których wyliczenie po imieniu za długo by trwało, różnymi słówkami raczej przeklinają niż błogosławią. A co niektórzy wyprawiają z żabami, olejem świętym, wodą chrzestną i z postaciami Komunii Św., tego nie da się wprost opowiedzieć. Inne, które się mają za mądrzejsze w tej szatańskiej sztuce, robią sobie figurki mężów z wosku, to z ciasta, to z innego materiału i wrzucają je albo do ognia, albo do mrowiska, aby ich kochankowie cierpieli. Tego rodzaju odrażające praktyki i jeszcze wiele innych znajdziesz, cherubinie, jeżeli roztropnym pytaniem przy spowiedzi będzie pilnie kopał pod ścianą [sumienia ludzkiego]. Gdy siedzą albo leżą, kładą pod siebie kilka palców. Wierzą mianowicie, że tyle lat nie zajdą w ciążę, ile palców pod siebie podłożyły. To, co nazywają swoim kwiatem rzucają na drzewo czarnego bzu i mówią: ty noś za mnie, a ja będę kwitła za ciebie. Niemniej jednak drzewo kwitnie dalej, a one rodzą dzieci w boleściach. Trochę tego samego swojego kwiatu rzucają za siebie, aby nie zajść w ciążę. Z niego też dają psu albo prosiakowi, albo rybce w wodzie, by nie zajść w ciążę. To i wiele innego znajdziesz cherubinie w tej dziedzinie materii.

O czarodziejskich praktykach do osiągnięcia szczęścia

Aby zapewnić sobie szczęście, a także opływać w ziemskie dobra, uprawiają przez Boga znienawidzone praktyki. W nocy Bożego Narodzenia zastawiają stół dla królowej nieba, którą powszechnie nazywają panią Holdą, aby ich wspomagała. W nowych domach albo takich, w których mają od nowa mieszkać, zakopują do ziemi w różnych kątach mieszkania, a czasem za piecem, garnki wypełnione różnymi rzeczami na cześć bogów domowych, których powszechnie nazywają opiekunami domu. Dlatego nie pozwalają nigdy za piec niczego wylewać. Czasem rzucają tam coś ze swoich pokarmów, aby byli dobrze usposobieni dla mieszkańców domu. Czy nie powinniśmy tego nazywać bałwochwalstwem? Na początku wielkiego postu jedzą mięso, aby ich zboże dobrze rosło. W dniu apostołów Filipa i Jakuba [1 maja] kładą na dachy gałązki ciernistego krzaka, aby ich bydło dawało obficie mleko. Przed drzwiami swoimi ustawiają drzewka. O takim kościele można to samo powiedzieć, co niegdyś o bałwochwalczej synagodze: pod każdym zielonym drzewem rzucasz się na ziemię jak cudzołożnica. W niedzielę po urodzeniu sadzają dziecko na krowę naśladując przy tym głos kukułki. Składają ofiary swym trzem siostrom, które poganie nazywają Clotho, Lachesis i Atropos, aby im użyczały bogactwa. Gdy się odbywa wesele, odprawiają dziwne obrzędy. Nie wchodzą do domu przez drzwi, przez które wynosi się umarłego. Kroczą po poduszkach. Odgryzają kawałek chleba i sera po czym rzucają przez głowę, aby zawsze żyli w dostatku. I wiele innych rzeczy praktykują, o których się, cherubinie, dowiesz, jeżeli się będziesz pytał. Niektórzy wyprawiają dziwne rzeczy w czwartek z jajkami. Oprócz tego zaklęcia czarownic i zamawiania starych. Któż mógłby to wszystko wyliczyć. Poza tym chcąc znać przyszłość jak Bóg, zważają na sny, wierzą w znaki, robią horoskopy z ognia, leją gorący ołów, aby zbadać losy ludzi. Przez takie i tym podobne praktyki powracają do Egiptu, to znaczy do pogańskiego obyczaju, z którego nadmiernym wysiłkiem, to jest męką Jezusa Chrystusa i jego najdroższą krwią, zostali odkupieni.

Tłumaczenie tekstu za E. Karwot, Katalog magii Rudolfa. Źródło etnograficzne XIII wieku, Wrocław 1955.

Foto internet: www.blackknighthistorical.co.uk


WAW,30-08-2008
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Klauzula informacyjna RODO - polityka prywatności.
Ta witryna internetowa wykorzystuje technologię plików cookie (tzw. "ciasteczek") w celu: administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług, w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). W tym przypadku, cookie przechowuje informację o unikalnym identyfikatorze sesji. "Ciasteczka" nie przechowują danych prywatnych dotyczących użytkownika, takich jak: imię, nazwisko, hasło, lokalizacja lub adres IP. Zamykając poniższe okienko, automatycznie wyrażasz zgodę na wysyłanie cookies do Twojej przeglądarki. Wtedy też, okienko z tą informacją nie będzie pojawiać się ponownie. Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Przejdź do serwisu