Brak
::: Podziemia pod klasztorem

Od setek lat w kryptach nikt nie był, choć kryją szczątki władców księstwa Mieszka Otyłego i jego brata Władysław. Wedle zachowanych wzmianek, jeszcze w XVIII w. dominikanie, zanim musieli opuścić klasztor, szukali grobów władców. Zeszli do podziemi, ale na próżno.

Pierwsze polskie zdanie

Przechodząc koło kościoła p.w. Św. Jakuba przy Rynku nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie znaczenie dla historii Raciborza i Polski ma to miejsce. Do 1810 r. świątynia przylegała do klasztoru ojców dominikanów, który zajmował prawie cały teren obecnego targowiska. Był to konwent o wspaniałej historii. W średniowieczu największy obok krakowskiego i wrocławskiego. Na dodatek, najprawdopodobniej to tu narodziło się pisane słowo polskie. Zacznijmy więc od nie rozstrzygniętego do dziś sporu o to, czy pierwsze polskie zdanie zostało uwiecznione na karcie pergaminu w słynnej Księdze Henrykowskiej, czy też może w zaginionej kronice dominikańskiej, redagowanej najprawdopodobnie również w Raciborzu.

W starszych podręcznikach do języka polskiego palmę pierwszeństwa przyznaje się chłopu Brukale, który około 1270 r. powiedział na polu do swej żony: - Daj ut ja pobruszę a ty poziway, co znaczy: - daj ja będę mełł a ty odpocznij. W tymże samym roku troskliwość Brukały o swoją ślubną nieznany skryba odnotował w słynnej Księdze Henrykowskiej z klasztoru cystersów w Henrykowie, przechowywanej do dziś w Muzeum Archidiecezjalnym we Wrocławiu, cudem wydobytej z zakamarków archiwów radzieckich, gdzie trafiła w 1945 r. jako łup wojenny.

Współczesna nauka nie ma już pewności, czy cysterski skryba był rzeczywiście pionierem. Otóż okazuje się, że najprawdopodobnie 29 lat wcześniej na pomysł zredagowania pierwszego polskiego zdania wpadł Wincenty z Kielczy, przeor dominikanów raciborskich, i uczynił to w okolicznościach wręcz dramatycznych. Zdarzyło mu się bowiem spisać relację rycerza Jana Iwanowica, który widział śmierć na polu legnickim księcia Henryka Pobożnego. Władca przeczuwając nieuchronną klęskę wojsk polskich miał rzec: - Gorze szo nam stalo, co oznacza: - Źle nam się dzieje.

Ale po kolei. Nasz bohater Wincenty z Kielczy urodził się zapewne około 1200 r. w rodzie rycerskim. W nekrologu dominikanów krakowskich występuje jako frater Vincentius de Kielcza (obiit). Jego rodzinnym gniazdem jest podstrzelecka wieś Kielcza na Opolszczyźnie (w starszych opracowaniach podaje się Kielce), która po raz pierwszy wymieniona jest w dokumencie z 1300 r. Była wówczas jedną z wsi płacących biskupstwu wrocławskiemu dziesięcinę. Ze Śląska Opolskiego pochodzą też święty Jacek i błogosławiony Czesław. Tu ma swoje korzenie rycerski ród Odrowążów, z którymi Wincenty był mocno związany. Te koneksje sprawiły zapewne, że młodzieniec z Kielczy dostąpił zaszczytów w zakonie kaznodziejskim, jak określano dominikanów.

Karierę zaczął jako kapłan świecki. Pojawia się bowiem na dokumencie z 1222 r. stwierdzającym zawarcie pierwszej ugody o wieś Pełczyska pomiędzy biskupem Iwonem a Baranem Putysławowicem. Odbyło się to w obecności licznego grona kapelanów biskupiego dworu, wśród których był Wincenty. W 1227 r. był już kanonikiem krakowskim. W 1237 r. udał się do Włoch po ciało biskupa Iwona. Studiował potem w Bolonii. W 1246 r. był już na pewno dominikaninem, gdyż w takim charakterze był obecny jako świadek przy sporządzeniu testamentu księcia opolsko-raciborskiego Mieszka Otyłego. Niestety, odtworzenie dokładniejszego życiorysu Wincentego jest już niemożliwe.

Racibórz jego czasów był centrum rosnącego siłę w księstwa, z krzepnącym organizmem miejskim zasiedlonym przez kolonistów z Flandrii i Walonii. Nie dziwi więc, że dominikanie postanowili założyć tu swój klasztor, kierując do pracy w nim zaufanych braci, sprawnych organizatorów i doświadczonych kaznodziejów. Niewykluczone, że wybór padł właśnie na Wincentego. W raciborskim konwencie spędził bowiem kilkanaście lat swojego życia. Dostąpił nawet godności przeora i jako taki występuje na dokumencie księcia Władysława z 1258 r. wystawionym dla cystersów w Rudach. Był też dominikaninem w klasztorach w Sandomierzu i Krakowie.

Dominikanin z Kielczy zajął ważne miejsce w literaturze polskiej jako autor dwóch dwóch żywotów świętego Stanisława - Vita minor, czyli Żywot mniejszy i Vita maior, czyli Żywot większy, słynnego hymnu Gaude Mater Polonia wchodzącego w skład oficjum brewiarzowego ku czci św. Stanisława kanonizowanego w 1253 r. oraz poświęconej biskupowi męczennikowi sekwencji mszalnej Leta mundus.

W 1241 r., kiedy to na ziemie polskie najechali Mongołowie, zwani też popularnie Tatarami, Wincenty przebywał najprawdopodobniej w raciborskim klasztorze. Czas był niespokojny. Sandomierz i Kraków zostały zdobyte. Ludzie z trwogą obserwowali wydarzenia, bojąc się śmierci lub niewoli. Ukrycie się w oddalonym od Małopolski Raciborzu było sensownym rozwiązaniem, tym bardziej, że Mongołowie spieszyli na walną bitwę z rycerstwem polskim zgromadzonym pod Legnicą. Przechodzili co prawda pod Raciborzem, ale najprawdopodobniej nie podjęli próby zdobycia miasta ani zamku.

Wincenty przeczekał więc w klasztorze lub w grodzie na Ostrogu przemarsz hordy i oczekiwał na wieści spod Legnicy. Te nadeszły, ale, niestety, hiobowe. Do Raciborza dotarł rycerz Jan Iwanowic, naoczny świadek klęski rycerstwa polskiego i jednocześnie tragicznej śmierci dowodzącego nim księcia wrocławskiego Henryka Pobożnego. Zrelacjonował dominikaninowi to, co zaszło podczas starcia. Stał wtedy u boku księcia Henryka. Ten widząc nieuchronną klęskę Polaków powiedział: - Gorze szo nam stalo. 

Co ciekawe, była to reakcja na odwrót z pola bitwy wojsk księcia opolsko-raciborskiego Mieszka Otyłego. Manewr okazał się tragiczny w skutkach, ale historycy bynajmniej nie zrzucają raciborskiemu władcy tchórzostwa. Jak się okazało, rozkaz odwrotu był efektem nieporozumienia, wywołanego przez jednego z Mongołów, który jadąc przez śląskim rycerstwem krzyczał: - Byegaycze, bijegaycze. Otyły odebrał te słowa jako ostrzeżenie i chcąc ratować swoje hufce kazał wycofać. Paradoksalnie, odwrót rzeczywiście uchronił jego wojska. W obliczu nieuchronnego pogromu zdążył bowiem dotrzeć do zamku w Legnicy, gdzie spokojnie czekał na odejście Mongołów.

Skąd jednak wiemy, że Wincenty opisał bitwę pod Legnicę? Relacja znajdowała się w tzw. zaginionej kronice, która kilkaset lat później, być może na początku XIX w., została w niewiadomych okolicznościach bezpowrotnie utracona. Historycy sądzą, że skorzystał z niej Jan Długosz pisząc swoje Roczniki Królestwa Polskiego, bo zawarł w swoim tekście dokładny opis wydarzeń z 1241 r., w tym owo słynne zdanie: - Gorze szo nam stalo.  W XIX w. odpis kroniki miał prawdopodobnie w ręku tworkowski wikary, Karol Gromann opisując z detalami mongolskie najazdy na Racibórz.

Inkwizytor Peregryn

Sławnym dominikaninem związanym z raciborskim konwentem był również Peregryn z Raciborza, zwany również Peregrynem z Opola. W Raciborzu napisał sławne na całą Europę kazania. W studium generalnym przy raciborskim konwencie p.w. Św. Jakuba zdobył podstawowe wykształcenie potrzebne do rozpoczęcia kariery w zakonie. Tak jak Wincenty pełnił tutaj również funkcję przeora. Zaskarbił sobie także zaufanie władcy, księcia Przemysła. Był jego spowiednikiem a także wygłaszał kazania w zamkowej kaplicy kolegiackiej p.w. Św. Tomasza z Canterbury. Swoją karierę kontynuował we Wrocławiu. Od 1305 r. był przeorem wrocławskiego konwentu p.w. Św. Wojciecha. W tym samym roku, obejmując godność prowincjała polskiej prowincji zakonu dominikanów, osiągnął swój szczyt zakonnej hierarchii. Funkcję tę sprawował do 1313 r. (pod koniec kadencji przebywał w klasztorach francuskich). W 1318 r. został inkwizytorem w diecezjach wrocławskiej i krakowskiej. W 1322 r. znów obrano go prowincjałem. Był nim do 1327 r. Po 1333 r. zmarł we Wrocławiu. Przerwa w sprawowaniu godności prowincjała mogła być spowodowana studiami na uniwersytetach w Europie Zachodniej oraz kolejnym pobytem w Raciborzu. Stało się tak być może za namową księcia Leszka, syna księcia Przemysła. W latach 1313-1318 Peregryn zajmował się prawdopodobnie organizowaniem raciborskiego konwentu dominikanek i formowaniem w nich życia duchowego. W tym czasie zetknął się z młodziutką Ofką, która wedle życzenia ojca, księcia Przemysła miała przyodziać klasztorne szaty. Peregryn mógł ją umacniać w zakonnym powołaniu. Peregrynowi zawdzięcza też pośrednio Ofka swoje poczesne miejsce w dominikańskich klasztorach. Obok św. Jacka i bł. Czesława mniszka z Raciborza znalazła się w gronie najwybitniejszych dominikanów śląskich.

Do historii Kościoła przeszedł dzięki swemu słynnemu w całej Europie zbiorowi kazań Sermones de tempore et de sanctis. Zawarte tu 64 kazania o świętych i 57 kazań na niedzielę zostały spisane, w latach 1297-1304, w raciborskim klasztorze. Teksty te miały aż do XVI w. charakter wręcz podręcznikowy. W wielu bibliotekach klasztornych i uniwersyteckich zachowały się zawierające je XIV-wieczne inkunabuły. W 1474 r., już po wynalezieniu przez Gutenberga czcionki, Sermones ukazały się drukiem w Kolonii. Odpisy kazań Peregryna zawierają XV-wieczne Kazania Gnieźnieńskie. U schyłku XIV w. w klasztorze dominikanów w Raciborzu przebywał również doktor teologii Piotr Wasserrabe, późniejszy prowincjał polskich dominikanów. W XV w. funkcjonowało tu przyklasztorne studium konwentualne, w którym pierwsze nauki pobierało wielu słynnych dominikanów, późniejszych studentów słynnych europejskich alma mater. W 1450 r. z klasztoru w Raciborzu wyruszył do Kolonii dominikanin Grzegorz. Raciborzanin Jerzy z tutejszego konwentu wzmiankowany jest potem jako student uniwersytetu w Bolonii.

Dominikanie raciborscy

Równie niejasne jak losy zaginionej kroniki są dzieje kościóła Św. Jakuba. Wedle legendy stoi na miejscu słowiańskiej gontyny, którą zwykło się określać świątynię pogańską składającą się z zewnętrznego ogrodzenia tworzącego ze słupami wewnętrznymi coś w rodzaju korytarza prowadzącego do sanktuarium, odgrodzonego od otoczenia zasłoną. Gontyna w Raciborzu była poświęcona bogini Żywii. Kiedyś miał tu przybyć posłaniec księżnej z Karkonoszy, gdzie zabito strasznego smoka Truta. Informację taką podaje w swojej Historii czeskiej literatury (1825) Josef Jungmann. Żywia, w słowiańskiej mitologii Siwa, była boginią życia stojącą w opozycji do bóstw śmierci. Wiadomości o jej kulcie, dziś często jednak kwestionowanym w nauce, pochodzą jeszcze z XII w.

Nietrudno znaleźć wśród badaczy dziejów Raciborza zwolenników hipotezy, że w północnej pierzei Rynku, w 1205 r., powstał pierwszy drewniany kościół, który później zajęli dominikanie po tym, jak w pobliżu wybudowano, być może jeszcze w I połowie XIII w., świątynię gotycką, czyli dzisiejszy kościół farny. Częściowo potwierdza ją odkrycie, podczas badań archeologicznych na Rynku w 1997 r., cmentarzyska przy kościele Św. Jakuba, nie wzmiankowanego w źródłach i otoczonego niegdyś murem ceglanym. Znaleziono tu szesnaście grobów kobiet, mężczyzn i dzieci. Zmarłych chowano w trumnach, wedle obrządku chrześcijańskiego z głową na zachód. Cmentarz datowany jest wstępnie na I połowę XIII w. Była to prawdopodobnie pierwsza nekropolia w mieście doby lokacji.

Ciąg wydarzeń mógł więc być następujący. W dobie przedlokacyjnej obecne śródmieście Raciborza miało już drewniany kościół, obecnie p.w. Św. Jakuba. Po przybyciu osadników z Europy Zachodniej ta pierwsza chrześcijańska świątynia Raciborza, przy której założono również cmentarz, była niewystarczającą dla rosnącej w szybkim tempie liczby wiernych. Zrezygnowano z rozbudowy tego kościoła i kolejnych pochówków na cmentarzu. Prawdopodobnie w latach 30. XIII w. oddano go przybyłym do miasta dominikanom, chętnie zresztą biorącym w posiadanie już stojące świątynie. Mieszczanie zdecydowali zaś wybudować nowy okazały murowany kościół kilkadziesiąt metrów dalej na południowy-wschód od Rynku, obecnie świątynię farną. Wokół niej założyli nowy cmentarz.

Na podstawie zachowanych wzmianek, niezależnie od prawdziwości powyższej hipotezy, możemy przyjąć, że konwent dominikanów w Raciborzu powstał w latach 1238-1246. W 1246 r., na mocy testamentu księcia Mieszka Otyłego, otrzymał on 200 grzywien srebra na budowę murowanego kościoła oraz klasztoru. Hojność władcy tłumaczy się tym, iż w tym kościele chciał być po śmierci pochowany. Świadkiem przy spisywaniu testamentu Mieszka był przeor raciborskich dominikanów, co jest dowodem na istnienie zorganizowanego już konwentu.

Po donacji dominikanie przystąpili do budowy jedynie gotyckiego kościoła, bez claustrum. W 1258 r. kolejny książę opolsko-raciborski Władysław, brat Mieszka Otyłego, wyznaczył im teren pod zabudowania klasztorne, a jednocześnie biskup wrocławski konsekrował klasztorną świątynię. Jako jej patroni, obok św. Jakuba, wymienieni są także: Najświętsza Maria Panna, św. Jan Ewangelista, św. Stanisław, św. Dominik i Wszyscy Święci.

Bracia nie byli rozpieszczani przez władców. Otrzymali niewielkie nadania – ogród, młyn z placem, prawo do wodociągu dochodzącego do ich klasztoru (chodzi o Psinę) oraz 16 kamieni łoju z jatek mięsnych na oświetlenie. Musieli więc żyć głównie z jałmużny zbieranej w nieznanym bliżej kręgu kwestorskim oraz z odpustów. To sprawiło, że pierwotny rozmach w organizowaniu konwentu został pod koniec XIII w. wyraźnie zahamowany. Konkurencję stanowiły też dominikanki. Otrzymały znacznie większe nadania książęce, głównie za sprawą Ofki, córki księcia Przemysła.

Pożar z 1300 r. strawił pierwsze claustrum i kościół. Budowle wzniesiono więc na nowo. Powstał kościół jednonawowy, którego zasadnicza bryła, mimo przebudowy po pożarze z 1637 r., zachowała się do dziś. Historycy architektury dopatrują się w niej wyraźnych analogii do budowli zakonów mendykanckich w Czechach i Austrii. 9 października 1371 r. poświęcono nowy kapitularz (miejsce zgromadzeń zakonników) z kaplicą Św. Urszuli oraz przyklasztorny cmentarz. W kościele powstała kaplica Św. Św. Feliksta i Adaukta oraz dziesięciu tysięcy męczenników. Z tej okazji biskup wrocławski Dzierżysław nadał wszystkim odwiedzającym to miejsce czterdziestodniowy odpust. W 1466 r. konwent pozwolił sobie na budowę łaźni miejskiej. W źródłach odnotowano również, że pomieszczenia krużganków zostały pomalowane przez włoskiego dominikanina. Świadczy to o szerokich kontaktach konwentu z innymi domami zakonnymi zgromadzenia i wzroście zamożności, choć dominikanki były na pewno znacznie bogatsze. Kościół Św. Jakuba od reszty rynku oddział mur, wybudowany pod koniec XIV w., a istniejący jeszcze w XVI w. Jego częściowy przebieg zaznaczony jest na płycie Rynku.

W 1810 r. dominikanie musieli opuścić Racibórz wskutek wydania przez króla pruskiego edyktu sekularyzacyjnego. Ich majątek, bez szacowania wartości budynków, wynosił 14,59 tys. florenów, w tym 13,47 tys. florenów gotówką. O wyglądzie klasztoru, choć był tu ponad 550 lat, niestety prawie nic nie wiemy. Nie zachowała się żadna ikonografia. Do dziś pozostał jedynie fragment krużganku zaadaptowanego na zakrystię kościoła oraz pruskie projekty adaptacji średniowiecznego claustrum na urzędy państwowe – starościńską królewską kasę podatkową i akcyzową. Potem chciano tu usadowić batalion landwery – cztery kompanie piechoty i szwadron kawalerii. Nic z tego nie wyszło i zabudowania klasztorne, które dziś byłyby zabytkiem pierwszej klasy, zburzono w latach 1823-1829. Na pustym placu urządzono plac ćwiczeń dla jazdy konnej II. pułku ułanów, zaś w pobliżu zbudowano stajnie na 152 konie. Zahowana do dziś hala targowa to była wojskowa ujeżdżalnia.
Kościół, który na szczęście zachowano, przejęła parafia miejska. Jako ciekawostkę można podać fakt, że wejście do niego od strony Rynku wybudowano dopiero w 1897 r. z polecenia proboszcza miejskiego, Hermanna Schaffera.

Świątynia Św. Jakuba jest niezwykle cennym obiektem, który zaciekawi niejednego turystę. Mimo zniszczeń wojennych z 1945 r. można do niego nadal odnieść opis z przewodnika po mieście autorstwa Jerzego Hyckla, a wydanego w latach 30. XX w. przez Stowarzyszenie Turystyczne Miasta Raciborza i Ziemi Raciborskiej. Godne uwagi są: ołtarz Różańcowy z 1659 r. z drzewem genealogicznym Matki Boskiej i krypta Gaszynów z ozdobieniem około 1665 r., z ołtarzem św. Krzyża z czarnego marmuru i pomnikami rodzin Klema von Lotha i Gaszynów.

Krypty kościoła św. Jakuba

Poszukiwaczy przygód zainteresuje zapewne, że wedle przekazów kościół ma trzy krypty: pierwszą pod kaplicą św. Krzyża (krypta rodowa Gaszynów), pod kaplicą różańcową i pod kaplicą Walentego. Lokalizacja dwóch pierwszych jest łatwa, bo kaplice istnieją do dziś. Przy kaplicy Gaszynów, w końcu nawy bocznej, widoczna jest XVII-wieczna płyta z zatartymi kartuszami herbowymi zamykająca zejście do krypty. Z ostatnią będzie znacznie trudniej, bo nie dość, że już jej nie ma, to nie wiadomo za bardzo gdzie była. Może znajdowała się w przyziemiu wieży?

Od setek lat w kryptach nikt nie był, choć kryją szczątki władców księstwa Mieszka Otyłego i jego brata Władysława oraz syna tego drugiego, księcia Przemysła. Wedle zachowanych wzmianek, jeszcze w XVIII w. dominikanie, na długo przed opuszczeniem klasztoru, szukali grobów władców. Zeszli do podziemi, ale na próżno. Dowodzi to, że już w XVII w. odtworzenie dziejów konwentu napotykało na spore trudności. Klasztor miał już dawno za sobą czasy świetności. Takie wydarzenia, jak reformacja i związane z nią pustki w klasztorach, wojna trzydziestolenia oraz pożary spowodowały luki w historii.

Wiadomo, że klasztor spłonął w 1546 r. W 1573 zakończono odbudowę i zamierzano poświęcić kilka kaplic, lecz rok później kościół i znaczna część zabudowy klasztornej znów spłonęły, tym razem w wielkim pożarze miasta z 1574. Ledwo odbudowana świątynia w 1637 r. znów padła ofiarą płomieni. Podczas pożarów zakonnicy tracili archiwalia i zbiory biblioteczne. Sporo z nich zachowało się jednak ponoć do 1945 r. Tuż po wojnie ze skarbca kościoła kolegiackiego mieli je wywieźć do Krakowa tamtejsi dominikanie. Do dziś nie wiadomo, co związanego z Raciborzem kryją zakamarki archiwum krakowskiego konwentu.

Czy mimo ubóstwa źródeł uda się dotrzeć kiedyś do książęcych pochówków? Gdzie ich szukać? Czy w podziemiach, o ile istnieją, czy też pod pierwotną posadzką kościoła? Wydaje się, że wszelkie tropy prowadzą właśnie „pod” prezbiterium, czyli część kościoła od ołtarza do nawy głównej.

W opracowaniach zauważa się wprost, że obecne prezbiterium jest młodsze od nawy głównej i bez badań archeologicznych nie da się określić wczesnych faz budowy świątyni. Scenariusz wydarzeń mógł być następujący. W 1300 r. pierwszy kościół uległ spaleniu, spaliło się także pierwotne trójprzęsłowe prezbiterium, podporządkowane surowym regułom zakonnym, a więc niższe i węższe od obecnego. Nawę główną odbudowano potem w starym kształcie, zaś prezbiterium rozbudowano do nietypowej dla całości długości czterech przęseł. Ta część kościoła, kryjąca już wówczas prawdopodobnie szczątki Mieszka Otyłego i Władysława, którzy chcieli na pewno spocząć przy ołtarzu, uległa więc znacznym przekształceniom. Powstał też zapewne nowy poziom, kryjący dostęp do książęcych krypt lub podziemi. Późniejsze przebudowy jeszcze bardziej zatarły ślady pozwalające dotrzeć do szczątek władców. Bez badań archeologicznych nie da się więc wyjaśnić żadnych wątpliwości.

Jakieś podziemia znajdują się w części nawy głównej graniczącej z pl. Dominikańskim. Kilkadziesiąt lat temu w południowej ścianie kościoła, tuż przy bocznym wejściu, zapadła się podłoga. Po tym wydarzeniu pozostał nawet ślad w murze. Do dziś widać spękanie i przemieszczone wzdłuż cegły. Wyrwa w ziemi ukazała wejście do lochów. Nikt ich dokładnie nie badał. Nawieziono piasku i żwiru, którym zasypano czeluść.

Starsi mieszkańcy Raciborza pamiętają również wejście do nieznanych podziemi, które znajdowało się w skarpie przy murach wzdłuż ul. Drzymały, tuż za starymi stajniami huzarskimi, potem warsztatami Zespołu Szkół Budowlanych. Obecnie zdewastowane stajnie stoją puste. Wejście do podziemi widoczne było jeszcze długo po wojnie. W skarpie znajdował się otwór, przez który można było nawet przejść kilka metrów pod targowiskiem. Kilkadziesiąt lat temu przysypała go ziemia. Dziś trudno nawet wskazać, gdzie dokładnie się znajdował, ale świadkowie twierdzą, że na pewno jest tu nadal.

Grzegorz Wawoczny


WAW,04-08-2008
  :::  drukuj  :::  wyślij znajomemu  :::  
pigułka
pigułka
zapowiedzi
Klauzula informacyjna RODO - polityka prywatności.
Ta witryna internetowa wykorzystuje technologię plików cookie (tzw. "ciasteczek") w celu: administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług, w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). W tym przypadku, cookie przechowuje informację o unikalnym identyfikatorze sesji. "Ciasteczka" nie przechowują danych prywatnych dotyczących użytkownika, takich jak: imię, nazwisko, hasło, lokalizacja lub adres IP. Zamykając poniższe okienko, automatycznie wyrażasz zgodę na wysyłanie cookies do Twojej przeglądarki. Wtedy też, okienko z tą informacją nie będzie pojawiać się ponownie. Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies.
Przejdź do serwisu