::: Sensacyjne odkrycia u dominikanek

Do dziś niezbadane są podziemia nawy głównej, które z pewnością kryją kolejne pochówki, może krypty grobowe, gdzie spoczęły zakonnice. Znajdujące się najbliżej ołtarza prezbiterium było zarezerwowane dla książąt i ich rodzin. Co ze swoimi majątnościami zrobiły raciborskie dominikanki? Czy tak jak chce legenda o cystersach z Rud, również one postarały się o ich ukrycie.

Dawny klasztor dominikanek, powstały na przełomie XIII i XIV w., sekularyzowany w 1810 r., mieszczący potem zbór ewangelicki, zajęty wreszcie w latach 20. XX w. przez tworzone miejskie Muzeum w Raciborzu długo skrywał swoje tajemnice. Pierwszy krok – jako odkrywcy przeszłości tego miejsca - zrobili przed wojną Niemcy. Kiedy w 1936 r. postanowili powiększyć powierzchnię ekspozycyjną dzieląc nawę główną kościoła na trzy, a prezbiterium na dwie kondygnacje, na wschodniej ścianie prezbiterium odnaleźli XVII -wieczny fresk Zesłanie Ducha Świętego, a na ścianie zachodniej nawy fresk przedstawiający Eufemię (Ofkę) adorowaną przez mniszki. Obydwa malowidła były prawdopodobnie dziełem mistrza Stanisława.

Przed wojną nie udokumentowano jednak żadnych znaczących odkryć archeologicznych, choć na pewno były one mimowolnym dziełem robotników budowlanych, którzy uczestniczyli w przebudowie świątyni. W 1821 r. Prusacy zburzyli przylegającą do niej kaplicę Św. Dominika mieszczącą kryptę grobową Piastów raciborskich. Nie zachowały się żadne opisy czy rysunki tej budowli. To wtedy proboszcz miejski ks. Jan Nepomucen Zolondek postarał się o przeniesienie do kościoła farnego trumienki ze szczątki świętobliwej Ofki Piastówny, które w tejże kaplicy spoczywały od połowy XIV w.
Badania z lat 1992-1998, o których mowa poniżej, przekonują, iż w XIX w. bezpowrotnie zniszczono wiele cennych pochówków. Współcześni badacze natrafili bowiem na penetrowane już ceglane krypty, przemieszczone ludzkie szczątki oraz ślady brutalnien poczynionych wykopów, bez jakiejkolwiek dbałości o odkrywane zabytki. Czegóż jednak można oczekiwać od XIX-wiecznych robotników, skoro poważni naukowcy tych czasów zastanawiali się nad cudownymi właściwościami proszku z mumii egipskich, a handel zabalsamowanymi ciałami starożytnych Egipcjan kwitł w najlepsze. Archeologia, jaką znamy dzisiaj, chcąca za wszelką cenę nie tylko dotrzeć do śladów działalności człowieka ukrytych w ziemi, ale również zintepretować odkryte zjawiska, w XIX w. dopiero raczkowała.

Możliwość gruntownego przebadania tego, co pozostało pod posadzką prezbiterium oraz na miejscu po kaplicy Św. Dominika przypadła w udziale polskim archeologom i antropologom. Okazało się, że podziemia kryły prawdziwe sensacje, którymi pasjonował się cały naukowy świat. Pozwoliły – dosłownie – zajrzeć w głąb ludzkiego ciała, odkryć znane nam dziś choroby, które w średniowieczu obciążały panujące rody. Mimo iż poczyniono ogromny krok do przodu, dawny kościół dominikanek nadal kryje swoje tajemnice, ale o nich na końcu tego rozdziału.

Początek odkryć archeologicznych

Pierwsze badania archeologiczne przeprowadzono w dawnej przyklasztornej świątyni w 1981 r., przed montażem pod nawą główną urządzenia klimatyzacyjnego. Odkryto wówczas cztery groby z drewnianymi trumnami. Jeden z nich, zachowany w całości, zawierał dwie trumny ułożone jedna na drugiej. W dolnej spoczywały szczątki mężczyzny, w górnej kobiety. Przy kobiecie odkryto różaniec i medalik z brązu datowany na XVI-XVII w., na którym znajdował się wizerunek św. Marcelego, patrona miasta. Pozostałe trzy groby zachowane były jedynie szczątkowo. Odkryte ślady innych drewnianych trumien świadczyły, że pod nawą główną, przez cały czas funkcjonowania klasztoru, lokowano krypty. Jak wielka i znacząca była to nekropolia przekonali się archeolodzy prowadzący tu swoje badania od 1992 r.

Ekipą badaczy kierowała Krystyna Kozłowska z raciborskiego Muzeum. Miejscem odkryć było dawne prezbiterium kościoła oraz relikty kaplicy Św. Dominika. Do 1998 r. archeologom udało się odsłonić czternaście grobów oraz ślady trzech lub czterech poziomów historycznych świątyni, fragmenty wczesnogotyckiego portalu nad wejściem do zakrystii, ślady glinianego i kamiennego pieca (hypokaustum), który ogrzewał prezbiterium oraz zakrystię, mur podstawy ołtarza a także warstwy kulturowe sprzed budowy klasztoru. Te ostatnie przekonują, że konwent dominikanek powstał na miejscu wcześniejszej, miejskiej zabudowy. W warstwach tych znaleziono fragmenty ceramiki i podków żelaznych, pierścionek z cyny z sześciokątnym oczkiem zdobionym ornamentem geometrycznym, gwoździe, pierścienie lub kółka z brązu, żużel i kości zwierzęce. W miejscu po kaplicy Św. Dominika odsłonięto zarys jej fundamentów a także dwóch ceglanych krypt grobowych oraz dwanaście pochówków.

Wiadomo na pewno, że w klasztorze znajdywali miejsce spoczynku jedynie możnowładcy, głównie książęta, członkowie ich rodzin, dobroczyńcy konwentu oraz zakonnice. W zachodniej części prezbiterium, która była poddana penetracji archeologicznej, znajdowało się oratorium grobowe Przemyślidów opawsko-raciborskich. Jakkolwiek nie ma pewności, czy spoczął tu pierwszy z nich Mikołaj II (1288-1365), to na pewno swoje doczesne szczątki kazali tu złożyć jego następcy: Jan I (1320-1380), Jan II Żelazy (1361-1424), Wacław (1411-1456), Jan Młodszy (1440-1493), Jan IV (1480-1506) oraz, jak się dalej okaże, także ostatni z rodu, książę Walentyn. Z książęcych pochówków należy również wymienić te należące do: Anny, córki Ziemowita mazowieckiego; Elenczy - córki Władysława, księcia bytomsko-kozielskiego oraz nieznanej córki Władysława oświęcimskiego. Wszystkie były raciborskimi dominikankami.

Liczba ujawnionych grobów każe nam spoglądać na prezbiterium, jak na wielką średniowieczną i nowożytną nekropolię. Złożone w nich szczątki są swego rodzaju negatywem, który po odpowiedniej obróbce dostarcza nam wielu cennych informacji o zmarłych.

Co kryły groby?

Spośród czternastu grobów, dziewięć było ceglanych a pięć jamowych. Ich długość wynosiła od 200 do 250 cm, zaś szerokość od 30 do 175 cm. Groby ceglane były w większości lub całkowicie spenetrowane. Groby jamowe zastano nienaruszone. Ponad 42 proc. pochówków (wszystkie z wyjątkiem jednego orientowane, czyli zgodnie z obrzędem chrześcijańskim z głową zmarłego skierowaną na zachód) było męskich, niecałe 35 proc. kobiecych, reszta dziecięcych. Ciekawych informacji o wieku pochowanych tu osób dostarczyły badania antropologiczne. Niewiele ponad 23 proc. osobników zmarło w okresie od 0 do 15 lat, 65.4 proc. w wieku od 20 do 55 lat i 11.5 proc. żyło dłużej niż 55 lat. Notowano więc wysoką śmiertelność wśród noworodków i niemowląt oraz dzieci. Osoby w wieku 40-50 należały do sędziwych. Jeśli przyjąć, że wśród osób wysokiego rodu okres życia był dłuższy, to widać jak krótko, w porównaniu do współczesnych, żyli ówcześni chłopi i mieszczanie.

Wyposażenie pochówków było z reguły skromne. Archeolodzy znajdywali przedmioty do dziś wskładane zmarłym do trumien, czyli różańce, medaliki i krucyfiksy z brązu lub mosiądzu. Były fragmenty ubrań, sprzączki, kółka, srebrne nici, haftki z brązu lub mosiądzu. Do rzadkich znalezisk należy złoty pierścień, srebrna moneta, bukiet sztucznych wiatów usztywnionych łodyżkami z drutu brązowego oraz nóż żelazny z drewnianą rękojeścią.

Co ciekawe, tylko w jednym przypadku udało się prawie bezspornie zidentyfikować szczątki pochowanej tu osoby, jednak od razu książęce. W grobie nr 4, znajdującym się w centralnym miejscu prezbiterium, a odkrytym pod koniec sześcioletnich badań, znaleziono złamany miecz żelazny. Znalezisko ma znaczenie symboliczne. Przed wiekami tak właśnie oznaczano koniec rodu lub dynastii panującej. Na tej podstawie założono, że natrafiono na pochówek ks. Walentyna, ostatniego raciborskiego Przemyślidy, zwanego też Garbatym. Schorowany władca zmarł w 1521 r. w wieku 36 lat, nie doczekawszy się męskiego potomstwa.

W domniemanym grobie władcy znajdowały się doczesne szczątki mężczyzny w wieku około 35-40 lat. Analiza znalezionego miecza wskazała, iż broń ta powstała w latach 1480-1520. To wszystko pozwala sądzić, że jest to grób nieszczęśliwego księcia. Świadczy o tym również umiejscowienie na wprost ołtarza i wyścielenie trumny suknem, którego splot zachował się na jej dnie. Obok ciał znaleziono także dwa paciorki z czarnej laki. Stuprocentowej pewności jednak nie ma. Przeciwko przypisaniu pochówku Walentynowi przemawia fakt odnalezienia w tym miejscu także szczątek kobiety, która zmarła również w wieku 35-40 lat. Z zachowanych źródeł bezsprzecznie wynika zaś, że Walentyn nigdy nie był żonaty.

Sporo zaciekawienia archeologów wzbudził grób oznaczony numerem 7, w którym znajdowały się szczątki aż ośmiu osób wzrostu od 167 do 190 cm, wszystkich dorosłych i dobrze zbudowanych, wśród których znajdowała się tylko jedna kobieta. I to właśnie ten szkielet wiele mówi o życiu zmarłej, która z powodu zwyrodnienia kręgów piersiowych miała sporo kłopotu z poruszaniem się. Wśród ludzkich szczątek odnaleziono złoty pierścień, resztki żółto-brązowego stroju bogato zdobionego koronkami, żabotami, mankietami i guzikami. Duża ilość wapna w grobie świadczy, iż przyczyną śmierci tych osób była najprawdopodobnie jakaś epidemia, zwana w średniowieczu czarną śmiercią, poświadczoną w Raciborzu już w 1315 r., kiedy to zmarło 75 proc. mieszkańców. W połowie XIV w. w całej Europie szalała dżuma. Dotarła również do miast śląskich. Kilkakrotnie zarazy pojawiły się w XVI i XVII w. Nie było wówczas czasu na zwykły obrządek pogrzebowy. Zmarłych, chcąc zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby, grzebano szybko w codziennych ubraniach i zbiorowych mogiłach zasypywanych na koniec wapnem. Świadkiem takiej tragedii był więc i klasztor dominikanek.

W styczniu 1998 r. rozpoczęto eksplorację grobu oznaczonego numerem 12. Spoczęła w nim kobieta w wieku około 60 lat. Jej trumna była kunsztownie wykonana, miała sześć ozdobnych metalowych uchwytów i stała na sześciu okrągłych słupkach. To wskazywało, że była to pani wysokiego stanu. Na jej czaszce odkryto ślady trepanacji, która umożliwiała przeprowadzenie operacji na mózgu. Ten chirurgiczny zabieg znany był już ludziom starożytnym. W średniowieczu był jednak wykonywany rzadko, jedynie w szczególnych przypadkach, z reguły u osób możnych, których po prostu było stać na ściągnięcie medyka. Brak zrośnięcia wyciętej części z resztą „raciborskiej” czaszki świadczy, iż kobieta pochowana u dominikanek zmarła niedługo po trepanacji, która mogła też być bezpośrednią przyczyną śmierci. Przy szczątkach natrafiono na przedmiot przypominający składany nóż lub brzytwę. Być może były to narzędzia ówczesnego chirurga. Na bocznych płatach czaszki widoczny był zielony nalot, prawdopodobnie ślad diademu bądź innej ozdoby noszonej za życia przez zmarłą, co potwierdza jej wysoki status społeczny. Na piersi znaleziono krucyfiks z mosiądzu, medalik i bukiecik kwiatów wzmocniony drucianymi łodyżkami. W grobie było także kilka drobnych kości dziecka zmarłego w wieku od 3 do 7 lat.

W odkrytym również w styczniu 1998 r. grobie nr 13 natrafiono na nienaruszony szkielet leżący w trumnie, po której – wskutek rozłożenia się drewna – pozostała jedynie ciemna, brunatna smuga w ziemi. Oceniono, że zmarła osoba, niestety nie udało się ustalić czy jest to kobieta czy też mężczyzna, pochowana została w średniowieczu. W jamie ustnej znajdowała się srebrna moneta (niestety nie udało się udczytać rewersu ani awersu). Kimkolwiek jednak była, cierpiała na zespół schorzeń, które utrudniały poruszanie się. Na prawej kości piszczelowej kończyny dolnej i stawie skokowym pozostała wyraźna narośl o charakterze nowotworowym. Zmiany te widoczne są także na stawie skokowym tej kończyny. Na wewnętrznej blaszce kości czołowej stwierdzono trzeci w Raciborzu a szesnasty na świecie przypadek genetycznej choroby Hyperostosis Frontalis Interna (HFI), czyli wyraźne zmiany przerostowe blaszki wewnętrznej kości czołowej.

Czym jest HFI?


Dwa pierwsze przypadki tej choroby ujawniono na szkieletach odkrytych pod kaplicą Św. Dominika. Czym jest HFI? Choroba ta pojawia się najczęściej u kobiet w okresie przekwitania. Powoduje silne bóle głowy, zaburzenia psychiczne i wzrokowe, wywołuje otyłość i prowadzi do nadmiernego owłosienia. Niezwykle rzadko diagnozowane jest u mężczyzn, którym jednak grozi zaburzeniami hormonalnymi i niedorozwojem jąder.

Antropolodzy od dawna uważali, że HFI jest dziedziczne a więc ma podłoże genetyczne. Zanim natrafiono na czaszki z Raciborza, nie było na to wystarczających dowodów. Na świecie stwierdzono bowiem raptem kilkanaście przypadków tej choroby na czaszkach odkrytych w trakcie wykopalisk archeologicznych. Najstarsze przykłady to: Homo erectus (kobieta?) sprzed 1,5 mln lat, dwie czaszki neandertalczyków (płeć nieznana) z ok. 45-70 tys. lat p.n.e. oraz dwie męskie czaszki ze starożytnego Egiptu (okres 2630 - 2350 p.n.e.). Antropolodzy wykryli HPI także w czaszkach: Egipcjanki (2200 - 1800 p.n.e.), dwóch mieszkanek Sudanu (ok. 0-300 r n.e. i 300 r n.e.) i terenów Niemiec (500 - 700 r n.e. oraz XVIII w.), Włoszki (ok. 100 - 300 r n.e.), Angielki (600 r n.e.), Norweżki (X w.), mieszkanki Szczecina (XIV-XV w). oraz Amerykanki (XIX w).

W Raciborzu dowód się znalazł. W klasztorze dominikanek pogrzebano bowiem dwie kobiety z HFI i to najprawdopodobniej krewniaczki; matkę z córką lub dwie siostry. Wyniki badań czaszek były przez to szeroko omawiane podczas XI Kongresu Europejskiego Stowarzyszenia Antropologicznego, który odbył się w 1998 r. na Uniwersytecie im. Fryderyka Schillera w Jenie. Przedstawił je zespół naukowców z Zakładu Antropologii Instytutu Zoologii Uniwersytetu Jagiellońskiego: prof. dr hab. Krzysztof Kaczanowski, dr Henryk Głąb i dr Krzysztof Szostek. Uprawdopodobnili oni genetyczne podłoże choroby.

Kim były zmarłe kobiety z Raciborza? Żyły prawdopodobnie na przełomie XIV-XV w. a więc w czasach rządów Przemyślidów. Wiemy, że w krypcie kaplicy św. Dominika spoczęły szczątki świątobliwej Eufemii-Ofki Piastówny. Ją jednak, z racji śmierci w połowie XIV w., należy wykluczyć z dalszych dociekań. W kręgu zainteresowania pozostają jej siostrzenice, córki Anny (ok. 1296-1340) i Mikołaja II opawskiego (1288-1365). Źródła informują, że siostra Ofki i ostatniego raciborskiego Piasta Leszka, urodziła pięć córek, z których dwie: Elżbieta (zm. w 1386 r.) oraz Agnieszka (zm. w 1404 r.) były dominikankami w raciborskim konwencie. Ich pochówek w kaplicy Św. Dominika jest więc najbardziej prawdopodobny. Po pierwsze, to właśnie kaplica była pierwotnym oratorium grobowym rodziny książęcej. Po drugie, zakonnice spoczęłyby w ten sposób obok matki i sławnej już wówczas ciotki Ofki Piastówny, która zeszła z tego świata w aurze świętości.

Jeśli te przypuszczenia są prawdziwe, to można podejrzewać, iż na Przemyślidach raciborskich i opawskich ciążyło piętno tej choroby genetycznej. Dziadek Anny i Elżbiety, Mikołaj I (1255-1318) był pozamałżeńskim synem króla Czech Przemysła Otokara II i Agnieszki z Kuenringu, nadwornej damy żony władcy, Małgorzaty Babenberskiej. Zapoczątkował boczną linię królewskiego rodu, ale bez prawa do korony. Rządziła ona Opawszczyzną i Raciborszczyzną, ale wymarła na początku XVI w. Czy powodem była tajemnicza choroba przenoszona z pokolenia na pokolenie? Niewykluczone.

Już Długosz pozwolił sobie na kąśliwą uwagę, że rodzinie tej brakowało talentu do rządzenia. Historia to potwierdza. Potomkowie Mikołaja prowadzili nierozważną politykę. Jego prawnuk Jan II Żelazny uważany był za furiata i gwałtownika. Długosz pisał o nim: 14 VIII [1424] popadłszy w szał umiera w Raciborzu książę raciborski Jan, człowiek podstępny i przebiegły. Wśród męskich potomków spotykamy wielu kawalerów odchodzących z tego świata nie doczekawszy potomków. Ostatnim z nich był wspomniany już Walentyn, zwany garbatym. Kim jednak była trzecia kobieta, u której stwierdzono HFI, a została pochowana w prezbiterium kościoła Św. Ducha. Najprawdopodobniej zmarłą w XV w. członkinią pechowego rodu. Być może leży tu siostra Walentyna, Małgorzata. Źródła prawie nic nie wspominają o jej życiu. Czy obciążona chorobą genetyczną, cierpiąca z bólu wiodła życie mniszki w klasztorze dominikanek?

Złota inkrustacja

Zaciekawienie wzbudził jeszcze jeden z grobów w kaplicy św. Dominika. Natrafiono w nim na szczątki młodej, najprawdopodobniej 15-letniej dziewczyny zmarłej na przełomie XIV-XV w. Na prawym stałym kle szczęki odkryto ślady inkrustacji złotem, zapewne pozostałość złotej koronki lub blaszki wklepanej w część szczytową zdrowego zęba. Jest to pierwsze takie znalezisko w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. Zwyczaj inkrustowania charakterystyczny jest bowiem dla Azji Południowo-Wschodniej, gdzie stosowano go u dziewcząt z bogatych rodzin po osiągnięciu dojrzałości płciowej lub po zamążpójściu. Nie wiadomo skąd wziął się w średniowiecznej w Europie.

Blaszka lub koronka miała prawdopodobnie zapobiec dolegliwościom związanym z anomaliami zębowymi u dziewczyny. Złoto traktowano bowiem jako panaceum na wiele schorzeń. W jej szczęce, poza uzębieniem stałym natrafiono na dwa zęby mleczne. Być może urodziła się ona w jakimś kraju azjatyckim, w którym blaszkę wkładno po osiągnięciu dojrzałości lub po zamążpójściu. Ale jak trafiła do Raciborza?

Badania archeologiczne miały także rzucić nowe światło na wygląd kaplicy Św. Dominika. Już dawniej sądzono, że była dwuprzęsłowa, co potwierdzałyby ślady łuków sklepiennych na północnym, zewnętrznym murze nawy głównej. Niestety podczas wykopalisk nie natrafiono na relikty fundamentu ściany wschodniej. Niezbyt czytelny był fragment fundamentu ściany północnej. Współczesne wykopy zniszczyły częściowo ten odcinek budowli. Gdyby jednak przyjąć, że kaplica miała dwa przęsła, to jej powierzchnia wynosiła ok. 51 m kw.

Podczas trzeciego sezonu badań, w 1994 r., pod kaplicą natrafiono na pozostałości krypty zachodniej, która powstała tu jako pierwsza. Jej długość wynosiła 6,8 m, szerokości 3,0 m, a wysokości ok. 1,6 m. W XVII w. dobudowano kryptę wschodnią o wymiarach: długość 7 m, szerokość 3,4 m i wysokość około 1,4 m. Sklepienia obu krypt były zniszczone. Nastąpiło to prawdopodobnie podczas burzenia kaplicy lub późniejszych prac budowlanych w tym miejscu. Nad kryptą wschodnią znaleziono trzy fragmenty marmurowego książęcego nagrobka z łacińską inskrypcją minuskułową, która brzmi: Obyt princepso .ohannes rathibori Orate peo. Treść wskazuje na księcia Jana Młodszego i jego żonę Magdalnę. Płyta znajdowała się kiedyś na przedniej ścianie nagrobka tumbowego książęcej pary. Wierzchnia płyta znajduje się obecnie w Muzeum. Można ją oglądać w prezbiterium zaadaptowanym na potrzeby ekspozycji.

Na koniec o tajemnicach. Do dziś niezbadane są podziemia nawy głównej, które z pewnością kryją kolejne pochówki, może krypty grobowe, gdzie spoczęły zakonnice, gdyż znajdujące się najbliżej ołtarza prezbiterium było zarezerwowane dla książąt i ich rodzin. Według legendy potwierdzonej odkryciem na zamku mapy Schneidera, gdzieś na terenie klasztoru znajdowało się zejście do tajemniczego przejścia pod zamkiem. Intrygujące są również przypuszczenia co do istnienia pod budynkiem Zespołu Szkół Ekonomicznych klasztornych lochów. Jeśli istniały, na pewno penetrowano je tuż po sekularyzacji konwentu szukając być może wszelkich skarbów, które miały zasilić skarbiec króla Prus.

Pojawia się więc pytanie, co ze swoimi majętnościami zrobiły raciborskie dominikanki? Czy tak jak chce legenda o cystersach z Rud, również one postarały się o ich ukrycie. Czy skarb czeka na swoje odkrywcę?

Jedna z raciborskich legend mówi, że w kościele złożono doczesne szczątki dawnego spowiednika dominikanek Walentego zwanego Raciborczykiem, mnicha zmarłego w opinii świętości. Jego ciało nie uległo ponoć procesowi rozkładu. Źródła nie pozwalają odtworzyć zbyt wielu faktów z jego biografii. Nie wiadomo nawet kiedy się urodził Wiadomo tylko, że był to bardzo zdolny badacz dziejów i hagiograf. Nazywał się w rzeczywistości Andrzej Pieczka. Był synem mieszczanina z Proszowca, obecnie dzielnicy Raciborza. Edukację rozpoczął w raciborskim klasztorze dominikanów lub w szkole kolegiackiej przy kościele farnym. W latach 1660-1662 pojawia się na kartach dziejów jako spowiednik dominikanek w Przemyślu. Później w jego życiorysie następuje mało dziś poznany szesnastoletni okres. Poświęcił go prawdopodobnie badaniom przeszłości klasztorów kaznodziejskich na Śląsku. Szczególną uwagę skupił na Eufemii Ofce, świętobliwej przeoryszy z Raciborza. W 1670 r. ukazało się w Krakowie jego dzieło Praktyka duchowna jednej sługi Bożej, pierwszy polskojęzyczny żywot sławnej już wówczas raciborskiej zakonnicy, którą mniszki starały się zapewne wynieść na ołtarze. W latach 1678-1691 widzimy go jako spowiednika oraz mistrza życia wewnętrznego dominikanek z raciborskiego konwentu Św. Ducha. Wśród nich, wiodąc zapewne nasycone mistyką życie zakonne, doczekał prawdopodobnie końca swoich dni. Zmarł po 1691 r.

Grzegorz Wawoczny

WAW,04-08-2008
Galeria: Muzeum czaszki
obrazekobrazekobrazekobrazekobrazek
obrazek    
  :::  dodaj komentarz  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
Wysyłasz link:
 
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Portal www.goraciborz.pl wykorzystuje pliki cookies, czyli tzw "ciasteczka". W przypadku braku akceptacji korzystania z plików cookies prosimy o opuszczenie strony.
Zamknij