Krzanowice
::: Sekrety pałacu w Wojnowicach

Po zajęciu pałacu przez Rosjan, jego wnętrza zostały całkowicie splądrowane. Co cenniejsze rzeczy wywieziono do ZSRR. Inne, w ich opinii bezwartościowe jak np. trofea, wyrzucali do stawu. Książki walały się po całym parku. Na marne poszła cała robota Bancka.

Źródła historyczne nie poświęcają zbyt wiele miejsca pałacowi w Wojnowicach. Wybudowany w pierwszej połowie XIX w. stanął zapewne na miejscu jakiejś wcześniejszej murowanej budowli dworskiej z wieżą, której relikty znajdują się we wschodniej partii zabytku. Zazwyczaj skwapliwi w opisywaniu zabytków Tadeusz Chrzanowski i Marian Kornecki, autorzy Katalogu Zabytków w Polsce, pomijają go w swoim opracowaniu poświęconym ziemi raciborskiej. Trudno cokolwiek znaleźć w archiwach. Nieliczne zachowane widokówki pokazują jedynie wygląd przedwojennej siedziby możnowładczej. Skąd te ubóstwo informacji o miejscu, w którym w 1945 r. jego ostatni właściciel ukrywał swoje skarby?

W 1945 r. pałac cudem uszedł z wojennej pożogi. W 1946 r. uruchomiono tu kurs przygotowawczy dla studentów Politechniki Gliwickiej. Na skutek wojny wielu młodych ludzi nie mogło uzyskać matury. Kursy przygotowawcze umożliwiły tym, nie zawsze już młodym ludziom uzyskanie dostępu do studiów wyższych. Po pewnym czasie, kiedy pałac służył pracownikom i administracji państwowego gospodarstwa rolnego, uruchomiono w Wojnowicach oddział zamiejscowy raciborskiego szpitala, czynny do 2001 r.

Więcej wiemy o miejscowości. W latach 1577-1588, wraz z Lekartowem i Bojanowem, znalazła się w zastawie Daniela Maczaka na Krawarzu (tym obecnie czeskim). W 1607 r. Wojnowice, oszacowane na 6.067 talarów, weszły w posiadanie braci Baltazara i Jerzego von Tschetschau-Mettich. Jednak już w 1625 r. późniejsi hrabiowie von Mettich sprzedali je Stanisławowi Reiswitzowi, panu na Kędzierzynie i Kornicy. W skład dóbr kornickich Wojnowice wchodziły do 1796 r. W tym roku też wykupiły się od pańszczyzny. Ponieważ jednak włościanie wojnowiccy nie spłacili wszystkich przypadających należności, znaczna część gruntów została sprzedana w drodze licytacji. Podobnie było zresztą w okolicznych wsiach. W 1828 r. Johann Karl Christian Kuh z Wrocławia w wyniku licytacji kupił 425 hektarów gruntów w Wojnowicach, Bojanowie (440 ha), Lekartowie (175 ha) i na Ocicach Górnych (190 ha) za sumę 90 tys. talarów. Kuh nabył ponadto znaczne obszary gruntów w Krzanowicach i Samborowicach oraz las pod Żytną.

Kariera i tragiczne losy profesora Kuh

Zacznijmy naszą historię od profesora dr. Johanna Karla Christiana Kuha. Ten niezwykle zasłużony człowiek urodził się w 1804 r. we Wrocławiu, w zamożnej rodzinie mieszczańskiej. Po ukończeniu gimnazjum, zgodnie z wolą matki, zamierzał studiować prawo. Jednak pod wpływem swojego szwagra, prof. Bischoffa z Wiednia, zdecydował się rozpocząć studia medyczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Jak się okazało, medycyna była właściwym wyborem młodego Kuha. Już w 1826 r. zdobył tytuł doktora nauk medycznych, co otworzyło mu drogę na studia specjalistyczne z zakresu okulistyki i laryngologii w Paryżu. Ponieważ nie znalazł uznania u swoich wrocławskich kolegów po fachu, zdecydował się na opuszczenie stolicy Śląska i kupił grunty w Raciborskiem. Aby mógł stać się właścicielem ziemskim, w kwietniu 1829 r. złożył hołd lenny królowi. Pozwoliło mu to przywrócić folwarki w Wojnowicach i Bojanowie.

W 1826 r. Kuh pojawił się na ziemi raciborskiej stając się od razu wielkim posiadaczem ziemskim. Należały do niego dobra obejmujące łącznie około 800 ha. Swoją siedzibą obrał Wojnowice decydując się wznieść tu rezydencję, czyli – uwzględniając późniejsze przebudowy - obecny pałac. W 1831 r. otworzył tu również małą klinikę chirurgiczną o specjalności okulistycznej. Przeprowadził w niej wiele udanych operacji u chorych z bielmem i kataraktą. Jako człowiek majętny rezygnował nieraz z wynagrodzenia, przez co u ludzi zyskał opinię szlachetnego i dobrego. Na dobrą reputację wśród chłopstwa zapracował również w podczas epidemii cholery ofiarując bezinteresownie swoją pomoc.

W 1832 r., w czasie pobytu na kongresie naukowym we Wiedniu, poznał Antonię von der Decken, córkę starosty w Westfalii i przybraną córkę swego przyjaciela, prof. Wilbrandta z Gießen. Jeszcze tego samego roku wziął z nią ślub. W 1835 r. zdecydował się opuścić Raciborszczyznę. Zamieszkał w rodzinnym Wrocławiu, gdzie praktykował jako lekarz i prowadził wykłady dla studentów medycyny. Do 1840 r. przeprowadzał skomplikowane operacje wrodzonych i nabytych schorzeń oraz upośledzeń nóg i stóp a także z zakresu okulistyki. W tymże czasie opublikował i obronił pracę habilitacyjną oraz otworzył klinikę chirurgiczną. Niestety w 1842 r. musiał ją zamknąć.

Był to początek pasma nieszczęść i niepowodzeń. Zmarła mu żona. Do tego doszło załamanie psychiczne i bezradność życiowa, która zmusiła go do wyjazdu wraz z trójką dzieci do krewnych we Wiedniu. Tam nabrał sił i wrócił do stolicy Śląska, gdzie zaczął działać w zarządzie prowincji i radzie miejskiej. W 1845 r. ponownie się ożenił.

Szczęście nie trwało długo. W 1847 r. zachorował na tyfus, który pozostawił trwałe ślady w jego zdrowiu. Wkrótce też stracił trzech synów. Po 1848 r. zdecydował się na stałe wrócić do swych podraciborskich posiadłości. W czasie wojny francusko-pruskiej z lat 1870-1871 r. wyposażył własnym sumptem lazaret dla rannych żołnierzy. W uznaniu zasług cesarz Niemiec przyznał mu Order Korony. Prof. Kuh zmarł 21 grudnia 1872 r. podczas krótkiej wizyty w swym rodzinnym Wrocławiu.

Tyle z biografii sławnego uczonego i lekarza. Po 1835 r., kiedy wyjechał do Wrocławia, nie zerwał kontaktów z Raciborzem. W 1836 r. doprowadził do otwarcia szkoły dla głuchoniemych. Placówka, która znajdowała się początkowo w przytułku Franka przy ul. Solnej, w 1841 r. zajęła budynek przy ul. Zwingerstrasse, obecnie Wojska Polskiego. Szybko się rozrosła, zatrudniając kilkadziesiąt osób personelu i kształcąc kilkuset uczniów, stając się przez to w 1913 r. największą na świecie. Kuh zasłużył się też w czasie zabiegów o przeprowadzenie przez Racibórz kolei Wilhelma. To właśnie staraniem Kuha oraz ks. Feliksa Lichnowskiego na Krzyżanowicach oraz burmistrza Schwarza zrezygnowano z pierwotnego planu budowy linii łączącej Opole z Krakowem omijającej Racibórz. Kolej ta znacznie ożywiła miasto; doprowadziła do rozwoju przemysłu, dzięki któremu przybywało ludzi i kamienic.

Raciborska loża masońska

Wróćmy jednak do 1836 r., kiedy to Kuh zainicjował tworzenie szkoły dla głuchych. Dzieło to wspierał przez całe życie. W 1841 r. nowy obiekt przy obecnej ul. Wojska Polskiego Towarzystwo dla Nauczania i Wychowania Głuchoniemych z Rejencji Opolskiej w Raciborzu (Verein für den Unterricht und die Erziehung Taubstummer aus dem Regierungs-Bezirk Oppeln zu Ratibor) miało kupić za 4400 talarów, m.in. dzięki królewskiej darowiźnie w kwocie 2400 talarów. Analiza księgi wieczystej nieruchomości wskazuje jednak, że działkę kupiła raciborska loża wolnomularska Fryderyk Wielki ku Wolności, która dopiero w 1862 r. przekazała ją Towarzystwu.

Co więc łączyło Kuha z lożą masońska? Jak się okazuje, zasłużony medyk z Wojnowic był aktywnym wolnomularzem, a swoje koneksje wykorzystał na rzecz budowy zakładu, angażując w dzieło innych miejscowych masonów. Co ciekawe, to właśnie on był inicjatorem założenia w 1835 r. raciborskiej loży Fryderyk Wielki ku Wolności.

W tym miejscu wypada przytoczyć krótko jej historię. Znana jest z opracowania Augusta Edwarda Filehna pt. Kronika loży Fryderyka Wilhelma ku sprawiedliwości na wschodzie od jej założenia dnia 23 kwietnia 1835 r. do dnia 26 kwietnia 1885 r., wydanego w 1885 r. dla dobra wdowiej kasy zapomogowej loży raciborskiej. Należała ona do Wielkiej Loży Trzy Globy w Berlinie, zwanej też Pod Trzema Kulami Świata. Jej siedziba mieściła się przy ul. Wojska Polskiego 5, czyli obok zakładu dla głuchych. Co ciekawe dla tej nieruchomości nie założono księgi wieczystej, choć wzmianka o funkcjonowaniu w tym miejscu loży znalazła się w księdze adresowej Raciborza.

Berlińskie Trzy Globy liczyły w 1911 r. ponad 17,4 tys. braci z czego 99 działało w Raciborzu. W 1913 r. wielkim mistrzem był dr phil. Eduard Knape, dyrektor gimnazjum realnego, a jego zastępcami Ludwig Reiners, właściciel fabryki cygar (obecny Domgos przy ul. Bosackiej) i dr phil. Max Greinert, aptekarz. Spotkania odbywały się w każdą sobotę z wyjątkiem lipca i sierpnia. W każdą środę czynny był klub loży, która miała również swojego muzyka, lekarza dr Preu. W 1912 r. masoni zafundowali sobie rzeźbę Jahna naturalnej wielkości, którą umieścili w hollu wejścia do swej siedziby. Postument wykonał Królewski Zakład Artystyczny dla Prac Kościelnych Mayera w Monachium. Kosztował 800 marek, tyle, ile wynosiła dwuletnia dotacja dla muzeum wolnomularskiego w Bayreuth. Świadczy to, że loża była majętna.

Wiadomo, że Kuh był aktywnym masonem. Nie wiedzieć jednak czemu, ale w 1835 r., czyli wówczas, gdy loża powstawała, wyjechał do Wrocławia. Może wyjazd tak zacnego członka poprzedziło usamodzielnienie się masonów w Raciborzu. To sugerowałoby, że ich wcześniejsze spotkania, zanim zakupiono nieruchomość przy obecnej ul. Wojska Polskiego, odbywały się w wojnowickim pałacu Kuha.

Członkowstwo w loży było osiągalne jedynie dla ludzi znamienitych – lekarzy, nauczycieli i przemysłowców. Kuh zaś do elity z pewnością należał, a jego osiągnięcia naukowe i majątek – co ciekawe zdobyty w młodym wieku – mogły doprawdy imponować. To skupiało wokół jego osoby inne znamienite postacie ówczesnego powiatu raciborskiego. Był z pewnością jednym z liderów ówczesnej inteligencji. W 1845 r. zaangażował się na rzecz kolei w Raciborzu. Czynił to obok ks. Feliksa Lichnowskiego, o którym również wiadomo, iż w tym samym roku został członkiem raciborskiej loży. Jego działalność w raciborskiej loży musiała się ożywić po powrocie do Wojnowic w 1848 r. i nie zmalała do śmierci w 1872 r.

Rodzina Bancków

Zostawmy jednak wątek domniemanych spotkań masonów w wojnowickim pałacu. Po śmierci Kuha, w 1875 r., jego dobra przeszyły w ręce protestanckiej rodziny von Banck, a dokładnie ritmeistera Henryka (Heinricha) Bancka, królewskiego porucznika z Magdeburga. Nabył on Wojnowice od spadkobierców profesora 17 czerwca 1875 r. za sumę 410 tys. talarów. W momencie transakcji Banck nie miał jeszcze tytułu szlacheckiego „von”, który później otrzymał. Był rotmistrzem w stanie spoczynku. Jako właścicielowi ziemskiemu udało się zdobyć mandat deputowanego do raciborskiej rady powiatu.

Nowy właściciel przeprowadził gruntowną rozbudowę pałacu, który zyskał znany obecnie wygląd. Wśród miejscowych budził respekt. Jak na wojskowego był niezwykle bogaty. Jego włości obejmowały również majątki w Kornicach i Pawłowie. W samych Wojnowicach stadninę koni i lasy.
Stary Banck zmarł w 1911 r., a schedę przejął w zarząd jego syna Edward (Eduard), asesor rządowy w stanie spoczynku, który ożenił się z katoliczką Marie Adelheid von Dittrich, córką właściela dóbr rycerskich w Kornicach i Ciężkowicachi, z którą miał dwie córki – Gizelę i Henriettę oraz dwóch synów – Henryka (zginął podczas II wojny światowej) oraz Wolframa. Banckowie dla katolików byli bardzo tolerancyjni. Wśród służby mieli wielu wyznawców religii rzymsko-katolickiej, a swego czasu podarowali nawet 500 marek na odnowienie wojnowickiego kościoła.

Rodzinie żyło się dostatnio. Liczba służba usługiwała im na każdym kroku. Luksusowy pałac błyszczał. Wnętrza wypełniały drogi meble, na ścianach wisiały myśliwskie trofea i obrazy, nie brakowało drogocennych zastaw i innych kosztowności. W pałacowych piwnicach panował chłód. Nawet latem przechowywano tu lód. W przypałacowym parku, po którym spacerowały bażanty, tuż pod murem był kort tenisowy. Korzystali z niego liczni goście Bancków. Zjeżdżali tu m.in. na polowania, głośne przed wojną w okolicach.

Jeden pokój na pierwszym piętrze owiany był jednak tajemnicą. Nikt tu nie miał wstępu, jedynie rudowłosy i tęgi Edward. Wiadomo tylko, że znajdowało się tam wiele książek. Czy była tu spuścizna po masonie prof. Kuhu?

Sielskie życie Bancków skończyło się w 1944 r. Było pewne, że na Śląsk wkroczą Rosjanie. Żona i dzieci Edwarda wyjechały do Niemiec. On sam pozostał, jak mówią miejscowi, ukryć swoje kosztowności. Ponoć w głębokiej tajemnicy przygotował w pałacu, a może i w parku, szereg skrytek. Kiedy zapełnił je swoimi skarbami, spakował rodzinne pamiątki i najcenniejszą biżuterię do mercedesa po czym odjechał do Niemiec.

Mimo że Rosjanie pojawili się pod Raciborzem już w lutym 1945 r., to ofensywę na miasto przypuścili dopiero pod koniec marca. Drogą od Raciborza na południe, w kierunku Sudzic i dalej Opawy, wiodła trasa ewakuacji ludności i wojsk niemieckich. Banck, nie chcąc zapewne ryzykować transportu dzieł sztuki w tak niespokojnym momencie, kiedy trudno było zdobyć pojazdy transportowe, skorzystał z czasu, jaki dało przesunięcie rosyjskiej ofensywy na Racibórz do drugiej połowy marca, i we wiadomych sobie tylko miejscach ukrył kosztowności.

Po zajęciu pałacu przez Rosjan, jego wnętrza zostały całkowicie splądrowane. Podobnie jak w innych siedzibach możnowładczych Armia Czerwona osadziła tu swoją komendanturę. Był czas na dokładnie lustrowanie pomieszczeń. Co cenniejsze rzeczy z wyposażenia wnętrza wywieziono do ZSRR. Inne, w opinii Rosjan bezwartościowe, jak np. trofea, wyrzucane były do stawu. Książki ponoć walały się po całym parku.

Na marne poszła robota Bancka. Rosjanie odkryli większość skrytek w piwnicach pałacu. Nie uczynili tego z pewnością sami żołnierze. Przy dowództwach frontów działały wspomniane już komisje do spraw łupów wojennych (Trofiejnyje kommissji), które miały za zadanie dokładnie przeszukiwać pałace i muzea, selekcjonować dzieła i co cenniejsze wywozić do ZSRR. Komisjami kierowali pracownicy muzeuów i teatrów, awansowani do stopni oficerów sztabu, wyposażeni w szerokie pełnomocnictwa. Mieli więc wiedzę i wyraźny przykaz, by ziemie niemieckie traktować jako źródło łupów. Podobnie jak Wojnowice ograbione zostały np. pałace w Krowiarkach, Sławikowie i Rudach. Ten drugi został potem spalony. Rosjanie plądrowali Racibórz. Z kościoła farnego wywieźli słynną monstrancję z 1495 r.

Czy jednak radzieckie komisje ds. łupów odnalazły wszystko? Według pewnych relacji, skrytki po odejściu Rosjan odnajdywali mieszkańcy Wojnowic. Nowy właściciel pałacu w Wojnowicach, który nabył go w 2003 r., znalazł w piwnicy pod starą wieżą wywiercone otwory w ścianie. Za nim znajduje się prawdopodobnie jakieś pomieszczenie. Czy więc najtajniejsze skrytki Bancka moły się zachować do dziś?

Na koniec o pewnej ciekawej legendzie związanej z Wojnowicami. Spisał ją w 1924 r. Jerzy Hyckel, zafascynowany historią ziemi raciborskiej były profesor (do 1945 r.) zakładu dla głuchoniemych w Raciborzu. Przed i po wojnie napisał wiele opracowań historycznych. Jego autorstwa jest zbiór pt. Co szumi w zdroju legend. Legendy ziemi raciborskiej (Was der Sagenborn rauscht. Sagen aus dem Stadt und Landkreise Ratibor. Czytamy w nim: Babcia mojego ojca miała pewnego razu chorą dłoń. Kiedy w nocy nie mogła wytrzymać z bólu wybrała się do Wojnowic, aby tam zasięgnąć rady. Była północ, kiedy doszła do krzyża, który stoi tam przy drodze. Wtedy zobaczyła nagle przed sobą procesję. Wszyscy ludzie byli w białych szatach i śpiewali pobożne pieśni. Tak szła uroczyście ta procesja wzdłuż drogi. Wtedy babcia zrobiła drogę okrężną, aby im zejść z drogi, dlatego też nie mogła rozpoznać co to była za procesja.

Grzegorz Wawoczny

 

 


WAW,04-08-2008
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Klauzula informacyjna RODO - polityka prywatności.
Ta witryna internetowa wykorzystuje technologię plików cookie (tzw. "ciasteczek") w celu: administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług, w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). W tym przypadku, cookie przechowuje informację o unikalnym identyfikatorze sesji. "Ciasteczka" nie przechowują danych prywatnych dotyczących użytkownika, takich jak: imię, nazwisko, hasło, lokalizacja lub adres IP. Zamykając poniższe okienko, automatycznie wyrażasz zgodę na wysyłanie cookies do Twojej przeglądarki. Wtedy też, okienko z tą informacją nie będzie pojawiać się ponownie. Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Przejdź do serwisu