Racibórz
::: Zawzięłam się... i wypaliło

Od dłuższego czasu dużo mówi się, że kobiety powinny zwiększyć swoją aktywność zawodową. Że kobieta też potrafi a skoro potrafi, to powinna. Pokazujemy w jaki sposób i z jakim skutkiem Aneta Smaź – przedsiębiorcza raciborzanka – przeszła z budżetówki do biznesu.

Zaczęło się od tego, że bardzo nie podobało mi się przedszkole, do którego chodził mój syn. Jemu też się tam nie podobało – zaczyna Aneta Smaź (na zdjęciu w galerii po prawej), dotychczas nauczycielka geografii w Budowlance i Ekonomiku. – I wtedy przyszły mi do głowy dwie myśli: pierwsza, że wiele dzieciaków źle się czuje w raciborskich publicznych przedszkolach. A druga taka: - sama urządziłabym taką placówkę lepiej. Jak pomyślałam, tak zrobiłam – mówi Aneta. Ale nie było łatwo.

W taki sposób dwa lata temu nauczycielka bez doświadczenia biznesowego wkroczyła na stromą ścieżkę biznesu. Zaczęła od samego pomysłu, bez kapitału, licząc na to, że przecież znajdą się jakieś źródła finansowania, jakieś dotacje, Europejski Fundusz Społeczny i Bóg wie co.

– Przecież dużo się naokoło mówi o aktywizacji zawodowej kobiet, o zakładaniu własnych biznesów i o tym, że można znaleźć na to pieniądze – mówi Aneta. Niestety, nie udało się i raciborzanka musiała sobie poradzić sama, skazana na kredyty komercyjne i pomoc rodziny.

Kapitał, wiadomo, podstawa, ale segment usług, który wybrała sobie Aneta stawia wiele wymogów. Pierwsza sprawa: lokal. Trudno znaleźć miejsce, które odpowiadałoby pod względem lokalizacji, kubatury, żeby miało ogród, podjazd, parking. W końcu udało się znaleźć odpowiednią nieruchomość, ale to dopiero połowa problemu. W następnej kolejności budynek należy przystosować do użytku zgodnego z przeznaczeniem przy zachowaniu wszystkich licznych przepisów i rozporządzeń.

I tu pojawiają się „schody”, dosłownie i w przenośni: otóż schody w zakupionym domu okazały się za wąskie o całe 10 cm – trzeba burzyć i stawiać nowe. Dalej stropy - wyszło, że mają konstrukcję z drewna, a musi być beton. Trzeba burzyć i stawiać nowe. Od podłogi do sufitu 2,70 m – troszeczkę za nisko – trzeba zainstalować wszędzie wentylację mechaniczną. Do tego straż pożarna, Sanepid, urzędnicy – każdy dorzuca coś od siebie. Niemal wszystkie elementy wyposażenia muszą być atestowane, więc odpada tania chińszczyzna. Formalności i papierologii końca nie widać – Przebrnięcie przez to było bardzo trudne – wspomina pani Aneta – ale nie poddałem się.

Kolejna rzecz to dobór kadry. Nasza bohaterka zatrudniła dziewięć osób, w tym ośmiu pedagogów. W większości osoby te mają już doświadczenie w pracy z dziećmi, równocześnie są na tyle młode, że nie brakuje im cierpliwości, entuzjazmu i są wolne od złych nawyków. – Szukałam nauczycielek, które będą miały „to coś” – dzieci bezbłędnie wyłapują tych, którzy się do tego zawodu nie nadają – podkreśla pani Aneta.

I tak to się zaczęło. Przedszkole ruszyło we wrześniu zeszłego roku. Aneta Smaź nie narzeka na brak chętnych: – Dzisiaj mamy 68 dzieci w trzech grupach wiekowych. Największym zainteresowaniem cieszy się grupa maluszków – mówi. Wynika to z tego, że w Raciborzu brakuje wolnych miejsc w żłobku, a publiczne przedszkola przyjmują dzieci co najmniej 2,5- letnie. Prywatne przedszkole jest zatem otwarte dla dwulatków, chociaż na dzieci w tym wieku nie przysługuje dotacja oświatowa. Czesne wynosi 380 złotych, ale w tej cenie dzieciaki otrzymują całkiem sporo: zajęcia taneczne, rytmikę, gimnastykę korekcyjną, angielski, zajęcia ceramiczno-plastyczne, zajęcia z logopedą a nawet karate (ale tylko dla starszaków).

Do tego cztery posiłki dziennie (obiadki z restauracji – catering wychodzi taniej). Dwa razy w roku dzieci odwiedzi dentysta, a co miesiąc... fryzjer. Dzieci, które rozpoczynają przygodę z przedszkolem mogą liczyć na zajęcia adaptacyjne w obecności rodziców. Placówka działa od 6.30 do 18, także w wakacje.

– Ten biznes jest bardzo wymagający pod każdym względem, ale pomału wychodzę na prostą – mówi Aneta Smaź. – Nie żałuję podjęcia decyzji o otwarciu przedszkola, chociaż było trudno i w dalszym ciągu jest trudno. Ale ja się uwzięłam... i wypaliło – kończy Aneta.

Leszek Pietrzkiewicz


WAW,31-01-2011
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Portal www.goraciborz.pl wykorzystuje pliki cookies, czyli tzw "ciasteczka". W przypadku braku akceptacji korzystania z plików cookies prosimy o opuszczenie strony.
Zamknij